Rouen

Rouen

poniedziałek, 22 czerwca 2026

22 czerwca. Annecy. Gdzie jest mój rower?

Nie mogę znaleźć roweru. Gdzie ja go przypiąłem? Tu zostawiam kask, gdzie indziej torbę. Wszystko przez ten upał. 36 stopni! Gdyby nie kask na głowie i buff, byłbym zgubiony...


Annecy. Odwiedziłem dziś (prawie) wszystkie kościoły.

Wychodziły mi na przeciw. Zapraszały otwartymi drzwiami. A w środku - przyjemny chłód. 

Annecy to też miasto katedry. Choć nie mo tu ”tej”, nie minę jej przecież. W końcu nie samym gotykiem człowiek żyje…


Łażę po uliczkach. Słucham grajka w bramie. Opieram się o mur. Kamień, który słońce minęło już dawno, wciąż oddaje ciepło.

Annecy śliczne, z tłumem słońca na chodnikach. Podcienie, pasaże, niespodziewane skróty… I nagle znajdujesz się w innym świetle, sam…


Co krok lodziarnia. W taki upał trudno się nie skusić, choć przecież nie na lody tu przyjechałem, a na deskę serów, ale ten gorąc…

Dziś nic z tego.

Jutro odwiedzę (mój) sklep z serami, Pierre Guy. Ale to będzie dopiero jutro, przed południem, przed wyjazdem.


Annecy. Piękne, choć kemping… Jak tu się wczołgałem? To na samej górze, ponad miastem. I wtedy spocony, zziajany, bez tchu, słyszysz te słowa. - Nie ma miejsc… 

Co robić? Schodzę powoli zrezygnowany. Mijam pierwszą posesję z pięknym ogrodem, zadbana. I wtedy przychodzi zbawienna myśl: - a co tam, zadzwonię…

Dzwonię. Wychodzi Pan. Krótka rozmowa. - Proszę bardzo…

I tak to się toczy…


Annecy. Gdzieś mi się zgubił rower. Idę go szukać. Gdzieś przecież musi być…













Brak komentarzy:

Prześlij komentarz