Rouen

Rouen

sobota, 1 lutego 2025

Aix. Aix-en-Provence i katedra...

Aix. Sobota, 22 czerwca. Kemping Arc-en-Ciel.

To już seria: wpadam na kemping w trakcie sjesty. Przynajmniej brama otwarta. Wchodzę i czytam: prosimy czekać na wskazanie miejsca...

Czekam. I tak, nawet z nawigacją nie znalazłbym tego kawałka ubitej ziemi, który za chwilę wskaże mi właścicielka rodzinnego biznesu.

I, jak w Saint-Maximin, będzie to kawałek naprawdę dobrze ubitej ziemi...

I, jak w Carces, za chwilę na bramie zawiśnie tablica: brak wolnych miejsc…

Kemping położony jest na przedmieściu i jest dość rozległy. W głębi staw, w stawie żywa woda, dużo zieleni i mnóstwo krętych alejek. Gra muzyka, biegają dzieci, szczekają małe pieski... Wieczorem muzyka będzie już na żywo. I tańce będą. Do północy...

Rozstawiam namiot i jadę prosto do katedry. Po drodze jeszcze wizyta w markecie, bo jutro niedziela. Jest pogodne, ciepłe popołudnie.






Patrzę na nazwy ulic. I myślę, że nie przypadkowo na „przewodników" do katedr, nie tylko tu, deleguje się dwóch dobrze znanych aktywistów, co nieledwie ponad 100 lat temu wnosili o sekularyzację dóbr kościelnych, klucze i zarząd nad katedrami przekazując administracji państwowej. To Aristid Briand i Jean Joures… Stróże porządku i przemian spod szyldu La Liberte ou le mort

O 15:45 jestem już przed katedrą - pleno titulo: La cathédrale Saint-Sauveur d'Aix-en-Provence.


Katedra jest siedzibą arcybiskupa Aix-en-Provence i Arles. Została zbudowana na miejscu rzymskiego forum z I w. Budowana i przebudowywana od XII do XIX wieku, zawiera elementy romańskie, gotyckie i neogotyckie, a także kolumny rzymskie oraz fragmenty baptysterium z VI (a może nawet i V) wieku. Tyle skrót z wiki.






Świątynia jest ściśle i gęsto obudowana. Od północy i południa. Niestety, usytuowany między dawnym pałacem arcybiskupów a południową nawą katedry dziedziniec z krużgankami jest niedostępny. Szkoda.

Portal. Na belce trumeau figura Maryi z Dzieciątkiem. To tylko kopia, ale jakże piękna, udana! Oryginał odnajdę w przedsionku południowej nawy. Kopią jest także większość stojących w niszach portalu, po prawej i lewej stronie ościeży, kamiennych figur Apostołów i Proroków.


Świątynia, to budowla trzy-nawowa, ale tylko nawa główna - późniejsza od zamkniętych dla światła naw bocznych - jest gotycka. Chór - miejsce wcześniej dostępne wyłącznie dla stanu duchownego - ozdabiają zainstalowane na trybunach (ponad stallami) organy. Szafa, którą obudowane są piszczałki mieni się w kolorach milczenia i nadziei.

Na wysokości trzeciego przęsła nawy głównej, w bocznej kaplicy, stalowa krata strzeże monumentalnego dzieła Nicolasa Fromenta. To tryptyk „Gorejący krzew” (1475). Dzieło, które u artysty zamówił René I Andegaweński (1409–1480). Obraz miał znaleźć się w ołtarzu głównym nie istniejącego już dziś konwentu Karmelitów - w którego bocznej kaplicy król życzył sobie być pochowany. Po wcześniejszych peregrynacjach i renowacji (2011), obraz wrócił do katedry.



Jest 16. Otwierają się ogromne, dwudzielne wrota i z ciemnego przedsionka na zalany dziennym światłem dziedziniec wychodzi... Para Młoda. Wchodzę do środka, odwracam się i robię - całkiem chyba udane zdjęcie ślubne...

- Czy wiesz, że od tej chwili będziesz za nich trochę odpowiedzialny…?

- Wiem…




Nie jestem specjalnie głodny, ale coś zjeść trzeba. Jutro przecież opuszczam Prowansję. Zamawiam naleśnik. Po - jakżeby inaczej - prowansalsku.

Na dziedzińcu dawnego pałacu arcybiskupów trwa spektakl. Sztuka ulicy. Zgodnie z zamysłem reżysera, uczestnikiem tej zabawy stają się także widzowie. Wybijają rytm, powtarzają z chórem śpiewaków refren. Sztuka ulicy...

Wszędzie tłum ludzi. Dochodzi 19. Zaczyna padać deszcz, sklepiki się zamykają. Ostatnia chwila na zakupy...





23 czerwca, Niedziela.


Z kempingiem żegnam się o 8. Jeszcze tylko wrzucę do umówionej skrytki (żebym tylko nie zapomniał!) klucze od bramki i w drogę. Kawa. Szukam miejsca. Jest. Kawa i croissant prosto z pieca! Jednak kawa, nawet ta double, to dla mnie tylko naparstek, więc powtarzam, ale już bez rogalika.

Jeszcze raz katedra. Powoli zapełniają się ławki. Koniec zwiedzania. Czas na sumę. O 11:30 wyruszam w drogę.




13:46 - Mijam Pont Flavien. To wapienny most nad rzeką Touloubre w Saint-Chamas. Zbudowany na dawnej rzymskiej Via Julia Augusta łączył Placentię we Włoszech z Arles. Most był w użytkowaniu jeszcze w II poł. ubiegłego wieku!

Ale to nie koniec „rzymskich” akcentów. Nieco dalej, po prawej stronie pasa jezdni ocieniony drzewami skwer. Grupa kilku osób o czymś rozprawia, żywo przy tym gestykulując. Na szczęście, to tylko zabawa: „prowansalska gra", jak nazywa się grę w bule, niegdyś ulubioną rozrywkę rzymskich legionistów.


Jadę do Miramas. Stamtąd pociągiem - prosto do Arles. Dzięki temu jeszcze dzisiejszego popołudnia zdążę wejść na Les Alyscamps, dawną rzymską nekropolię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz