Rouen

Rouen

sobota, 28 grudnia 2024

Wciąż jeszcze „Okrutne kamienie”…


Dzień świętej Klotyldy, trzeci dzień czerwca


Co rano odwiedzamy kamieniołomy i dzięki temu możemy sobie wyobrazić, jak będą wyglądały mury i sklepienia opactwa. Poleciłem ociosać na próbę kilka głazów. Trzeba zdecydować, które nadają się na powierzchnie wewnętrzne, a które na zewnętrzne. Z trwogą podchodzimy do tych kamieni. Po raz pierwszy mam przed soba taki budulec. Te głazy twarde, łamliwe, nieregularne, głęboko poryte zdecydują o charakterze budowli. Bracia obserwują mnie z niepokojem. Przyzwyczajeni do regularnych, gładkich kamieni nie mają zaufania do tego zwaliska chropowatej skały. Nie wierzą jeszcze w jej piękno.

Ja jeden wierzę w pomyślny rezultat. Nikt jeszcze nie wyobraża sobie, że twardość głazów, trudności obróbki, nieregularność kamieni będą kiedyś śpiewem i muzyką naszego opactwa. Trudność, to jeden z najpewniejszych elementów piękna. Jestem już przyjacielem tej skały, która nie pozwala na żadne wymyślności, zakazuje wszelkich rzeźb Po co tłumaczyć? Opat z Clairvaux (św. Bernard), który zorganizował nasze misje budowniczych, milczałby wobec tych głazów. Zalecenia jego byłyby zbędne. Znaleźliśmy tutaj kamienie odpowiednie dla naszej reguły. One z powołania należą do Cystersów.



Ten, kto powziął myśl o budowie opactwa Fontenay, miał nieomylne i dokładne wyobrażenie o naszej architekturze. Stworzył sztukę dla naszego krużganku, dla naszej Reguły. Pragnął, aby ten nagi kształt nabrał wielkości dzięki swojej prostocie, aby zaćmił swoją surowością najszlachetniejsze budowle. Przeczuł jednostajność naszych zasad, stałość sztuki, która oczyszcza się coraz bardziej wśród ciągłych wariacji na ten sam temat. Ten natchniony człowiek wiedział, że mimo przymusu jakość duszy ludzkiej pozostaje niezmienna. W naszej Regule wiara ma odrębny i szczególny charakter. Różnice objętości i proporcji w naszych opactwach ukazują w narzuconym z góry kształcie dusze i jej wartość. Wielkości naszej wiary, potędze naszego Zakonu, świątobliwości naszych Mnichów będzie odpowiadała w tym samym rytmie crescendo lub decrescendo - oczyszczenie lub upadek naszej sztuki.






Dzień świętego Aleksego, siedemnasty dzień lipca


Dzień dzisiejszy nie był zwykłym dniem, czekała nas praca ważna i tajemnicza. Mieliśmy wybierać na fragmentach murów, filarach i w różnych innych miejscach wzory ciosania najbardziej odpowiednie zarówno dla wyglądu przyszłego opactwa, jak i dla warunków technicznych. Dotychczas kazałem ciosać głazy na podbudówkę bez powzięcia ostatecznej decyzji. Później będziemy mogli zgromadzić poszczególne elementy budowli, przygotowane według kategorii, i wznosić mury nie tracą czasu. Nadszedł wielki dzień: Paweł domaga się ogólnego planu, żąda decyzji. Od dawna już powziąłem decyzję, parę razy rozmawiałem o tym nawet z Bernardem czy Benedyktem, ale nigdy nie wyraziłem jasno swoich zamysłów wobec Pawła i konwersów. Nie śmiałem mówić o moich pragnieniach wobec tych, którzy i tak już borykają się z pracą ponad ludzkie siły; to, czego żądam, jest najtrudniejsze, wymaga największej precyzji, a więc i najdłuższego czasu.

Wybór ten dotyczy głównie zewnętrznego wyglądu murów i krużganku. Kiedy zażądałem grubego ciosania, wszyscy sądzili, że mury będą układane także trochę po wiejsku i że wszystkie wysiłki pójdą na zdobienie wnętrza kościoła oraz głównych sal. Tak rozpoczęliśmy dyskusję nad licem wewnętrznym. […]

Wewnątrz ściany będą gładkie, możliwie najbardziej regularne. Szczeliny poziome i pionowe między blokami kamiennymi, tworzącymi poziome warstwy wyrównane za pomocą drewnianych tyczek, nasycimy wilgotnym, prawie płynnym wapnem, posługując się przy tym kielnią. Użyjemy gliny do uszczelnienia ich podczas nakładania wapna. Otwory ściekowe będą starannie rozmieszczone, aby wapno pokryło w miarę możliwości całą powierzchnię kamieni. Będzie się je uważnie sprawdzało, aby uniknąć zacieków i plam, czyszczonych i wygładzanych w miarę postępowania prac. Pusunięciu gliny spoiny zostaną starannie wykończone gęstą masą wapienną, rozprowadzoną łopatką i wyrównanie następnie drewnianym nożem. […] Dopilnujemy, aby ściany były ciągle wygładzane i myte od góry do dołu. Twardość naszego budulca nie pozwala na żadne żłobienia.





[…] Ten kamień… Teraz jest cząstką mnie, naszego dzieła, jest opactwem. Głaszczę go we śnie, słońce rzuca na niego swoje promienie o zachodzie i odnajduje go z rana, użycza mu swoich kolorów; deszcz nadaje mu blasku przyciemniając go. Kocham ten kamień bardziej za jego wady, za to, że się tak zawzięcie broni, szuka wybiegów, aby się nam wymknąć. Przypomina mi wilka, szlachetne i odważne zwierzę o zapadniętych bokach, pokryte ranami i bliznami. Ten kamień zawsze będzie tak wyglądał, nawet starannie ułożony poziomymi rzędami, ujarzmiony wysiłkiem sklepień. Ja nadaję opactwu proporcje, harmonię, ale tylko kamień zachowa mu niepodległego ducha; poskromiony, pozostanie zawsze piękny jak dzikie zwierzę z najeżoną sierścią. Dlatego właśnie nie chcę łączyć kamiennych brył zaprawą, pokrywać wapnem; chcę pozostawić im jeszcze trochę wolności, bo inaczej nie będą żyły.

Czy pozostaniesz obojętny dla tego kamienia, kiedy mnie tu nie będzie, aby go kochać?





Cytaty z: Fernand Pouillon - „Okrutne kamienie". Wyd. Instytut Wydawniczy PAX; 1968. Tłum. Wiera Bieńkowska.

niedziela, 22 grudnia 2024

Thoronet i „Okrutne kamienie”…

Dzień świętego Benedykta, dwudziesty pierwszy dzień marca

Podczas gdy pisałem, zapadła cisza, hałasy ustały w kamieniołomie. Konwersi skończyli dzień nauki. Ta nagła cisza każe mi myśleć o kamieniu, o wydobywaniu go, o ciosaniu i wyglądzie kamiennych bloków. Dobrze się przyjrzałem tym skałom, żadna piła nie może dać sobie z nimi rady, a pod młotem pękają jak liche szkło. Ale coś z nimi zrobimy. Świeżo ciosany kamień jest jasny, ciepły, rudawożółty, z biegiem czasu zrobi się szary i złocisty. Ma się wrażenie, że światło rzuca kolejno na kamień kolory tęczy, różne odcienie szarości przesiąknięte słońcem. Surowe głazy wydarte ziemi, posortowane według wielkości i ociosane stają się szlachetnym budulcem; każde uderzenie, każdy odłamek świadczą o energii i wytrwałości. Czy nie jesteśmy podobni do tych kamieni, my, cystersi? Wydarci światu, ciosani i cyzelowani przez Regułę, z twarzami rozpromienionymi wiarą, pooranymi walką z szatanem?…

Wejdźcie w te kamienie i stańcie się sami żywymi kamieniami, aby stworzyć budowlę świętych kapłanów.



Dzień świętego Dariusza, siódmy dzień kwietnia


Przedsięwzięcie nasze służyć będzie całym pokoleniem braci zakonnych; atmosfera w zamieszkałym opactwie zrodzi się z początkowego natchnienia. Budowla skończona zawiera w sposób nieuchwytny jego treść. Im większa szczodrość, czystość, pobożność, im większa troskliwość i nadzieja, odwaga i duma będą przyświecały od początku potędze myśli, tym większy oddźwięk znajdą w duszach moich braci wzruszenia właściwe różnym ich usposobieniom. Na krużganku klasztornym czy w kapitularzu, w słońcu, we mgle czy na wietrze, w dzień czy w nocy wizje ciemne lub barwne będą urzekały najbardziej obojętnych mnichów.

Podobnie nowicjusz pogrążony w modlitwie uczy się bez wysiłku harmonii świętych pieśni. Pod sklepieniem chłodnego o każdej porze roku kościoła, gdzie dźwięki wznoszą się, odbijają i mnożą zwielokrotnione przez echo, zarówno uniesienia modlitwy jak i urzekający czar tego kamiennego raju rozpalą jasność w duszach.



Niedziela Zielonych Świątek


Ciosanie kamieni zżera oskardy; zakładamy kuźnię. Ośmiu braci pracuje w kamieniołomach. Niebawem nauczą się wykańczać krawędzie jak prawdziwi kamieniarze; umieją już precyzyjnie ciosać - kształcą się w dobrej szkole. Licowanie wnętrz, gzymsy nie mają dla nich tajemnic.

Większość kamieni obrabiamy z grubsza, byle jak, zyskujemy w ten sposób na czasie. Oświetlając nierówności i wyżłobienia słońce nada migotliwym bryłom blasku drogich kamieni. Narożniki i spoiny staną się czystymi krawędziami, będą znaczyły sieć splotów dyskretną różnorodnością finezyjnych linii, których nie zatrze żadna widoczna zaprawa murarska.












poniedziałek, 16 grudnia 2024

Thoronet. U wrót doliny, u wrót ciszy...

Route de Carcès. Asfaltowa droga przecina położone na łagodnie opadających tarasach uprawy oliwek i winorośli. Dolina zwęża się, by po chwili, za kolejnym zakrętem, otworzyć swoje ramiona jeszcze szerzej. Wyżej jest już tylko las i błękitne niebo. Jadę. Na zjazdach muszę uważać, żeby nie wypaść z zakrętu, a na podjazdach… ehhh, łańcuch postękuje i skarży się, że nikt o niego tu nie dba (to prawda!). Jadę uwolniony już od ciężaru bagażu, ale droga, mimo, że to ledwie 8 km, zajmuje mi niemal całe pół godziny...



Jadę. Chwilami wręcz ściągam się z czasem. Jadę na ważne spotkanie. Czekają na mnie cisza i modlitwa; światło i kamień; przestrzeń i mur… - O, jakże tętniące życiem, jakże muzyczne i taneczne to pary…!

Czy jestem gotowy?

Odwiedzałem to miejsce już tyle razy. Jednak do tej pory tylko w... książce. Dziś przybiegam tu bez tchu, onieśmielony i pełen ciekawości, jak mnie przyjmie.

Czy to wystarczy?


16:30. A więc udało mi się jeszcze zdążyć…! Choć do zamknięcia pozostało niewiele ponad godzinę, kupuję bilet. Głęboki oddech...

Butik. W pośpiechu przerzucam oczami wystawione na półkach gadżety. Szukam czegoś innego. Jest! Ta najbardziej wysmakowana, na dobrym papierze z kolorowymi zdjęciami i w twardej oprawie warta jest swojej ceny, ale jest poza moim zasięgiem (90 euro!). Jest też mniejsze wydanie, broszurowe, jak to, które przywiozłem ze sobą. Paniom w butiku, kiedy pokażę im okładkę z polskim tytułem, aż roziskrzą się oczy. Ale to dopiero jutro...

Czego szukałem? - Les Pierres sauvages, Fernanda Pouillon…Okrutne kamienie (polski przekład: Wiera Bieńkowska). Teraz idę na ich spotkanie.

Na dziedzińcu przed kościołem garstka osób. Plac zalany słońcem. Jest dobrze, myślę sobie. Światło i cisza to najlepsi przewodnicy.






Thoronet. Mimo, że pierwszą siedzibą Cystersów w Prowansji była Notre Dame de Florielle, 3 km od Tourtour, jednak dopiero tu, w Thoronet,  o dzień drogi, mnisi znajdą wystarczające do przetrwania i konieczne do rozwoju otoczenie: wodę, złoża kamienia i… drewno. I dopiero tu, w Thoronet zbudują klasztor, który stanie się nie tylko domem ale miejscem pracy i modlitwy.


Thoronet. Pragnieniem Roberta de Molesme, reformatora i założyciela Cystersów, był powrót do pierwotnej reguły św. Benedykta. Obok praktykowania (i umiłowania) pokory, ubóstwa i ascezy, za pierwszorzędny cel reformy Robert, a później jego następcy, uznali przywrócenie utraconej równowagi pomiędzy pracą fizyczną a modlitwą.


W XIII wieku w opactwie mieszkało około dwudziestu mnichów i kilkudziesięciu braci świeckich (tzw. konwersów). To z ich pracy, poczynając od karczowania gruntów przez unowocześnianie technik uprawy i sprzętu rolniczego, działalność metalurgiczną, budowę młynów i nawadnianie położonych w trudno dostępnych miejscach upraw wzięła się pomyślność Thoronet i kolejnych, siostrzanych domów.


Mniej więcej w tym samym czasie, kiedy w Thoronet mnisi rozpoczynają budowę klasztoru, na Île de la Cité w Paryżu, biskup Maurice de Sully kładzie kamień węgielny pod budowę katedry Notre Dame...


Jest środa, 19 czerwca 2024 r. Jak zapamiętam ten dzień? Jak go przypomnę za lat... 1000?



















wtorek, 10 grudnia 2024

W stronę Thoronet...

Jouques, środa 19 czerwca, 5 rano…

Tak, dziś już nie tylko budzę się, ale i wstaję wyjątkowo wcześnie. Szybkie śniadanie i o 6.30 jestem już na ścieżce. Po rannym lavabo - kąpieli w butelce wody - pilnie wyglądam okazji na jej uzupełnienie.


8:13. Droga departamentowa D 561. Mijam Rians, Artigues… Nawet jeśli był tam jakiś sklepik, to musiałbym wziąć rozbieg na długi i stromy, jak narciarska skocznia, podjazd. Nie, jeszcze nie teraz, nie o tej godzinie! Pozostaje więc zapukać do drzwi pierwszego domostwa. To będzie tu. Naciskam dzwonek. Cisza. Otwarta furtka. Wchodzę. Drzwi. Pukam. Jakieś dźwięki, ale to nie do mnie. Kątem oka, dyskretnie spoglądam w okno. Po drugiej stronie obserwuje mnie zdziwiony pojawieniem się intruza kot. Obchodzę posesję. Na jej tyłach garaż, w środku ktoś majstruje przy aucie. Bonjour! Proszę o wodę, dodając magiczne s'il vous plait. Chwilę później gospodarz oddaje mi dwa pełne bidony wody. Merci! Jadę...



10:20. Barjols. Krótki odpoczynek. 


11:10. Po pięciu godzinach jazdy ogłaszam postój. Trochę popaduje. Zakładam pelerynę, zdejmuję pelerynę. Wstawiam wodę na obiad. Coś dzieje się z pogodą. Coś niedobrego. Wiatr gasi płomień. Przysuwam palnik do muru, osłaniając sakwami. Kwadrans później na powierzchni wody pojawiają się pierwsze bąbelki. Obiad. Farfale z gorgonzolą, 534 kcal od firmy Lyofood. Pożywny i jak na polowe warunki (wokół przecież pola i lasy), całkiem smakowity.







12:40. Cotignac. Nawigacja ściąga mnie z drogi i kieruje w prawo, na ostry zjazd. Żart? Takie pytanie... Nagle całkowita zmiana otoczenia: polna droga zamienia się w miejską. Domy z kamienia, ukwiecone bramy, zakręty i wciąż jazda w dół... A przy tym - żywego ducha! Jeśli nie liczyć wygrzewających się na rozgrzanym słońcem asfalcie… Ale patrzcie sami...



14:00. Carcès. Zwalniam, uważnie obserwując obie strony pobocza, szukam znaku. Wg mapy w Carcès mają być (aż!) dwa kempingi. Nauczony doświadczeniem powściągam przedwczesny entuzjazm i rower.

Carcès. Do Thoronet stąd już tylko 8 km. Kemping ma być na wyjeździe z miasteczka. Czas więc na pilne zakupy. Pieczywo, ser i coś jeszcze… Jadę.

Jest i kemping. Prawie go minąłem! Kemping zamknięty. Na bramie kartka: biuro czynne w godzinach od-do. Spoglądam na zegarek. Jeszcze kwadrans. Razem ze mną czeka jeszcze dwóch obładowanych jak wielbłądy sakwiarzy. To Niemcy, myślę. I zgaduję…

15:00. Właścicielka, starsza pani, pojawia się punktualnie. Otwiera biuro i zaprasza do środka. Wchodzimy. Prezentacja.

 Panowie skąd?

 Ja, z Polski…

 Z Niemiec  odpowiadają panowie.

Kiedy okaże się, że nie podróżujemy razem...

 Panowie poczekają na zewnątrz  zwraca się do Niemców Pani. Panowie wychodzą, ja zostaję.

 Dla pana mam korzystniejszą ofertę, dlatego…  porozumiewawcze spojrzenie, uśmiech…



Ta "korzystniejsza" oferta, to nie tylko niższa, niż przewidziana taryfą opłata, ale i miejsce - kawałek położonego na podwyższeniu - jakby tarasie - trawnika. Całość nakryta jest dobrze ukorzenionym „parasolem" (choć raczej - paraplui, bo noc będzie deszczowa).Trzeba trochę ostrożności, bo wchodzi się tu po krętych, kamiennych stopniach. Dodatkowym bonusem będzie bliskość bieżącej wody i - co zauważam później - gniazdka z prądem. Euforia! Wszystko pod ręką i okiem. Nie będę musiał biegać z grzałką i bateriami do oddalonej o 100 m łaźni!

Przy wyjeździe, zatrzaskując furtkę, zauważam na bramie kartkę z napisem: Przepraszamy - komplet gości, brak miejsc. I coś każe mi znowu myśleć, że to miejsce czekało na mnie. I dla mnie...


15:45. Zanim Niemcy rozbiją swój biwak, ja będę już w drodze do Thoronet.