Rouen

Rouen

piątek, 29 listopada 2024

Gordes. Kilka zdjęć...

Nie byłoby mnie tu, gdyby nie Ty, Sénanque…

Sénanque -

ciszy kołysko

kamienna kładko nad przepaścią

drzewo, w którego konarach ptaki wiją gniazda…









poniedziałek, 25 listopada 2024

Arles - Notre-Dame De Sénanque. Pierwsza z Trzech Sióstr...

Dzień dobry, Prowansjo!

Dziś już inaczej, jak rok temu, kiedy ledwie otarłem się o Twoje mury, dopiero co spojrzałem w oczy św. Trofima, a już następnego dnia byłem w drodze do Świętego Idziego. Dziś będę ostrożniejszy, bardziej uważny i powolny.

Jednak - podobnie jak rok temu, także i dziś jestem tu nie dla rzymskich pamiątek, choć mury areny - zacne, robią wrażenie, a Alyscamp - dawna nekropolia rzymskich patrycjuszy - jeszcze większe. Alyscamp odwiedzę, ale dopiero za tydzień, w drodze powrotnej od Trzech Sióstr Prowansji, jak nazywa się tu cysterskie opactwa: Notre-Dame De Sénanque, Silvacane i Le Thoronet.


Le Thoronet położone jest najdalej na wschód, gdzieś w połowie drogi między Marsylią a Niceą. Pomysł, a po nim decyzja i plan odwiedzenia Thoronet powstał kilka lat temu, po lekturze „Okrutnych kamieni” Fernanda Pouillona. Książka jest zrodzoną w wyobraźni autora pamiętnikiem i kroniką budowy mistrza Wilhelma, cysterskiego mnicha i budowniczego Le Thoronet.




17 czerwca, poniedziałek, rano. Jem śniadanie: gorący kubek (serowa z grzankami) plus bagietka, wypijam „litr" kawy i w drogę. Całość, 222 kilometry, podzieliłem na trzy etapy. Przede mną więc pola lawendy, oliwne gaje i uprawy winorośli. Pojadę wzdłuż (i w poprzek) nawadniających je kanałów. Hydrozagadka: gdzie biorą swój początek, jedne delikatnie szumiąc, inne, spadając kaskadami - potoki wody? 

Zagadką będzie również to, czy na koniec dnia znajdę obiecany przez mapę kemping. Nie badam - jak czynią to niektórzy, profilu drogi, nie mierzę spadków czy uniesień linii horyzontu, nie ustalam z góry liczby i miejsc postoju…

Droga, to taniec, który tańczysz, opierając się pogodzie, pokonując rzeczny strumień, zmęczenie. Tylko wtedy poczujesz upojenie...

Więc jadę…




Pierwszy etap, to opactwo Sénanque, 74 kilometry. Mijam Saint-Rémy-De-Provence. Za Cavaillon, na 45. kilometrze droga zaczyna się piąć i będzie mnie „tańczyć" aż do Gordes. Tam, całkiem niespodzianie za kolejnym z zakrętów otworzy się zapierający dech w piersiach widok. Tam też droga wypuści mnie na chwilę z objęć, ale już za moment raz jeszcze przypomni, kto tu prowadzi, a kto jest tylko tańczony…


Tak, droga jest tańcem. Tańczyło dziś wszystko: woda w strumieniach, linia horyzontu, ginące za zakrętami podjazdy, myśli… Tylko powietrze stało nieruchomo, jak kamień...

Trzy Siostry Prowansji. Dziś Sénanque. Docieram tu, kiedy kończy się sprzedaż wejściówek, gdzieś po 16. Tłum turystów w hallu, kupujący w butiku i na zewnątrz… Według przewodnika, Sénanque to najliczniej z Trzech Sióstr odwiedzane miejsce. A od siebie dodam, - najtrudniej ze wszystkich dostępne.


Nocleg w Gordes. Droga z opactwa na kemiping, to zaledwie 4 kilometry, a jednak zabierze mi 1,5 godziny. Wspinaczka zdaje się nie mieć końca. Zatrzymuję się co 10 kroków wypychając rower przed siebie. W końcu jest. Kemping z widokiem na planetę Ziemia z wysokości 500 m.





Sénanque. Czy tak miało to wyglądać? Tyle trudu, a w zamian zestaw pocztówkowych widoków? Widok z góry, widok z dołu, zamknięte drzwi... Może więc wcześniej należy sprawdzać godziny otwarcia, pory zamknięcia? Jednak na co to, skoro nie da się przewidzieć, nawet w przybliżeniu, czasu przejazdu w takim, jak dzisiejszy, terenie?


Jutro rano jeszcze przez chwilę zabawię w Gordes, ciesząc uszy muzyką, a oczy widokiem mis pełnych przypraw. Nie po raz ostatni gubiąc w labiryncie wąskich uliczek ślad...




wtorek, 19 listopada 2024

Notre Dame de Saint-Paul-Trois-Châteaux. Odrzuć próżny dźwięk słów i patrz...

Katedralny dziedziniec...

Przez niewielką bramę wchodzę w labirynt uliczek, kamiennym pierścieniem chroniący ciszę najstarszej części miasteczka. Nim skręcę lewo i z Rue de Monseigneur Sibour wyjdę wprost na plac, po prawej - sesja zdjęciowa. Ona, jak motyl przylega całym ciałem do muru, on jak myśliwy przysiada po drugiej stronie ciasnej uliczki. Zauważają mnie i po chwili, jakby speszeni moją obecnością, znikają...
Zostaje nastrój chwili i rozedrgane słońcem powietrze...
Coś podobnie nastrojowego przydarzy mi się kilka tygodni później w Laon. „Uwięziony” w ościeżach południowego portalu katedry (jest środek nocy), nie widząc i sam nie będąc widzianym, stanę się mimowolnym świadkiem toczącego się opodal miłosnego dialogu.
I choć tu bez słów, a tam ich nie rozumiałem, tu i tam - pośrodku czegoś pięknego...



Notre Dame.

Do wnętrza prowadzi półkolisty, ozdobiony wyjątkowej urody rzeźbioną archiwoltą portal. Korpus budowli to trzy nawy i transept. Nawę główną zamyka ciemna absyda, a boczne - absydiole. Mur pokryty jest XII. lub XIII. wiecznymi mozaikami. Na wysokości ostatniego przęsła nawy - kamienne zdobienia. Pomiędzy spiralnie żłobkowanymi kolumnami biegnie „ślepe” triforium, niżej kamienny pas, imitujący plisowaną draperię.

Na ścianie i łukach arkad nawy bocznej zachowały się pochodzące z XIV i kolejnego wieku piękne freski. We wnęce empory na ścianie północnej - szafa organowa z początku XVII w.









Piękne są, zdobiące mur - freski, piękne - jakby zastygłe w ruchu - kamienne ozdoby. I te wewnątrz i na zewnątrz świątynnego muru. Jednak to wciąż tylko słowa. Czy tu, na papierze, czy wykute w kamieniu, jak w Autun - Dislebertus fecit me - wciąż tylko słowa! A tu jest przecież coś więcej, niż suma przemyślanych architektonicznych detali, miłosnych splotów linii, czułość kamienia!

Śpiew. Jeszcze przed wejściem słyszę (jej) głos i choć śpiewa coś na nutę gospels, uczułem (tak, uczułem), jakby to nie człowiek, a katedra śpiewała. Kamień nie tyle powtarzał dźwięk, nie tyle go niósł, ile sam zdawał się być źródłem…

Ale katedra, nawet napełniona niebiańskim śpiewem, czy płynącą z zawieszonego nad kamienną przepaścią „organetto” muzyką, to wciąż coś więcej, niż tylko artystyczny projekt.

Więc, jeśli jak mi - i Tobie zda się piękna, spróbuj poznać przyczynę tego piękna…

- A czy słyszałeś kiedy śpiew dzwonów?

Notre Dame de Saint-Paul-Trois-Châteaux... Wspinam się po (kamiennej) gałęzi. I jak gąsienica, idę w stronę Niewidzialnego...


Na zewnątrz, mimo późnej godziny wciąż gorąco. Usiądę na przeciw południowego wejścia, które osłania dobudowany w XV w. kamienny dziedziniec. Zamówię kawę (1.40 E). Na ciastko nie mam już drobnych. Zresztą, mam je przecież przed oczami…!




Tak. Bardzo chciałem tu być. Nie przypuszczałem jednak, że wyjadę stąd z obietnicą, że jeszcze tu kiedyś… wrócę.

Ach, gdybym tamtego dnia wiedział, że 500 m dalej jest kemping, zostałbym tu do rana, do zmierzchu i nocy smakując piękno otaczających Notre Dame murów, powtarzając śpiew nawy...

Są miejsca, które przyciągają z siłą, której się nie oprzesz. Spróbuj, a do końca będziesz nosił żal, a niektórzy i ranę...


W drodze powrotnej - czy na prawdę muszę o tym wspominać? - znowu pomylę drogę.

- Niby ten sam most, a jednak jakiś inny… - myślę, mijając Canal De Donzère-Mondragon. Przecież to stąd dochodziły wcześniej przeraźliwe piski, skowyt i szczekanie. Psi azyl, psie opowieści...


W Arles będę o 22. Drogę na kemping znam na pamięć… Nawet nie włączę nawigacji. Serio...

czwartek, 14 listopada 2024

Ars - Lyon - Saint-Paul-Trois-Châteaux...

Ars. 16 czerwca, niedziela.

Wracamy na katedralną ścieżkę. Program na dziś? Kierunek - dworzec w Villafranche, skąd pociąg do Lyonu. Tam zatrzymam się na niedzielną Mszę. Po południu, kolejny pociąg - do Pierrelatte i przejazd do Saint-Paul-Trois-Châteaux (na popołudniową, ale nie tylko - kawę), by, na nocleg wylądować już w Arles.


Opuszczam Ars. Jadę trochę na pamięć i mylę drogę. Opowiadają o mnie wieczorne psy (dziś dołączy do nich cały azyl), że gdyby ludzie z Mazille powierzyliby mi swoje owce, zaprowadziłbym je do sąsiedniej wioski…

No, cóż. Każdy ma jakiś „dar”, a ja nawigację, która już za kilka tygodni wyprowadzi mnie na plantację truskawek, na której w tamtej chwili bardzo nie chciałem się znaleźć...

Póki co, okrążam Ars, jak wskazówka tarczę zegara. Pociąg do Lyonu osiągam w ostatniej chwili. Ech…!




Kościół św. Jerzego w Lyonie to miejsce wyjątkowe. Znam go z poprzedniej wizyty. Tu sprawuje się Msza w rycie lyońskim, równie jak rzymski, starożytnym. Przeważają ludzie młodzi, rodziny z małymi dziećmi. Po Mszy wejdę na chwilę do katedry. O 14 z dworca Lyon Part-Dieu odjeżdża pociąg do Pierrelatte, skąd do St PAUL 3 CHX - jak piszą nazwę miasteczka na drogowskazach - 8 km.


Notre Dame de Saint-Paul… dawna katedra, dziś już tylko kościół parafialny. Perła prowansalskiej architektury romańskiej, sztuki inspirującej się rzymskim antykiem. Nie wiedziałbym o jej istnieniu, nie zwrócił uwagi, gdyby nie mój pierwszy „elementarz” - 4. edycja Cathedrales de France; Yvan Christ. A na stronie 102, - sami popatrzcie…




Przyznacie, nie ma w tym widoku niczego szczególnego. Nic, co „chłopcu na rowerze”, choć dziś bardziej „na pociągu” - kazałoby przerywać całkiem wygodną przeprawę z Lyonu do Arles, „skazywać się” na dwie przesiadki i godzinne oczekiwanie na dworcu w Avignon…

A jednak… poza ciekawością, jak dziś wygląda prawie wiek temu sportretowana katedra (na tegorocznej trasie pojawią się jeszcze dwie „nie-gotyckie": w Maguelone i Agde) było coś więcej, niż sama tylko płytka ciekawość.

Notre Dame de Saint-Paul… Nie mogłem jej ominąć…


- To, co istotne w karawanie, odkryjesz, gdy czas ją strawi... Odrzuć próżny dźwięk słów i patrz… (A. de Saint-Exupéry).

niedziela, 10 listopada 2024

Ars-sur-Formance...

Ars. 15 czerwca, sobota.

Wiki (ta francuska) poświęca Ars niewiele miejsca. Czytamy tam m.in. że: Ars-sur-Formans, do 1956 r. - Ars, to miejscowość i gmina we Francji w odległości 35 km od Lyonu, w regionie Owernia-Rodan-Alpy, w departamencie Ain. Od połowy XIX w. nazwa Ars kojarzona jest z postacią Jeana-Marie Vianneya, który był proboszczem tutejszej parafii przez 41 lat, aż do swojej śmierci (1859). Już za życia Jana Marii miejscowość stała się celem pielgrzymek…

W roku 2010 zanotowano 0,5 mln odwiedzających i pielgrzymów.



Wioska czy miasteczko, leży Ars na początku umownej osi północ-południe, a tworzy ją, patrząc od Mâcon w dół w kierunku Lyonu, nurt Saony.

Wioska czy miasteczko - z uwagi na postać, z której zasłynęło Ars - nie sposób ominąć…

Więc jadę... 

Zostanę tu cały dzień. Chcę obejrzeć na własne oczy to, o czym tylko słyszałem i czytałem.

Po lewej stronie bazyliki znajdują się plebania i bydynki gospodarcze i to je odwiedzę najpierw. Za kościołem, po drugiej stronie Rue des Écoles, stoją zabudowania dawnej ochronki-sierocińca (sierociniec działał aż do roku 1975!). To tzw. Dom Opatrzności (La Providence), dziś ośrodek rekolekcyjny. Na przedłużeniu La Providence dobudowano w roku 1848 kaplicę, w której po dziś dzień trwa nieustanna adoracja Najświętszego Sakramentu.





Ars - tu Jan Maria Vianney spędził niemal całe swoje kapłańskie życie. Jan Maria Vianney - kaznodzieja, spowiednik, asceta, opiekun sierot i ubogich. Mąż […] bez zmazy, który nie ubiegał się za złotem i nadziei nie pokładał w pieniądzach i skarbach. (Syr 31:8-11)

A oparłszy się wszystkim pokusom, otrzymał koronę żywota (por. Jk 1:12), która - jak uczy katechizm - czyni świętych podobnymi samemu Bogu! Zwycięzca to odziedziczy... (Ap 21.7). I: Pan Bóg będzie świecił nad nimi i będą królować na wieki wieków… (Ap 22.5).


Bazylika św. Filomeny.

Na wypłaszczeniu niewielkiego pagórka w centrum Ars stoi bazylika św. Filomeny. W niczym nie przypomina kościoła, w którym spowiadał św. Jan Maria, bo też zbudowana została po jego śmierci na miejscu dawnej, XII. w. romańskiej świątyni. Prace nad nową świątynią rozpoczęto w roku 1862 wg projektu Pierre-Marie Bossana, a ukończono w 1878. Ponieważ wierni nie zgodzili się na wyburzenie nawy starego kościoła zachowano jej fragment, a także wieżę z czerwonej cegły. W latach 1897–1910 z okazji beatyfikacji Proboszcza dobudowano dwie boczne kaplice. W tej po prawej stronie umieszczono sarkofag z relikwiami Świętego. Kanonizacja miała miejsce papież w roku 1925 (papież Pius XI).




Św. Filomena.

Dziewica i męczennica z przełomu III i IV wieku. Odmówiwszy względów próbującemu zniewolić ją cesarzowi i po torturach, które miały skłonić ją do zmiany zdania, położyła głowę pod katowski topór. W dniu śmierci liczyła 13 lat...

Dzieje Filomeny, jej życie i męczeństwo zostały spisane i zatwierdzone przez Stolicę Apostolską 21 grudnia 1833. Jan Maria darzył jej osobę szczególną czcią i miłością i to jemu przypisuje się rozwój kultu tej Świętej we Francji. Do niej odnosił także przypisywane mu przez parafian i pielgrzymów cuda:

Ja cudów nie czynię! Jestem tylko biednym nieukiem co pasał owce!… Zwróćcie się do świętej Filomeny. Ilekroć prosiłem o co Boga przez jej przyczynę zawsze byłem wysłuchany…

Bóg zawsze jest wszechmocny zawsze może czynić cuda i istotnie czyniłby je jak niegdyś, lecz przeszkadza mu brak wiary...








Tajemnica Świętych Obcowania… 

Dobrze, że tu przyjechałem. Dobrze tu być…