Reims i...
Camping Municipal Val De Vesle. Jeśli chcesz spędzić noc w Reims pod namiotem, musisz opuścić miasto i przejechać dodatkowe... 20 km.
- Na wysokości bazyliki Św. Remigiusza jest kładka. Przejedź na drugą stronę i skręć w lewo. Jedź prosto. Na śluzie N16 wjedź na Pont De Wez i skręć w lewo. Zjedź z mostu, następnie skręć w prawo (w Rue de l’Écluse) i wypatruj znaku. Jeśli nie chcesz jechać przez miasteczko, z Pont De Wez jedź dalej prosto i za 300 m skręć w prawo. Jedź polną ścieżką. Jesteś na miejscu.
Taką instrukcję, ilekroć będę miał w planie zanocować w Reims, wydrukuję sobie i powieszę na kierownicy. Dziś znowu pobłądziłem. Na kempingu będę po 19.
Val de Vesle. Bywałem tu już nie raz, ale najbardziej wbił mi się w pamięć ten pierwszy: na googlowskiej mapie, niemal w centrum miasta, „wisi” sobie kemping. Jadę tam. Jeszcze nie wiem, że zobaczę to, co pewien pan usłyszał w szatni: nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobi…?. Tyle, że tu nie o płaszcz, a o kołderkę jest gra…
Wracam na dworzec. Biuro informacji turystycznej jeszcze otwarte.
- Pojedzie pan drogą na Beaumont. Za ostatnim rondem trzeba skręcić w lewo i dalej, przez Prunay. Kemping jest w Val de Vesle…
I tyle. Na drogę dostanę miniaturkę mapy. I ani słowa o drodze wzdłuż kanału! Na miejsce dotrę późnym wieczorem, już przy zgaszonych światłach, pół drogi jadąc z duszą na ramieniu (D 944), a po zjeździe z ronda już tylko wypatrując szyldu…
Val de Vesle z roku 2012 i 4 kolejne noce, po których bladym świtem wyprawiam się do Reims, Laon, Amiens i znowu do Reims. Tą samą, ruchliwą drogą…
Później bywałem tu jeszcze kilka razy. Już mądrzejszy, z „dzisiejszą” wiedzą. Ahoy, Reims i Val de Vesle! Ahoy, przygodo…!
Rok 2026. Na recepcji pokoleniowa zmiana. Przemiłą, starszą panią zmieniły dzieci. Formalności. Na mapce zakreślony fragment trawnika.
Kolacja, pranie, idę spać. A w głowie wojna postu z karnawałem: wstać godzinę wcześniej i zabrać się z namiotem, czy wrócić tu raz jeszcze przed podróżą na stację? A jeśli pogoda się zmieni? Ale po co mi dodatkowe kilometry?
Niedziela (co się zowie)… Jadę na Mszę. Ale nie, jak 14 lat temu, - do katedry, a kilka przecznic dalej. Jest tam mały kościółek pw. Jeanne D’arc i Msza..
12. Czas na kawę. Jadę w stronę Saint-Remi. Pogoda mało ciekawa, bardziej kawowa. Jest parno, będzie burza? Nie. Trochę pokropi i za chwilę wróci słońce.
Bazylika św. Remigiusza w Reims, to najstarszy z zachowanych kościołów miasta. Od VIII wieku działa tu skryptorium i szkoła miniatorska „l'Ecole de Reims” - szkoła i ruch, który wyznaczył kierunek rozwoju sztuki iluminatorskiej. Skryptoria Szkoły mieściły się także przy Katedrze w Reims i jeszcze dwóch innych ośrodkach.
Powstaną tam słynny Ewangeliarz Ebbona, Physiologus Bernensis - iluminowana kopia tekstu anonimowego pisarza z II wieku, Ewangeliarz Św. Teodoryka, Psałterz Utrechcki. To tylko niektóre tytuły - świadectwa rozkwitu Karolińskiego Renesansu. W Szkole Reims spotkamy poetów, kronikarzy, późniejszych papieży: Hincmar, Ebbon - arcybiskup Reims, Brunon z Kolonii - dyrektor wszystkich szkół w Reims, (tak - ten sam, który 30 lat później założy pierwszą pustelnię i dom macierzysty Kartuzów), Gerbert d'Aurillac - późniejszy papież Sylwester II, Odon, który zostanie papieżem (jako Urban II).
Bazylika Saint-Remi... Od ulicy oddziela ją długi tarasowy dziedziniec. Nie spieszę się. Stawiam stopy powoli, stopień po stopniu. Fasada. Jakże inna od tej, przed którą przed chwilą stałem, i dokąd jeszcze wrócę; jakby jakaś niewidzialna ręka odjęła stąd wszystkie, przynależne romańskiej (fasadzie) zdobienia, i uszlachetniając, przeniosła je kilka przecznic dalej. Została tylko przeszklona oknami ściana i czysta geometria. I ani tu nadproża, ani tympanonu. Żeby choć „skromne" Maiestas Domini...
Światło. Wlewa się do wnętrza przez otwarte na oścież drzwi przedsionka (nawy), miesza się z tym, które płynie z dolnych (mniejszych) i górnych (większych) okien, rozjaśnia mur i przezrocza zatopionych w półmroku arkad galerii. Jakże innym i z innego źródła zdaje się pochodzić światło, co rozświetla ołtarz i przebudowane już w stylu gotyckim prezbiterium.
Więc co mnie powstrzymuje? I nim myśl skończy się myśleć, nim przyjmę zaproszenie - są! Już je widzę -kapitele! Jak ptaki w koronach drzew przysiadły i skamieniały. Kapitele! Zatrzymają mnie. Bo są rzeczy ostateczne i nieodwracalne. I jest trwoga. I bojaźń. Początek mądrości...
Wracam do katedry. O 19 rozlega się dzwonek, zaproszenie do wyjścia.
Mam jeszcze godzinę do odjazdu pociągu. Na rogu Rue de Vesle i La Magdeleine jest bar o tej samej, co plac, nazwie - Stalingrad! (ech, Bobkowski miał rację - Francuzi, to niepoprawni rusofile). Tam zatrzymam się na puchar zimnego Grimbergera i, choć wiem, że nie będą to rozmowy o tym, co dziś widziałem - posłucham. Okiem…
Reims, początek drogi powrotnej.


















































