Na początek opis z wczoraj, żeby nie tylko same zdjęcia…
22 lipca. W drodze…
Z Brestu do Lamballe pociągiem to bez kwadransa, dwie godziny jazdy. Pogoda przepiękna. Po chłodnym poranku nastaje ciepły dzień. Wiatr wieje na przemian to w plecy, to w twarz. Jadę powoli, niespiesznie. Droga rozwija się i łączy asfaltową wstęgą pola i małe miasteczka... Pléven (śniadanie), Plancoët, Trigavou (kolejna kawa), Saint-Guinoux (dłuższy postój).
Nie zdzieram opon, nie zrywam łańcucha. Jadę niespiesznie. Tu jest Bretania…
Saint-Guinoux. Tu rozchodzą się drogi. Jedna, wzdłuż zatoki z widokiem na Mont-Saint-Michel prowadzi do Avranches, druga skręca na Dol. Jest 14, a ja jestem dopiero w połowie planowej trasy. Do Avranches na wieczorny pociąg nie zdążę…
Pojadę więc krótszą trasą i w Dol - gdzie stara katedra Świętego Samsona, dwie stacje przed Avranches - wsiądę do pociągu. Jestem umówiony i nie chcę się spóźnić…
Co tracę? Ledwie pocztówkowe widoki. Ale jaka to strata? Właśnie wracamy na katedralną ścieżkę!
Katedrę Świętego Samsona opisałem już i oświetliłem nie raz, a pewnie i dwa. Ale czemu by nie przypomnieć?



















































