Nie mogę znaleźć roweru. Gdzie ja go przypiąłem? Tu zostawiam kask, gdzie indziej torbę. Wszystko przez ten upał. 36 stopni! Gdyby nie kask na głowie i buff, byłbym zgubiony...
Annecy. Odwiedziłem dziś (prawie) wszystkie kościoły.
Wychodziły mi na przeciw. Zapraszały otwartymi drzwiami. A w środku - przyjemny chłód.
Annecy to też miasto katedry. Choć nie mo tu ”tej”, nie minę jej przecież. W końcu nie samym gotykiem człowiek żyje…
Łażę po uliczkach. Słucham grajka w bramie. Opieram się o mur. Kamień, który słońce minęło już dawno, wciąż oddaje ciepło.
Annecy śliczne, z tłumem słońca na chodnikach. Podcienie, pasaże, niespodziewane skróty… I nagle znajdujesz się w innym świetle, sam…
Co krok lodziarnia. W taki upał trudno się nie skusić, choć przecież nie na lody tu przyjechałem, a na deskę serów, ale ten gorąc…
Dziś nic z tego.
Jutro odwiedzę (mój) sklep z serami, Pierre Guy. Ale to będzie dopiero jutro, przed południem, przed wyjazdem.
Annecy. Piękne, choć kemping… Jak tu się wczołgałem? To na samej górze, ponad miastem. I wtedy spocony, zziajany, bez tchu, słyszysz te słowa. - Nie ma miejsc…
Co robić? Schodzę powoli zrezygnowany. Mijam pierwszą posesję z pięknym ogrodem, zadbana. I wtedy przychodzi zbawienna myśl: - a co tam, zadzwonię…
Dzwonię. Wychodzi Pan. Krótka rozmowa. - Proszę bardzo…
I tak to się toczy…
Annecy. Gdzieś mi się zgubił rower. Idę go szukać. Gdzieś przecież musi być…












Brak komentarzy:
Prześlij komentarz