Dzień świętej Klotyldy, trzeci dzień czerwca
Co rano odwiedzamy kamieniołomy i dzięki temu możemy sobie wyobrazić, jak będą wyglądały mury i sklepienia opactwa. Poleciłem ociosać na próbę kilka głazów. Trzeba zdecydować, które nadają się na powierzchnie wewnętrzne, a które na zewnętrzne. Z trwogą podchodzimy do tych kamieni. Po raz pierwszy mam przed soba taki budulec. Te głazy twarde, łamliwe, nieregularne, głęboko poryte zdecydują o charakterze budowli. Bracia obserwują mnie z niepokojem. Przyzwyczajeni do regularnych, gładkich kamieni nie mają zaufania do tego zwaliska chropowatej skały. Nie wierzą jeszcze w jej piękno.
Ja jeden wierzę w pomyślny rezultat. Nikt jeszcze nie wyobraża sobie, że twardość głazów, trudności obróbki, nieregularność kamieni będą kiedyś śpiewem i muzyką naszego opactwa. Trudność, to jeden z najpewniejszych elementów piękna. Jestem już przyjacielem tej skały, która nie pozwala na żadne wymyślności, zakazuje wszelkich rzeźb Po co tłumaczyć? Opat z Clairvaux (św. Bernard), który zorganizował nasze misje budowniczych, milczałby wobec tych głazów. Zalecenia jego byłyby zbędne. Znaleźliśmy tutaj kamienie odpowiednie dla naszej reguły. One z powołania należą do Cystersów.
Ten, kto powziął myśl o budowie opactwa Fontenay, miał nieomylne i dokładne wyobrażenie o naszej architekturze. Stworzył sztukę dla naszego krużganku, dla naszej Reguły. Pragnął, aby ten nagi kształt nabrał wielkości dzięki swojej prostocie, aby zaćmił swoją surowością najszlachetniejsze budowle. Przeczuł jednostajność naszych zasad, stałość sztuki, która oczyszcza się coraz bardziej wśród ciągłych wariacji na ten sam temat. Ten natchniony człowiek wiedział, że mimo przymusu jakość duszy ludzkiej pozostaje niezmienna. W naszej Regule wiara ma odrębny i szczególny charakter. Różnice objętości i proporcji w naszych opactwach ukazują w narzuconym z góry kształcie dusze i jej wartość. Wielkości naszej wiary, potędze naszego Zakonu, świątobliwości naszych Mnichów będzie odpowiadała w tym samym rytmie crescendo lub decrescendo - oczyszczenie lub upadek naszej sztuki.
Dzień świętego Aleksego, siedemnasty dzień lipca
Dzień dzisiejszy nie był zwykłym dniem, czekała nas praca ważna i tajemnicza. Mieliśmy wybierać na fragmentach murów, filarach i w różnych innych miejscach wzory ciosania najbardziej odpowiednie zarówno dla wyglądu przyszłego opactwa, jak i dla warunków technicznych. Dotychczas kazałem ciosać głazy na podbudówkę bez powzięcia ostatecznej decyzji. Później będziemy mogli zgromadzić poszczególne elementy budowli, przygotowane według kategorii, i wznosić mury nie tracą czasu. Nadszedł wielki dzień: Paweł domaga się ogólnego planu, żąda decyzji. Od dawna już powziąłem decyzję, parę razy rozmawiałem o tym nawet z Bernardem czy Benedyktem, ale nigdy nie wyraziłem jasno swoich zamysłów wobec Pawła i konwersów. Nie śmiałem mówić o moich pragnieniach wobec tych, którzy i tak już borykają się z pracą ponad ludzkie siły; to, czego żądam, jest najtrudniejsze, wymaga największej precyzji, a więc i najdłuższego czasu.
Wybór ten dotyczy głównie zewnętrznego wyglądu murów i krużganku. Kiedy zażądałem grubego ciosania, wszyscy sądzili, że mury będą układane także trochę po wiejsku i że wszystkie wysiłki pójdą na zdobienie wnętrza kościoła oraz głównych sal. Tak rozpoczęliśmy dyskusję nad licem wewnętrznym. […]
Wewnątrz ściany będą gładkie, możliwie najbardziej regularne. Szczeliny poziome i pionowe między blokami kamiennymi, tworzącymi poziome warstwy wyrównane za pomocą drewnianych tyczek, nasycimy wilgotnym, prawie płynnym wapnem, posługując się przy tym kielnią. Użyjemy gliny do uszczelnienia ich podczas nakładania wapna. Otwory ściekowe będą starannie rozmieszczone, aby wapno pokryło w miarę możliwości całą powierzchnię kamieni. Będzie się je uważnie sprawdzało, aby uniknąć zacieków i plam, czyszczonych i wygładzanych w miarę postępowania prac. Pusunięciu gliny spoiny zostaną starannie wykończone gęstą masą wapienną, rozprowadzoną łopatką i wyrównanie następnie drewnianym nożem. […] Dopilnujemy, aby ściany były ciągle wygładzane i myte od góry do dołu. Twardość naszego budulca nie pozwala na żadne żłobienia.
[…] Ten kamień… Teraz jest cząstką mnie, naszego dzieła, jest opactwem. Głaszczę go we śnie, słońce rzuca na niego swoje promienie o zachodzie i odnajduje go z rana, użycza mu swoich kolorów; deszcz nadaje mu blasku przyciemniając go. Kocham ten kamień bardziej za jego wady, za to, że się tak zawzięcie broni, szuka wybiegów, aby się nam wymknąć. Przypomina mi wilka, szlachetne i odważne zwierzę o zapadniętych bokach, pokryte ranami i bliznami. Ten kamień zawsze będzie tak wyglądał, nawet starannie ułożony poziomymi rzędami, ujarzmiony wysiłkiem sklepień. Ja nadaję opactwu proporcje, harmonię, ale tylko kamień zachowa mu niepodległego ducha; poskromiony, pozostanie zawsze piękny jak dzikie zwierzę z najeżoną sierścią. Dlatego właśnie nie chcę łączyć kamiennych brył zaprawą, pokrywać wapnem; chcę pozostawić im jeszcze trochę wolności, bo inaczej nie będą żyły.
Czy pozostaniesz obojętny dla tego kamienia, kiedy mnie tu nie będzie, aby go kochać?
Cytaty z: Fernand Pouillon - „Okrutne kamienie". Wyd. Instytut Wydawniczy PAX; 1968. Tłum. Wiera Bieńkowska.