Spektakularny przejazd pod niebem pełnym słońca. Żar palił skórę. Cienia jak na lekarstwo. Tylko ciągnący od wody chłód czynił całą przeprawę znośną. I tak dotarłem do Saint-Jean-De-Losne, 30 km przed Dijon, gdzie kemping. Stąd już tylko kawałek drogi. Trzy godziny niespiesznej jazdy.
Zdjęcia? Jedno tylko. Ale nie ze ścieżki. Jeszcze z Besancon. To samo, które wczoraj nazwałem „rodzajowym”. Obraz, nie kraj-obraz. Przesłanie. Dzieło sztuki. Szkoda, że tylko ulicy...
Od wczoraj, kiedy zobaczyłem go po raz pierwszy, rano, w drodze z kempingu do katedry, nie opuszcza mojej wyobraźni. Dzisiaj, kiedy wyjeżdżałem z Besancon, Artysta, bo nie był to zwykły graficiarz, wciąż jeszcze pracował.
Zatrzymałem się i przyglądałem, jak dopieszcza swoje dzieło. Dziś widziałem jego sylwetkę, ruchy, twarz z bliska.
Jak długo przetrwa w miejscu, w którym pojawił się, być może nieprzypadkowo? Bo po drugiej stronie muralu znajduje się budynek szkoły...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz