- A więc Reims…
- Tak, dziś sobota. Jedziemy do Reims...
O 13:35 pociąg zawiezie mnie do miasta królewskich sakr, Reims. Zostanę tam do jutra.
Lecz teraz jeszcze wciąż Montagne de Laon - Góra en forme de croissant...
Laon… (jak stąd odejść? jak odjechać?!) Mimo, że spędziłem tu dwa dni, wciąż pozostało tyle do zobaczenia.
Cała droga stąd na peron to ledwie kwadrans (a może i mniej), i - choć tam na dole nic ciekawego - ruszam dużo wcześniej. Ileż to już razy droga dziwnym trafem „wydłużała się” albo nagle skręcała? Tak, potrafię „zakrzywić" przestrzeń, ale z czasem, ja - „geniusz” nawigacji, radzę sobie już gorzej…
Dawno już nie wsiadałem do pociągu. Istniał „tajny” plan, żeby dojechać rowerem aż do samego Reims, ale zabrakło czasu. Ale nawet, gdybym dostał w prezencie dodatkowy dzień (albo i dwa), nie chciałbym tracić go na kręcenie „pustych” kilometrów. To nie zawody. To nie sportowe wyzwanie… Jeszcze się najem. Znaczy - najadę. A i z samego Reims na kemping też będzie trochę. 20 km. Nocleg tam trzeba przygotować. Za dnia. No i panie (i panowie też) - pranie zrobić! Jutro niedziela!
Sobotnie popołudnie. Laon. Dworzec. Ruch na stacji niewielki. Na peronie kilka osób. Bilet kupię przez aplikację (jakaż to wygoda!). Pan w uniformie TER (skąd on się tu wziął!?) upomina mnie, że „tu się nie pali". - Przepraszam i wychodzę poza teren dworca.
Pociąg pusty, baterie MacBooka też. Za chwilę zejdzie mi ostatnie 5%, a ładowanie nie chce się inicjować. Na przyszły wyjazd „muszę coś z tym zrobić" - notuję w telefonie… Wyjdzie, że nową baterię będę musiał zakupić.
Beauvais, Senlis, Soissons, Laon i olśniewające światło pikardyjskich katedr. Gotyk, dużo gotyku…
Katedry, „kamienne arcydzieła, spichlerze dla serc i dusz”...
A dziś jeszcze Notre-Dame de Reims. I Szampania...
Reims. Droga na Place Du Cardinal Luçon. Jadę na pamięć. I nawet gdybym chciał się zgubić, tu jest to niemożliwe. Trafię nawet z zamkniętymi oczami.
Upał nie ustaje, żar leje się z nieba. Na ulicach i w restauracyjnych ogródkach mnóstwo ludzi.
Notre-Dame de Reims. Przyjaciółka moja. Jak lilija pośród cierni…
Powitanie bez słów. Siadam przed i siedzę długo. Bardzo długo. A cała ta liryczna reszta - duch i dusza, już mnie odlatują...
Dobrze, że zostaję tu jeszcze na krótką, zdjęciową sesję, bo jutro będzie pochmurno i deszcz. Ale dziś jeszcze, dziś jest tak...
Potem będzie jeszcze jazda wzdłuż kanału (Canal De L'aisne À La Marne). A żeby trafić na właściwą kładkę, gdzie ścieżka, - tradycyjnie - zgubię drogę…
Ja - „geniusz" nawigacji...



































