Myślałem, że to zły sen, ale nie. Zostawiłem na noc ładowarkę z bateriami w kuchni/łaźni. Robię tak zwykle na mniejszych, mniej ludnych, jak ten, kempingach. Mam już doświadczenie z Paryża, sprzed 10 lat, więc staram się być ostrożny. Wstaję przed świtem, zanim wejdą czyściciele. Tu jednak byłem zdeterminowany, bo skończyło mi się „paliwo” do nawigacji…
No i… stało się. Zabrał je ktoś jeszcze w nocy, a może jeszcze wieczorem. No, cóż. Pierwsza strata. Teraz będę musiał kupować zwykłe paluchy. Para starcza na jeden całodzienny przejazd. Szkoda ładowarki. Szkoda…
Strząsam więc proch kempingu tego z obuwia mego i jadę na Mszę do Bractwa Kapłańskiego św. Piotra. I tu są, w Angers. W kościele Notre-Dame-Des-Victoires. Opodal katedry.
Po południu jadę do Cholet. Stamtąd, przez Nantes do Brestu. Ale to dopiero w poniedziałek.
Miłej Niedzieli Wam. :-)























































