Rouen

Rouen

środa, 26 lutego 2025

Jadę do Saint-Giles...

ale przedtem jeszcze kilka rozstajnych zdjęć…

Najpierw ,„Pont Langlois”.




Wśród namalowanych przez Vincenta w czasie pobytu w Arles obrazów wyróżnia się cykl „Most Langlois”. Artysta przedstawił tytułowy most aż w 10 wersjach (4 obrazy, jedna akwarela i 5 szkiców). W liście do brata Theo z ok. 14 marca 1888 Vincent tak informował go o rozpoczęciu prac nad obrazem:

Jest to most zwodzony przez który przejeżdża mały powóz odcinający się na tle niebieskiego nieba – rzeka również niebieska, brzegi pomarańczowe z zieloną trawą i grupa kobiet w fartuchach i kolorowych czepkach piorących bieliznę.

W kolejnych listach informował brata o postępie prac i sporządzaniu różnych wersji obrazu:

Tak więc niezwłocznie zacząłem ten sam temat na drugim płótnie, ale jako że pogoda jest zupełnie inna [będzie to] w szarych odcieniach bez postaci [ludzkich].

W 1930 roku oryginalny, drewniany most został zastąpiony mostem betonowym, a już w 1944, wraz z dziewięcioma innymi mostami uległ zniszczeniu; zachował się jedynie drewniany most w Fos-sur-Mer (nad ujściem Rodanu do Morza). Ten z kolei rozebrano (w 1959), następnie przewieziono i złożono ponownie w Arles w 1962, w odległości ok. 2 km od miejsca, w którym znajdował się most oryginalny. Starano się przy tym stworzyć scenerię podobną do dawnej. Most nazwano imieniem van Gogha (fr. Pont van Gogh), stanowi dziś lokalną atrakcję turystyczną…


Arles Camping City. Można w powietrzu...


Chyba jednak zostanę na ziemi...



Miejscowy Astor Piazzola. Bez muzyki nie pojadę…




niedziela, 16 lutego 2025

Arles. Katedra św. Trofima...

Poniedziałek, 24 czerwca, uroczystość narodzin św. Jana Chrzciciela.

Katedra św. Trofima w Arles. W lewej nawie - ołtarz Chrztu Pana Jezusa nad rzeką Jordan.

- Lepiej trafić nie mogłem...

Jeszcze trwa sprzątanie. Dużo światła.

Na ścianach gobeliny i obraz Zwiastowania.

Na zewnątrz błękitne niebo. Kamień kąpie się w świetle. Jest bezwietrznie...


Katedrę opisałem już rok temu. Dziś zostawiam kilka zdjęć i wracam na kemping. Powoli opuszczam miasto…

Do Saint-Giles jadę…











sobota, 8 lutego 2025

Arles. Les Alyscamps...

Dlaczego w Miramas wsiadłem do pociągu, zapyta ktoś? Czy nie mogłem „dokręcić” tych 40 km i z uśmiechniętą od-do gębą (czyt. dumą) zamknąć tą prowansalską pętlę na kempingu w Arles? Nie, ponieważ i tym razem - choć już w sposób nie tak, jak rok temu (uwarunkowany dostępnością biletów) wizyta w Arles wciąż jest tylko częścią pewnego planu, a w nim nie ma miejsca na kolejną i kolejną noc…

- A zatem na efektowne i spektakularne epizody z udziałem roweru musimy poczekać, tak?

- Tak…


Jestem tu - w odstępie zaledwie roku - po raz drugi. Arles, to nie tylko stolica biskupia pierwszego apostoła Galii, św. Trofima, miejsce licznych synodów. To także nagromadzenie pamiątek po rzymskiej dominacji w Galii. Wielu kojarzy Arles także z postaciami van Gogha i Gauguina. Z tej artystycznej pary tylko Vincent związał się miastem na dłużej, a o tym, jak dramatyczne i skomplikowane były to relacje świadczy fakt, że miasto nie posiada w swoich zbiorach ani jednego obrazu artysty. Nawet prostego szkicu...


Jest za to - jak wówczas - szumiąca topolami aleja Les Alyscamps. Jest i most Langlois (dziś Pont Van Gogh - rekonstrukcja tamtego), gwiezdne niebo nad Rodanem i la Nuit (dziś Café Van Gogh - zamknięta, jak mówią sąsiedzi z baru obok z powodu problemów „skarbowych”). No, i plenery…


Chcę to wszystko zobaczyć. Jeszcze raz wejść do katedry św. Trofima, już bez pośpiechu. I najzwyczajniej w świecie - powłóczyć się po uliczkach starego miasteczka i… zgubić. Jeszcze nie wiem, że jedna z nich, rue Ernest Renan zawładnie mną, zniewoli...


Zostawiam więc bagaż na kempingu i jadę na Les Alyscamps. Nekropolia działa na zasadach muzeum, od-do, więc muszę się zmieścić w limicie czasu. Przypinam rower. Bilet. Wchodzę. I już za chwilę:
- słońce, wiatr, drzewa i kamień! Wiatr rozsuwa gałęzie i wtedy, na krótką chwilę z prześwitów, jak strzały wybłyskują promienie światła. A na tych strunach wiatr wygrywa jakąś posępną melodię. Idę w rytmie, którego metrum nie da się opisać. Idę krokiem niepewnym. Po obu stronach alei przykryte ciężkimi płytami o trudnej do opisania barwie kamienne sarkofagi. Te otwarte wyglądają jak porzucone na brzegu łodzie…
Droga nie ma końca, a wszystko na niej zdaje się być wbrew nadziei. Nawet XII w. kościół św. Honorata nie przyniesie pocieszenia...
- Gdzie jesteście, zdobywcy…? Dokąd zabrano wasze prochy...?

Aleja cieni, wiatr w topolach (choć to przecież jeszcze nie wiosenny mistral, od którego można oszaleć), kamienna rama okna z widokiem na przeszłość, puste skorupy…
Długa i niespokojna jest droga światła na Les Alyscamps…

Jak na obrazach Vincenta...














środa, 5 lutego 2025

Aix-en-Provence. Krzew gorejący i Nicolas Froment...

Tyś krzak Mojżeszów Boskim ogniem gorejąca
Tyś różdżka Aaronowa śliczny Kwiat rodząca…

(Godzinki o Niepokalanym Poczęciu NMP)

Umieszczony w (bocznej) kaplicy lewej nawy katedry tryptyk jest dziełem Nicolasa Fromenta (1475-76). Artysta prawdopodobnie urodził się w Pikardii i kształcił pod okiem flamandzkich mistrzów. Nieznana jest data jego wyjazdu na południe, gdzie osiedlił się najpierw w Uzès, w departamencie Gard, a następnie w Awinionie, gdzie działał prężnie rozwijający się ruch malarski, nazywany dziś przez historyków szkołą awiniońską. Lokalna sława pozwoliła mu zostać oficjalnym malarzem króla René, który wówczas panował w Prowansji. Krótko przed śmiercią władca zlecił wykonanie dużego tryptyku z przeznaczeniem dla kościoła Karmelitów w Aix. Król pragnął, aby obraz znalazł się w głównym ołtarzu konwentu, w którego kaplicy życzył sobie być pochowany. 



Tytuł i temat dzieła nawiązują do przedstawionej w Księdze Wyjścia teofanii - objawienia się Boga Jahwe Mojżeszowi pod postacią Gorejącego Krzewu, który płonął, ale się nie spalał. W trzecim rozdziale Księgi Wyjścia czytamy:


1 Gdy Mojżesz pasał owce swego teścia, Jetry, kapłana Madianitów, zaprowadził [pewnego razu] owce w głąb pustyni i przyszedł do góry Bożej Horeb.

2 Wtedy ukazał mu się Anioł Pański w płomieniu ognia, ze środka krzewu. [Mojżesz] widział, jak krzew płonął ogniem, a nie spłonął od niego.

3 Wtedy Mojżesz powiedział do siebie: «Podejdę, żeby się przyjrzeć temu niezwykłemu zjawisku. Dlaczego krzew się nie spala?»

4 Gdy zaś Pan ujrzał, że [Mojżesz] podchodził, żeby się przyjrzeć, zawołał <Bóg do> niego ze środka krzewu: «Mojżeszu, Mojżeszu!» On zaś odpowiedział: «Oto jestem».

5 Rzekł mu [Bóg]: «Nie zbliżaj się tu! Zdejm sandały z nóg, gdyż miejsce, na którym stoisz, jest ziemią świętą».

6 Powiedział jeszcze Pan: «Jestem Bogiem ojca twego, Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba». Mojżesz zasłonił twarz, bał się bowiem zwrócić oczy na Boga.


Zgodnie z tradycją XV wieku, temat główny dzieła prezentowany jest na panelu środkowym, podczas gdy na panelach bocznych przedstawiano donatorów, czyli osoby, które płacą artyście i ofiarowują jego dzieło Kościołowi katolickiemu.


Artysta podszedł do opisanej w Księdze Wyjścia sceny w sposób dość swobodny i wzbogacił ją o postaci z Nowego Testamentu: Maryję z Dzieciątkiem Jezus.

Co do postaci samego Mojżesza, nie odbiega ona od wyobrażeń epoki. Mojżesz jest brodatym starcem, ubranym w strój pasterzy z Palestyny. Jego twarz wyraża zdumienie. Oto Anioł objawia mu wydarzenia, które zapoczątkują nową erę. I jak wówczas na pustyni, tak i teraz powodowany wewnętrznym impulsem Mojżesz zdejmuje z nóg obuwie, bo uświadamia sobie, że rzeczywiście stoi na ziemi świętej. Anioł jest ubrany w bogaty, typowy dla wyższego duchowieństwa XVI w. strój. Na szyi ma medalion. Namalowani na nim Adama i Ewy pod jabłonią z wężem przywodzą na myśl grzech prarodziców.


Tytułowem gorejącemu krzewowi poświęcona jest górna część obrazu. Jest on ukazany w postaci imponującej kępy ostrolistnych dębów, jeżyn, dzikich róż i głogów. Na jego szczycie zasiada tronująca Matka Boska z Dzieciątkiem Jezus. Jednak przedstawiony tu krzew nie płonie, za to malarz umieszcza płomienie w górnej części grupy drzew. Na ramie pod obrazem znajduje się objaśniająca dzieło inskrypcja:

W krzewie, który się nie spalał, a który ujrzał Mojżesz, poznaliśmy Twoje chwalebne dziewictwo, święta Matko Boża.


Taka „maryjna” interpretacja krzewu to nawiązanie do zapowiedzianego w Starym Testamencie dziewiczego macierzyństwa Maryi (por. Iz 7.10). Spoczywająca na krzaku Maryja zostaje przeszyta ogniem pochodzącym od Boga, ale ogień ten nie spala, tj. narusza jej cielesności (dziewictwa).

Jeśli dzisiaj tego typu skojarzenia Mojżesza z Maryją wydają się być cokolwiek naiwne, to w XV wieku uważano je za niezwykle wysublimowane.

Nicolas Froment umieścił w tle dość rozległy krajobraz z krętymi ścieżkami, odległą architekturą i wschodzącym słońcem. To inspirację zaczerpnięte z prowansalskiego i włoskiego krajobrazu, który oczywiście nie ma nic wspólnego z tym, co znali Żydzi w czasach Mojżesza. Chodzi po prostu o wywołanie efektu perspektywicznego.


Wyjątkowość i oryginalność tego dzieła wynikają ze stylu. Froment, który w młodości uczył się u flamandzkich malarzy, miał okazję spotkać króla René, który niezwykle cenił ich realistyczny styl. Jednakże artysta, który podróżował po Włoszech, znał również idealizujący aspekt malarstwa florenckich mistrzów. Dzięki temu udało mu się osiągnąć sprytny kompromis pomiędzy typowo flamandzkimi postaciami a włoskim krajobrazem w tle. Eleganckie połączenie tych dwóch wpływów stanowi o oryginalności XV-wiecznych malarzy prowansalskich, których specjaliści określają mianem Szkoły Awiniońskiej.


Panel środkowy, podobnie jak panele boczne, namalowane są na płótnie lnianym pokrytym gesso (powłoką na bazie gipsu i kleju zwierzęcego). Płótno to naklejono na deski topolowe. Malarz zastosował technikę laserunku (glazury), polegającą na nakładaniu przezroczystego lub pół-przezroczystego pigmentu na warstwę, która jest już idealnie sucha. Zabieg taki pozwalał powiększyć efekt głębi i subtelnie modyfikować kolor (np. żółta glazura na niebieskim tle delikatnie zazieleni tło). Leonardo da Vinci słynął z systematycznego stosowania laserunku. Potrafił nałożyć około dwudziestu warstw.


Na lewym panelu (bocznym) widoczny jest klęczący król René, a od lewej do prawej – święta Magdalena, święty Antoni i święty Maurycy.


Prawy panel przedstawia Joannę de Laval, drugą żonę króla René, a od lewej do prawej: świętego Jana, świętą Katarzynę i świętego Mikołaja. U stóp świętego pojawiają się dzieci, które według legendy Święty wskrzesił.


Kiedy skrzydła tryptyku są zamknięte... 

Ołtarze były zazwyczaj zamknięte. Otwierano je tylko w święta religijne lub, sporadycznie, na czas trwania nabożeństw. Monumentalność całości, jaskrawe kolory i złota rama dodały uroczystości blasku i podkreśliły jej duchowy wymiar.



Odwrotna strona paneli bocznych była pokryta techniką grisaille, polegającą na stosowaniu wyłącznie odcieni tego samego koloru w celu imitacji rzeźby kamiennej lub marmurowej. Posługując się tą techniką Nicolas Froment doskonale odtworzył dwie rzeźby umieszczone w kamiennych niszach, czyli temat Zwiastowania: archanioł Gabriel (po lewej) zwiastuje Maryi Dziewicy (po prawej) rychłe narodzenie Chrystusa.


Zdjęcia: https://fr.wikipedia.org/wiki/Le_Buisson_ardent_(Froment)

Tekst na podstawie https://www.rivagedeboheme.fr/pages/arts/oeuvres/nicolas-froment-triptyque-du-buisson-ardent-1475-76.html

Cytat z Księgi Wyjścia: Biblia tysiąclecia

sobota, 1 lutego 2025

Aix. Aix-en-Provence i katedra...

Aix. Sobota, 22 czerwca. Kemping Arc-en-Ciel.

To już seria: wpadam na kemping w trakcie sjesty. Przynajmniej brama otwarta. Wchodzę i czytam: prosimy czekać na wskazanie miejsca...

Czekam. I tak, nawet z nawigacją nie znalazłbym tego kawałka ubitej ziemi, który za chwilę wskaże mi właścicielka rodzinnego biznesu.

I, jak w Saint-Maximin, będzie to kawałek naprawdę dobrze ubitej ziemi...

I, jak w Carces, za chwilę na bramie zawiśnie tablica: brak wolnych miejsc…

Kemping położony jest na przedmieściu i jest dość rozległy. W głębi staw, w stawie żywa woda, dużo zieleni i mnóstwo krętych alejek. Gra muzyka, biegają dzieci, szczekają małe pieski... Wieczorem muzyka będzie już na żywo. I tańce będą. Do północy...

Rozstawiam namiot i jadę prosto do katedry. Po drodze jeszcze wizyta w markecie, bo jutro niedziela. Jest pogodne, ciepłe popołudnie.






Patrzę na nazwy ulic. I myślę, że nie przypadkowo na „przewodników" do katedr, nie tylko tu, deleguje się dwóch dobrze znanych aktywistów, co nieledwie ponad 100 lat temu wnosili o sekularyzację dóbr kościelnych, klucze i zarząd nad katedrami przekazując administracji państwowej. To Aristid Briand i Jean Joures… Stróże porządku i przemian spod szyldu La Liberte ou le mort

O 15:45 jestem już przed katedrą - pleno titulo: La cathédrale Saint-Sauveur d'Aix-en-Provence.


Katedra jest siedzibą arcybiskupa Aix-en-Provence i Arles. Została zbudowana na miejscu rzymskiego forum z I w. Budowana i przebudowywana od XII do XIX wieku, zawiera elementy romańskie, gotyckie i neogotyckie, a także kolumny rzymskie oraz fragmenty baptysterium z VI (a może nawet i V) wieku. Tyle skrót z wiki.






Świątynia jest ściśle i gęsto obudowana. Od północy i południa. Niestety, usytuowany między dawnym pałacem arcybiskupów a południową nawą katedry dziedziniec z krużgankami jest niedostępny. Szkoda.

Portal. Na belce trumeau figura Maryi z Dzieciątkiem. To tylko kopia, ale jakże piękna, udana! Oryginał odnajdę w przedsionku południowej nawy. Kopią jest także większość stojących w niszach portalu, po prawej i lewej stronie ościeży, kamiennych figur Apostołów i Proroków.


Świątynia, to budowla trzy-nawowa, ale tylko nawa główna - późniejsza od zamkniętych dla światła naw bocznych - jest gotycka. Chór - miejsce wcześniej dostępne wyłącznie dla stanu duchownego - ozdabiają zainstalowane na trybunach (ponad stallami) organy. Szafa, którą obudowane są piszczałki mieni się w kolorach milczenia i nadziei.

Na wysokości trzeciego przęsła nawy głównej, w bocznej kaplicy, stalowa krata strzeże monumentalnego dzieła Nicolasa Fromenta. To tryptyk „Gorejący krzew” (1475). Dzieło, które u artysty zamówił René I Andegaweński (1409–1480). Obraz miał znaleźć się w ołtarzu głównym nie istniejącego już dziś konwentu Karmelitów - w którego bocznej kaplicy król życzył sobie być pochowany. Po wcześniejszych peregrynacjach i renowacji (2011), obraz wrócił do katedry.



Jest 16. Otwierają się ogromne, dwudzielne wrota i z ciemnego przedsionka na zalany dziennym światłem dziedziniec wychodzi... Para Młoda. Wchodzę do środka, odwracam się i robię - całkiem chyba udane zdjęcie ślubne...

- Czy wiesz, że od tej chwili będziesz za nich trochę odpowiedzialny…?

- Wiem…




Nie jestem specjalnie głodny, ale coś zjeść trzeba. Jutro przecież opuszczam Prowansję. Zamawiam naleśnik. Po - jakżeby inaczej - prowansalsku.

Na dziedzińcu dawnego pałacu arcybiskupów trwa spektakl. Sztuka ulicy. Zgodnie z zamysłem reżysera, uczestnikiem tej zabawy stają się także widzowie. Wybijają rytm, powtarzają z chórem śpiewaków refren. Sztuka ulicy...

Wszędzie tłum ludzi. Dochodzi 19. Zaczyna padać deszcz, sklepiki się zamykają. Ostatnia chwila na zakupy...





23 czerwca, Niedziela.


Z kempingiem żegnam się o 8. Jeszcze tylko wrzucę do umówionej skrytki (żebym tylko nie zapomniał!) klucze od bramki i w drogę. Kawa. Szukam miejsca. Jest. Kawa i croissant prosto z pieca! Jednak kawa, nawet ta double, to dla mnie tylko naparstek, więc powtarzam, ale już bez rogalika.

Jeszcze raz katedra. Powoli zapełniają się ławki. Koniec zwiedzania. Czas na sumę. O 11:30 wyruszam w drogę.




13:46 - Mijam Pont Flavien. To wapienny most nad rzeką Touloubre w Saint-Chamas. Zbudowany na dawnej rzymskiej Via Julia Augusta łączył Placentię we Włoszech z Arles. Most był w użytkowaniu jeszcze w II poł. ubiegłego wieku!

Ale to nie koniec „rzymskich” akcentów. Nieco dalej, po prawej stronie pasa jezdni ocieniony drzewami skwer. Grupa kilku osób o czymś rozprawia, żywo przy tym gestykulując. Na szczęście, to tylko zabawa: „prowansalska gra", jak nazywa się grę w bule, niegdyś ulubioną rozrywkę rzymskich legionistów.


Jadę do Miramas. Stamtąd pociągiem - prosto do Arles. Dzięki temu jeszcze dzisiejszego popołudnia zdążę wejść na Les Alyscamps, dawną rzymską nekropolię.