Po 11 godzinach niespiesznej jazdy, gubiąc wysokość i meandrując wzdłuż Torrent De Blème, a później już otwartą przestrzenią (znów wystawiony na palące słońce), osiągam cel.
C'est ce qu'on appelle le magnétisme des pierres…
Tak. Teraz już wiem, dlaczego tu jestem. To „uwiedzenie”, to magnetyzm kamienia…
Kamień przyzywa kamień, choć materia każdego z nich to osobne dzieje i twardość różna i doskonałość. I czas… On miękki, plastyczny, biały od słońca, o romańskim rodowodzie, ten drugi, właściwie o czym tu mówić - grób ledwie pobielany…
Wciąż w drodze...
Magnetyzm kamienia. Kamień przyzywa kamień...
Podobnie mam z Saint-Benoit. Starym opactwem nad Loarą…
Nic na to nie poradzę…
Popatrzcie…
I jeszcze nocna wizyta. Spędzę tu cały jutrzejszy (dzisiejszy) dzień. Po południu otwiera się droga na Avignon…



























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz