Wykończył mnie dzisiejszy przejazd. Ze względu na słońce wyruszam o 14, a dopiero o 18 jestem na wzgórzu, skąd 12% nachyleniem droga schodzi do miasta Gap. To przecież ledwie 40 km…!
Nie wiem, czy w połowie, czy dalej zjazdu - kątem oka dostrzegam szyld kempingu: Napoleon… (wygląda więc na to, że wciąż jestem na ścieżce małego Korsykanina).
W planach miałem minąć dziś Gap i pojechać dalej, drogą w stronę Rodanu, gdzie potrójny Saint-Paul. Nie dam rady. Słońce wypiło ze mnie 2,5 litra płynów, a to było przecież ledwie 40 km! Co mnie złamało? Podjazd na ostatnich kilometrach… Musiałem zejść z ramy i czołgać się asfaltem, jak ostatnia ciura…
Więc nocuje dziś u Napoleona. Wizyta niezapowiedziana. Nieplanowana, ale nie ma innego wyjścia. Padam...
Z cesarskim pozdrowieniem…
I kilka gór-obrazów. I zdjęcie profilu trasy, żeby nie było, że zmyślam...




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz