Rouen

Rouen

poniedziałek, 24 sierpnia 2026

Jackie, Nico i park4night...

(Od tygodnia czeka na mnie Makbet z podobno świetną rolą Jona Finch’a. Ale nie. Nie dziś. Dziś jeszcze nieopisane wcześniej spotkanie).


Wydarzyło się na ścieżce pomiędzy Vernon a Gisors, na 23 km drogi.

Mijam go na rozstaju. Zatrzymał się na uboczu i wpatruje w ekran smartfona. Za chwilę mnie dogoni i zapyta, czy może dołączyć.

- Proszę bardzo - odpowiadam nieco zaskoczony. To pierwsza taka sytuacja, a kolejna z rodzaju tych, co pokażą mi, jak słabo jestem przygotowany językowo. No, ale na szczęście rozmowa szybko przechodzi na język Szekspira.


Jedziemy. Nico jedzie na spotkanie z kolegami. Nie pamiętam już, dokąd, ale to jeszcze daleko. Rama wygląda na nową, ale to pozory. Rower ma już 10 lat i po prostu jest zadbany. Na kierownicy śpiwór, nad tylnym kołem coś do spania (pewnie bivy-bag - nie dopytałem), pod ramą - reszta ekwipunku. Niewielki pecak z prowiantem. W piaście przedniego koła - turbina która ładuje telefon (tej nikt mu nie zawinie, jak mi wczoraj powerbanki).


Jedziemy i opowiadamy sobie o sobie, wymieniamy doświadczenia. Nico jest 4 lata starszy, niż... rama mojego roweru. Mieszka w Arras, a jego dziadkowie moją polskie korzenie. Może to stąd wzięło się nasze spotkanie? Jackie, mój rówieśnik i przyjaciel restauratorów, gdzie wczoraj się stołowałem, a który w Vernon oddał mi nieocenioną przysługę, też ma przodków z Polski. Jeszcze jeden „polski dzień” na trasie…


A ja, całkiem nieoczekiwanie mam okazję dowiedzieć się, jak radzi sobie bike-packer bez sakw, namiotu, torby na kierownicy, baterii czy laptopa. Otóż całkiem prosto. Nocleg? Tam, gdzie wskaże aplikacja (park4night). Najczęściej są to postoje w rodzaju aire de picnic, albo Air-Camping lub jak ja - biker wybiera miejsca nieoczywiste, gdzie nikt wcześniej. Toaleta? Pod kranem, na cmentarzu. Tam też zrobi przepierkę, nabierze wody, jeśli jest potable. (A kiedy jest głodny, chyba nie otwiera grobów - myślę najciszej, jak się da, bo dowcip, dość makabryczny, mógłby się nie udać...)

Bike-packer nie lubi kempingów. Unika ich. Traktuje jak zło konieczne, dopust.


Po 2 i pół godzinach, tuż przed wjazdem do Gisors, nasze drogi się rozjadą. Zdjęcie. Wymieniamy numery telefonów. Ehhh, tylko piwa nie zdążyliśmy razem wypić...

- Wpadnij, jak będziesz kiedyś w Arras…

- Arras? - to może być już w przyszłym roku…


Gisors. Niebo zaciąga się chmurami, zaczyna padać. Zakupy w Lidlu. Jadę w stronę noclegu. Z nową wiedzą, znowu sam...

(A Makbet jeszcze poczeka… Może dziś?)


poniedziałek, 17 sierpnia 2026

Pod wpływem Drogi...




Jest szósta rano. Choć wcale tu zbędny, dzwoni budzik. Chłód poranka działa jak zimny prysznic i narzuca reguły, którym nie sposób się oprzeć. Obok drewnianej ławy, na której poprzedniego wieczoru rozłożyłem śpiwór ciągnie się asfaltowa ścieżka. Nie widać ani jej początku ani końca. Ktoś przejeżdża, udając, że mnie nie zauważa. Kiedy indziej śpię w namiocie. Tuż obok płynie Sekwana, a ja osłonięty kępą drzew. Kemping z prawdziwego zdarzenia, z prysznicem i ciepłą wodą też będzie, ale jeszcze nie teraz.

Może dziś wieczór...



Laon. Też szósta rano. Plac przed katedrą jest jeszcze pusty. Pierwszy przechodzeń. Echo kroków jest jak muzyka. Nim wybrzmi do końca, zapisze się w pamięć i już mnie nie opuści. Zostanie na zawsze.

- Skądkolwiek przychodzisz, pozdrawiam Cię...

A ja? Znowu jestem niewidzialny. Jak woły, co wieki temu wciągały na to wzgórze wyładowane kamieniem wozy, a teraz same dźwignięte przez budowniczych, hen wysoko, odpoczywają po swoim trudzie.

Więc jestem tu, ja, Quasimodo…


Noc spędzę w głębokich (i ciemnych nawet za dnia) ościeżach mojej katedry, w portalu południowej nawy. Sen płytki, bo w głębi placu trwały zwierzenia dwojga ludzkich istot. Ale ja bardziej niż ludzkiej, słucham mowy kamieni. W porach dłoni wciąż drobiny wapiennej skały, z którą żegnałem się wczoraj w Soissons.

- Jedź! - mówiła. - Ale bądź wierny!

Obiecałem…

A dziś jest już Ona - Notre Dame de Laon...


Gotyk. Wyłania się z czasu, w którym ustala się i broni swoich granic (i praw) rządzone przez Kapetyngów - Regnum Francorum. Wciąż jeszcze romańska bryła rośnie, ale nowa myśl i gorąca miłość już ją przekształca i wydelikaca. Róża pnie się wzwyż, karmi się światłem, staje się coraz lżejsza, koronkowa; coraz szerzej rozkłada gałązki liści. Jakby chciała wyrwać się do lotu. Wciąż jednak - mocno ukorzeniona - pozostaje na miejscu. Żebyś mógł zobaczyć.


Laon, Reims, Senlis, Soissons. Beauvais… Oto moje Ogrody. I Droga do nich. Podróż, która trwała długo. Latami...

Kamienne Róże połączone ze sobą w miłosnym uścisku.

Niebo z ziemią, materia z duchem.

Bardziej już się nie da...


wtorek, 4 sierpnia 2026

4 sierpnia. Beauvais. Katedra św. Piotra i…

Notre-Dame de la Basse-Œuvre...


Beauvais. Jestem tu po raz trzeci, dziś jednak „tylko” przejazdem. Jadę do Laon. To „po drodze”. Po drodze do ostatnich na trasie katedr Pikardii: Senlis i Soissons.


Tym wyborem porzucam drugi z wariantów drogi do Laon - wizytę w Saint-Denis. To była ważna, równorzędna opcja. Jedna i druga ważyła tyle samo. Jest ból. Rozumiesz to, prawda…?

Beauvais. 2 lata temu katedra była w okopach, obstawiona zakrywającymi kamień i okna rusztowaniami. Trwały przygotowania do obchodów 800. lecia. Dziś jestem tu, żeby zobaczyć ją w nowej, odświętnej szacie.

Popatrzmy więc…











A skąd tu Notre-Dame de la Basse-Œuvre? To pozostałość po dawnej przed-karolińskiej jeszcze świątyni. I gdyby nie zamykająca nawę nowej katedry ściana, jakby - katedra w katedrze…



Tak to wyglądało. Pierwsza, romańska (najczęściej) świątynia stawała się placem budowy dla nowej, gotyckiej. Tu, w Beauvais budowa nowej skończyła się na ramieniu transeptu. Ta maleńka „przybudówka” przy ścianie zamykającej transept, to nie schowek na narzędzia, czy hotel dla budowniczych, ale ocalały korpus Notre-Dame de la Basse-Œuvre…

Tak więc mamy w Beauvais dwie katedry: (byłą) starą i nową. I obie - w pewnym sensie - niedokończone. I obie trwają. Osobno, a jednak nierozdzielnie…




3 sierpnia. Vernon - Beauvis (przez Gisors)...


„Dwóch weszło do świątyni, aby się modlić. Jeden wyszedł bardziej usprawiedliwiony, niż drugi…”

(Myślę o nich) na drodze do Beauvais… Jeden z nich tam jedzie...

Który?



3 sierpnia. Droga do Beauvais (przez Gisors)…

Mijam ogrody różane i dom Moneta. Jego obrazy widziałem już w Rouen, więc niech Mistrz mi wybaczy, a Wy darujcie, - ale nie dziś. Z Vernon wyjeżdżam zbyt późno, by zrobic kolejny i na pewno nie krótki postój w Giverny. Poza tym - tłumy tu…!


Jadę ode wsi do de wsi. Jest pięknie, a „rower jest wielce o’kej”...😊


Droga dzis i pogoda cudne. Od Vernon do Gisors - asfaltowa ścieżka biegnąca śladem dawnego torowiska. Drzewa po obu stronach - przyjemny chłód. Cień, dużo cienia, bo na zewnątrz - (cud) słońce…


Wczoraj wieczorem pojechałem na kemping. 15 km od Vernon. Myślałem, - wykąpię się, naładuję baterie (tych akurat ładować nie musiałem, bo mi je ktoś zawinął z ramy - druga strata), a tam - bieganina, hałas, jednym zdaniem: przysłowiowa „murzyńska chata”. Na jedynym wolnym i oddalonym od tego zgiełku kwadracie ziemi grunt tak twardy, że bez młotka szpilki nie wbijesz. Uciekam stamtąd i noc spędzam nad brzegiem Sekwany, w połowie drogi do Vernon, dokąd wrócę rano…


20 km przed Bevauis… Jest parne popołudnie. Idzie na burzę. Burza mnie szuka, chce awantury, ale mnie nie znajdzie. A jeśli już, poczęstuję ją świeżą (wciąż) jeszcze bagietką z chorizo. Masło w bonusie, demi-sel…


Le Vaumain i „skrytka” pw. Św. Piotra i Pawła. Kościół zamknięty. W ciągu dnia też. Apostołowie czynią więc honory na zewnątrz, będą nocną strażą.

A Ty, Aniele mój, - też mi tu nie śpij...



niedziela, 2 sierpnia 2026

Vernon. Ulica…

Kocham tą architekturę, Po prostu.

I niech nikt nie próbuje tego prostować…







2 sierpnia. Vernon. Bach, Bach i jeszcze raz Bach...




„Zerknij uchem, posłuchaj okiem”…

ps. co do mnie, nie lubię, kiedy krzesła odwraca się tyłem do prezbiterium…

2 sierpnia. Niedziela w Notre Dame de Vernon...

i X niedziela po Zesłaniu Ducha Świętego.


Ps 16:8; 16:2

Strzeż mnie, o Panie, jak źrenicy oka; w cieniu Twych skrzydeł mnie ukryj.

Ps 24:1-3

Ku Tobie wznoszę duszę moją, Panie, Boże mój, Tobie ufam, niech nie doznam wstydu; niech się nie śmieją ze mnie wrogowie moi, wszyscy bowiem, co ufają Tobie, wstydu nie doznają.


Collégiale Notre-Dame de Vernon - Niedziela, jak się patrzy!