Rouen

Rouen

sobota, 25 lipca 2026

25 lipca. Coutances...

Komentarz z drogi (uwielbiam je):

„Detale imponują ale całość mnie nie przekonuje... Widzę na tych zdjęciach niepokój…”


- Cóż mogę rzec? Być może źródłem tego odczucia jest sposób fotografowania. Albo...?


Ale tak, specyficzna jest architektura katedry. To gotyk normandzki ze wszystkimi tego stylu właściwościami (i konsekwencjami). Nie ma tu lekkości linii i wiązań Notre Dame de Reims. To nie Saint-Denis, nie Chartres. Jej rozczłonkowana bryła, - nawa podzielona między dwoma masywnymi wieżami, z których jedna, jak morska latarnia rozświetla nawę, a druga puszcza oko na plac (Parvis) mało zdobną dekoracją, - w niczym nie przypomina katedr Île-de-France.


Co jest zasadą tej odmienności i braku podobieństwa z katedram do których zaraz pojedziemy?

Notre Dame de Coutances nie była budowana od fundamentów, nie miała swojego oryginalnego planu. Jej mury, filary, wieżowy korpus, z wyjątkiem ambitu, zostały „nabudowane” na mury wiek wcześniej ukończonej katedry romańskiej.


Notre Dame de Cotances, to gotyk o urodzie normandzkiego wojownika, obronny raczej, niż zdobny…

A ileż tu podobieństw do „siotrzanych” katedr w Bayeux, czy Evreux …











piątek, 24 lipca 2026

24 lipca. Coutances...

Notre Dame de Coutances i pierre de Caen - kamień z Caen.

Więc - kamień, światło, cisza, trwanie…

Miłość rodzi się w ciszy, nie w zgiełku, nie w tłumie.

Choć może się zdarzyć, że tam właśnie Ją zobaczysz...

- I idziesz.


- L’amour de Marie…

Z jakiej jeszcze materii utkana jest ta katedra?

Czego nie widzę? Co przeoczyłem?


Coutances. Jestem pod Opieką.

Pod bardzo dobrą Opieką…


Jestem tu do niedzieli.



















czwartek, 23 lipca 2026

22 lipca. Dol-De-Bretagne...

Na początek opis z wczoraj, żeby nie tylko same zdjęcia…


22 lipca. W drodze…

Z Brestu do Lamballe pociągiem to bez kwadransa, dwie godziny jazdy. Pogoda przepiękna. Po chłodnym poranku nastaje ciepły dzień. Wiatr wieje na przemian to w plecy, to w twarz. Jadę powoli, niespiesznie. Droga rozwija się i łączy asfaltową wstęgą pola i małe miasteczka... Pléven (śniadanie), Plancoët, Trigavou (kolejna kawa), Saint-Guinoux (dłuższy postój).

Nie zdzieram opon, nie zrywam łańcucha. Jadę niespiesznie. Tu jest Bretania…


Saint-Guinoux. Tu rozchodzą się drogi. Jedna, wzdłuż zatoki z widokiem na Mont-Saint-Michel prowadzi do Avranches, druga skręca na Dol. Jest 14, a ja jestem dopiero w połowie planowej trasy. Do Avranches na wieczorny pociąg nie zdążę…


Pojadę więc krótszą trasą i w Dol - gdzie stara katedra Świętego Samsona, dwie stacje przed Avranches - wsiądę do pociągu. Jestem umówiony i nie chcę się spóźnić…

Co tracę? Ledwie pocztówkowe widoki. Ale jaka to strata? Właśnie wracamy na katedralną ścieżkę!


Katedrę Świętego Samsona opisałem już i oświetliłem nie raz, a pewnie i dwa. Ale czemu by nie przypomnieć?















wtorek, 21 lipca 2026

Ken ar c'hentañ. Do zobaczenia…

 


Ken ar c'hentañ. Do zobaczenia…

Ouessant. 7 dni i 7 nocy…

Wtorek…


A teraz Brest. Byle nocleg...

Jutro rano do Lamballe. Pociągiem. Coutances czeka…

poniedziałek, 20 lipca 2026

Ouessant. 20 lipca. Spacer trzeci, krótki…

Ouessant. Utopia, czy sen? A może stan umysłu?

- Odpowiedź jest w drodze…







Co też tu się wydarzyło…?




Nividic...





Creac'h...