Rouen

Rouen

poniedziałek, 27 stycznia 2025

Z Saint-Maximin do Aix-en-Provence przez...

22 czerwca, całkiem rano.



Żegnam się z miastem. Na skraju małej knajpki (La Fougallie) przysiadam się do stolika z widokiem na bazylikę. Kawa. Przede mną 37 km asfaltowej drogi. Pierwsze 5, to wspinaczka. Z uwagi na porę dnia, nie jest łatwo. Na szczęście pozostała część dzisiejszej trasy, to już niemal wyłącznie jazda w dół. Po prawej stronie drogi D 7N i w odległości dobrych kilku kilometrów rozciąga się Montagne Sainte Victoire, majestatyczna, wapienna formacja, najbardziej znana chyba z obrazów Paula Cézanne'a. Masyw o długości 18 km (i rozpiętości 5) tworzy kilka szczytów, z których najwyższy - Le Pic des Mouches mierzy 1011 m.n.p.m.

Tym razem obejdzie się bez uciążliwej wspinaczki, bo droga biegnie wzdłuż, na osi wschód-zachód.





11:50 Bar Restaurant Le Mili-Metre...

Na 17 kilometrze, pośród nielicznych w dzisiejszym krajobrazie zabudowań pojawia się widok krzepiący i obiecujący. To… restauracja! Zjeżdżam na lewe pobocze. Cóż, lokal zamknięty... Czy tylko dziś, czy w ogóle, - nie wiem, ale wiele wskazuje na to, że deseru to ja dziś tu nie dostanę. Najważniejsze jednak, że jest cień i stoliki przy których - sam sobie kuchnią i kucharzem - mogę nagotować i zjeść, co tam w sakwie.

I tak siedzę sobie i przyglądam się mapie, czy przypadkiem widok, który teraz tak raduje oczy, nie zbliży się zanadto, bardziej, niż jest to konieczne… Na szczęście...


Krótka sjesta. Nie spieszę się. Jestem już w połowie dzisiejszej trasy. I myślę sobie, że dobrze, że nie wybrałem tej mniej ruchliwej, a położonej bliżej gór Av. Cézanne. Miałbym wtedy nie 5 a 17 km wspinaczki.


Tak. Jeśli dodać do siebie wszystkie te myśli i spostrzeżenia, a następnie od ich sumy odjąć utrudniający wspinaczkę, a już za chwilę także zjazd - wiatr, to mamy dziś bardzo miłe przedpołudnie. Bez deseru, ale za to z widokiem. Nie tylko na oleandry...

środa, 22 stycznia 2025

Bazylika św. Marii Magdaleny. Światło-cienie...

[…]
zaprawdę zaprawdę powiadam wam
wielka jest przepaść między nami
a światłem

Zbigniew Herbert - „Struna” (ze zbioru „Struna światła”)
















sobota, 18 stycznia 2025

Saint-Maximin-la-Sainte-Baume. Bazylika Świętej Marii Magdaleny...





Mierząca 73 metry długości, 43 metry szerokości i 29 metrów wysokości bazylika św. Marii Magdaleny jest największą gotycką budowlą w Prowansji. Budowę kościoła i przylegającego do niego klasztoru papież zleca mnichom z zakonu Dominikanów. Prace rozpoczęto w r. 1295, kilkanaście lat po odkryciu relikwii św. Marii Magdaleny w miejscu dawnego oratorium św. Maksymina. Mimo, że prace trwały (z przerwami) do 1532, budowa nigdy nie została ukończona zgodnie z planem, który kilkakrotnie był modyfikowany. Nie powstała ani wieża z dzwonnicą, która miała zamyknąć nawę południową ani nie ukończono portalu nawy głównej. Tą drugą zamyka dziś pozbawiony jakiejkolwiek dekoracji prosty mur. Nie tak miało to wyglądać. Widoczne po obu stronach zawiązki muru aż proszą się o ciąg dalszy...

Nie tak miało być...








Za to piękny i skończony jest wystrój wnętrza. Piękne są oprawione w kamienne ramy witraże i zdobiona misternymi dekoracjami ambona z końca XVIII w.
Światło! Doprawdy, światła jest tu tyle, że można by je ciąć (gdyby taki istniał) nożem i posłać każdej z Sióstr! Na wymianę. Za wino, oliwę i może coś jeszcze…
- Jak myślicie, czy obfitujący w oliwę i wino (gdyby tam jeszcze byli) mnisi w Thoronet przystaliby na taką ofertę? Ach, gdyby tak było, poprosił bym jeszcze o albumową edycję Les pierres sauvages...
- Mogę?...

Światło gra na bogato zdobionych stallach, drewno - może to orzech, a może (czerwony) dąb, w zależności od kąta, pod jakim pada światło - mieni się wszystkimi barwami. Wysoko wyniesione sklepienie zdaje się być poza zasięgiem wzroku. To stamtąd płyną strugi światła radując oczy. 


Nawę główną zamyka liczący blisko 3 tyś. piszczałek organowy prospekt z końca XVIII w. W nawie północnej (zawsze rozpoczynam od nawy północnej) - zejście do krypty. Tam główna relikwia świątyni i miasta - kości czaszki św. Marii przechowywane w dobrze strzeżonym, złotym naczyniu. Na ścianach po obu stronach krypty stoją jeden na drugim bogato zdobione kamienne sarkofagi.




Nie zdążę odwiedzić groty, w której miała dokonać żywota Maria. Zabraknie mi czasu. Ale nim jeszcze pojadę na kemping, resztką sił wczołgam się na pobliskie wzgórze, 100 m ponad chodniki. Tam wznosi się jeszcze jedna budowla, związana z osobą Marii, monastyr. Podejście jest tak strome, że w drodze powrotnej, podobnie jak teraz, rower będę sprowadzał na hamulcu. Na górze dowiem się, że jedyną nagrodą za cały trud będzie możliwość zrobienia zdjęcia panoramy miasta i okolicy…
Chociaż tyle...



Instalacja na kempingu przebiega pomyślnie, choć nie bez problemów: pod namiot wyznaczono tu kawałek kamiennego, udającego trawnik, poletka. Szpilki od namiotu, a mam ich tu 10!, gną się przy każdej próbie wbicia głębiej...
Wracam do miasta. To ledwie 5 km stąd, ale wystarczy, żeby na pierwszym skrzyżowaniu pomylić drogę. Muszę użyć nawigacji. - Ale obciach, myślę sobie… Na szczęście nikt tego nie zauważa. (I nikt się nie dowie…)

A w mieście? Jak chyba w całej dziś Prowansji - fete de la musique - święto muzyki! Pogoda dopisuje. Na ulicach i placach - orkiestry, marsze, głośna muzyka. Na szczęście bazylika jest wciąż jeszcze otwarta. Witaj - miasto ucieczki!...
 
A wewnątrz, przy klasycznym, rzymskim ołtarzu czarnoskóry ksiądz odprawia Mszę…

środa, 8 stycznia 2025

Carces - Saint-Maximin-La-Sainte-Baume...

Piątek, 21 czerwca, poranek

Po dwóch biwakach (z nocy na noc coraz krótszych) ruszam w drogę powrotną do Arles. Postanawiam wrócić mądrze, inną drogą. Pojadę więc przez Aix-en-Provance, a po drodze odwiedzę jeszcze Saint-Maximin. Thoronet pożegnałem już wczoraj wczesnym popołudniem i wg planu noc miałem spędzić już w Saint-Maximin. To przecież ledwie 33 km jazdy. Kiedy jednak odkryję, że mapa wysyłała mnie na kemping hen za miasto, uznam, że lepiej będzie wyruszyć rano dnia następnego.



Skąd jednak Saint-Maximin? Czy zamiast do Saint-Maximin nie mogłem pojechać dalej na wschód, do Nicei? Albo zjechać na południe i obejrzeć portowe miasto Marsylię? Albo też pojechać na północny wschód i napawać się widokami kanionu Le Verdon...?



Siódma minęła, ósma przemija. Opuszczam kemping w Carces, a już godzinę później piję kawę w Le Val. Jest też i ciastko. Mufinek rozpływa się w ustach, jednak wzrok sięga dalej - tam, gdzie każe Wieszcz, gdzie stoi sprzedawca - za szybę straganu z serami. Kiedyś je zjem, skubnę z każdego po trochu...

W Le Val od rana trwają przygotowania do fete de la musjque. Wieczorem wystawione na ulicy stragany będą już tylko tłem dla głośnej muzyki i tanecznych pląsów...





Jadę drogą D 28. Całkiem cichą, spokojną, bez burz i gwałtownych uniesień; drogą z widokami po prawej i lewej stronie.

Jadę do Saint-Maximin, gdzie czeka mnie bazylika, piękna późno-gotycka budowla, dedykowana świętej Marii Magdalenie. Tam też, w położonej na wzgórzach skalnej grocie (La-Sainte-Baume) ta największa chyba w dziejach pokutnica spędziła ostatnie lata swojego życia. Jak się tu znalazła? Wg ustnej tradycji (legendy?) miała Maria przybić do wybrzeży Francji na pozbawionej stera i żagli łodzi (czy też statku). Na pokładzie mieli znajdować się także Łazarz z siostrami, Marią i Martą oraz Maksyminus i Marcellus, należący do grona 72 pierwszych uczniów. Była też i Sara, służąca. Szczęśliwe lądowanie zesłańców - czy wyprawili się sami, czy też zostali wyprawieni przez wrogów tej Nowej Nauki, nie ma większego znaczenia. Po ludzku i na logikę wyprawa ta nie mogła się powieść. Jej opatrznościowe zakończenie upamiętnia założone w delcie Rodanu niewielkie portowe miasteczko o jakże wymownej nazwie - Saintes-Maries-de-la-Mer...


Jadę ku przechowującej relikwie Marii bazylice, a już za chwilę dowiem się, że całkiem, ale to całkiem blisko, o połowę bliżej niż ten, do którego kierowała mnie mapa, czeka mnie podmiejski kemping Le Provençal!

W Saint-Maximin jestem o 12:22...

wtorek, 7 stycznia 2025

Bez tytułu...


Dziwisz się sile moich rytuałów albo wiejskiej drogi, o której mówiłem. Ale dziwiąc się, chyba jesteś ślepy. 

Popatrz na rzeźbiarza: nosi w sobie coś niewyrażalnego. Bo to, co jest właściwością człowieka [...] zawsze jest niewyrażalne. I rzeźbiarz lepi w glinie, żeby to przekazać innym.

Idąc minąłeś może jego dzieło, spojrzałeś na twarz, może zuchwałą, a może melancholijną i poszedłeś dalej. Ale nie byłeś już ten sam. Było to nawrócenie, choćby nieznaczne nawrócenie, to znaczy jakiś zwrot i obranie nowego kierunku. Na krótki czas prawdopodobnie, a jednak zwrot.

Tamten człowiek odczuwał coś, co nie dawało się wypowiedzieć i dotknięciem palców nadał kształt glinie. Potem umieścił tę bryłę na twojej drodze. I jeżeli poszedłeś tą drogą, w tobie teraz zagościło jego niewypowiedziane uczucie. 

Nawet jeżeli pomiędzy gestem jego dłoni i twoim przyjściem upłynęło sto tysięcy lat.

Antoine de Saint-Exupéry. Twierdza.