Rouen

Rouen

niedziela, 19 lipca 2026

Ouessant. 19 lipca. „To tu”…


Myślałem, że na Ouessant znam już wszystkie ścieżki. Ale myliłem się. Jadę pod latarnię Creac’h (są tu na cmentarzu nagrobki z tym nazwiskiem). Na wyjeździe z Lampaul skręcam prawo. Tędy jeszcze nie jechałem. Jak to? No, nie…

Pod latarnię i na wybrzeże prowadzi wiele dróg i pomniejszych ścieżek. Jadę i nagle staję jak wryty. Jestem przed… „To tu”.


Zdjęcie zobaczyłem wczoraj, szukając rozwiązania zagadki, jak w jeden dzień (można) obejść Wyspę…

Rozwiązania nie znajdę. Za to…

I gdybym jechał tu z wyraźnym zamiarem, ale nie. Ja tędy po prostu przejeżdżam!

Dom poznam oczywiście po zdobiącym komin monstrum. Wygląda groźnie i niejednoznacznie. Opiekun domu, czy postać z bretońskich baśni?


Dziękuję, że dzielisz się swoim szczęściem.


(Wiem, to nie miejsce na pytania…)

Ouessant. 19 lipca...

VIII niedziela po uroczystości Zesłania Ducha Świętego. Odpoczywamy…


O Boże, przyjęliśmy Twe miłosierdzie w pośrodku Twojej świątyni. Jak imię Twe Boże, tak i chwała Twoja sięga krańców ziemi; prawica Twoja pełna jest sprawiedliwości.

Ps 47:10-11


Niestety, jedyny kościół na Ouessant zamknięty. Remont. Ale mimo to, wciąż daję się znaleźć w słowach dzisiejszego introitu: wszakże na „krańcu Ziemi” jestem..

Czyż i nie tu sięga chwała Twoja, Panie…?


Krańce Ziemi…

A jeśli spojrzeć na mapę z innej strony, lekko ją obrócić, Ouessant i cały archipelag pomniejszych wysepek wygląda jak łzy, co odrywają się od kontynentu i spadają w bezmiar wód. Starczy jedno, dwa spojrzenia…


Ale nie idźmy tam. Milczą o tym Ci, którzy stamtąd nie wrócili. Ich symboliczny pochówek na tutejszym cmentarzu reprezentuje mały, drewniany krzyżyk, przechowywany w równie małej, co symbolicznej kapliczce.

Proella…

Tam idźmy…


A opisy zostawmy Byronom i Słowackiemu, co stojąc na skale w Pornic, wieszczył swoją Geneziz z ducha




sobota, 18 lipca 2026

Ouessant. 18 lipca. Drugi spacer...

Dziś porannej kawy nie odpuszczam, wychodzę później, niż wczoraj, ale spokojniejszy. Już wiem, że obejście Wyspy w jeden dzień jest niemożliwe. Może rowerem, szerokimi ścieżkami, ale to będą skróty, a ja chcę linią brzegową.


W porcie Stiff, gdzie przystań promowa, skręcę w lewo. Od tej chwili wszystko co piękne, będę miał przed sobą, a to co piękne i groźne - po prawej.

Dziś Słońce odwraca się do mnie plecami. Ale nie na długo.

Idę…

- Pytasz, Małgosiu, jak pachnie tu powietrze?

- Popatrz na kamień, trawę, niebo, wodę, a poczujesz to, co ja. Wszystkie żywioły się tu zmówiły. Jak w baśni…

Idę…


Pierwsza (umownie) część drogi, do zatoki Yuzin, jest dość monotonna. Wyzwaniem jest tu wyłącznie znaleźć właściwe miejsce pod stopę. Druga szuka rymu. Nim go znajdzie, jeszcze chwilę wisi w powietrzu. Zatrzymuję się, jeśli chcę wyjrzeć przez „okno”…

Krajobraz zmieni się gdzieś na 9. kilometrze, na wysokości wyspy Île Keller, tuż przed zatoką Yuzin. Île Keller. Dziwna to wyspa. Zagadkowa. Jeśli ukrywa się tam hrabia Monte Christo, to ubogo mieszka. 


Co krok zmiana kierunku, co zakręt, to nowa kamienna batalia. Kamienne stągi napierają na siebie i pochylają ku wodzie, ale nie poddają się sile żywiołu… Ustoją.


I ja ustałem dziś swoje 25 km. Pół Wyspy, ćwierć bagietki (z masłem serem i awokado), dwa batony i litr wody w plecaku starczyły. Jestem kontent.

To był dobry spacer. I dobry dzień.




















piątek, 17 lipca 2026

Ouessant. 17 lipca...

Dzisiejszy spacer. Poświęciłem dla niego poranną kawę. Co jeszcze miałem oddać? Może trzeba było wstać na budzik? Gdyby nie te nocne heheszki w sąsiednich namiotach do północy, może…


Wyruszam o 9 z minutami. Postępuję zgodnie z „instrukcją” - żadnej zabawy telefonem. Żadnych zatrzymań na zachwyty czy zdjęcia. Patrzę przed siebie, pod nogi i w lewo, gdzie strome zbocze.

Idę.

Wybieram ścieżkę biegnącą najbliżej krawędzi. Adrenalina. Lubię. Niebo niebieskie, świeci słońce, w plecy wieje chłodzący gorąc wiatr.

Zbieram muszle, wiem, gdzie są. Zawsze w tym samym miejscu, jak masło w lodówce. 


Uwielbiam te ścieżki. Bolesne i radosne. Kamienne lub pokryte miękką, jak gąbka, darnią. Szerokie na jedną stopę, lub na rower z przyczepką. Kłują ostre kolce jeżyn (choć może to coś innego). Za wcześnie odpiąłem nogawki i teraz już nie chce mi się ich zakładać. Ścieżka to pnie się wzwyż, to opada, skręca w lewo, prawo. Co jakiś czas mija mnie jakaś para lub pół…


Pół Wyspy, pół dnia, pół kilograma muszli w plecaku. Ale patrząc na mapkę jestem kontent. 21 km - to całkiem dobry spacer.

21 km to dobry wynik. Połowa planowanej trasy I pół kilo muszli w plecaku. Zapytacie po co muszle? Do akwarium, oczywiście.


Jest jeszcze wcześnie. Wsiadam na rower i podjadę pod skały…

Na moją ulubioną stronę.










czwartek, 16 lipca 2026

Ouessant. 16 lipca. Pierwszy deszcz…

Oj, (chyba) będą rozczarowani ci, którzy dziś tu przypłyną. Ale nie ja. Znam ja zbyt dobrze kaprysy atlantyckiej pogody.

Więc pada. Pada od 10. Przestanie o 13. Niebo barwy stalowych magnolii nie szczędzi wody. Ci, którzy dotarli na kemping prosto z przystani, wykręcają z ubrań wodę. Dla „wczorajszych”, łazienka staje się arką. Może nie ocalenia, ale przynajmniej parasolem (a dokładnie: paraplui).


Pada. Nie będzie dziś zdjęć. Na wyjście, które planowałem, jest już za późno. Jutro. Jeśli nie będzie padać.

Punktem wyjścia dla wczorajszego „wczesnego Zemły” (jedno z moich ulubionych) był, - co zdarza się pewnie także artystom - czysty przypadek. Plan nieustawiony. To był moment, chwila… 

(„Wczesny Zemła” - chodzi o zdjęcie podpisane: „W ostatniej chwili”…)


13 - Przestaje padać, choć w każdej chwili może zacząć znowu. Idę na kawę.

14 - Cmentarz. Chodzę przez godzinę z rękami w kieszeniach (zimno), a w kieszeniach - różaniec.

16 - Słońce przebija się przez szczelną zasłonę chmur. W pojedynku słońce - deszcz 1:1, znaczy się - remis.

17 - Przyjemny, ciepły wiaterek. Idę wypompować wodę z namiotu…

18 - Będzie jeszcze spacer… Może nawet długi...


Dla tych, co tu jeszcze nie byli (a planują) - mapka Wyspy. Ta jej linia brzegowa…!

Jutro, jeśli nie będzie padać, planuję ją obejść. W całości. O ie nie będę bawił się telefonem…




środa, 15 lipca 2026

Ouessant. 15 lipca. Krótki spacer północnym brzegiem...

Mała czarna pod czarną banderą…


Nividic…


Izomorf. Żółw lądowy…


W ostatniej chwili…


Creac’h…



Góra stoi...


Zatoka Yuzin…


Dwaj chłopcy łowiący ryby...

Rower stoi...

Namiot też…

Ouessant. 15 lipca...


Dziś zaczynam od miejsca, a nie daty, - bo to mógł być każdy inny dzień tygodnia, miesiąca…

Wyspa. Odmieniana wcześnie przez tyle przypadków i czasy, dziś, 35. dnia, - jestem tu.


Po wczorajszej nocy na dworcu w Breście, w oczekiwaniu na poranną przeprawę, gdzie przysnąłem może na godzinę, - dziś śpię długo. Aż się wyśpię.


Śniadanie. Bagietka, ser i masło. W końcu - masło! Kosztuję go, jak egzotycznej przyprawy, chowam przed słońcem, jak przed złodziejem. Pierwszy raz od miesiąca…. Demi-sel. Moje ulubione.


Idę na kawę. Już nie jadę, a - idę. Niedaleko kempingu, obok kościoła, który w remoncie, więc zamknięty, i cmentarza.


Lampaul. Centrum Wyspy. Piekarnia, 3 sklepy spożywcze, butiki z pamiątkami, poczta, kilka restauracji. W jednej z nich Francja przegrała wczoraj swoją szansę na finał. Nie oglądałem. Bałem się, że nie będę potrafił ukryć emocji z wygranej Hisz-panów. 

Może dziś obejrzę drugi półfinał…

Ale to dopiero wieczorem…

😀


Pogoda, jak na zdjęciu…

Pranie schnie w mig.

Namiot stoi…