Rouen

Rouen

poniedziałek, 17 sierpnia 2026

Pod wpływem Drogi...




Jest szósta rano. Choć wcale tu zbędny, dzwoni budzik. Chłód poranka działa jak zimny prysznic i narzuca reguły, którym nie sposób się oprzeć. Obok drewnianej ławy, na której poprzedniego wieczoru rozłożyłem śpiwór ciągnie się asfaltowa ścieżka. Nie widać ani jej początku ani końca. Ktoś przejeżdża, udając, że mnie nie zauważa. Kiedy indziej śpię w namiocie. Tuż obok płynie Sekwana, a ja osłonięty kępą drzew. Kemping z prawdziwego zdarzenia, z prysznicem i ciepłą wodą też będzie, ale jeszcze nie teraz.

Może dziś wieczór...



Laon. Też szósta rano. Plac przed katedrą jest jeszcze pusty. Pierwszy przechodzeń. Echo kroków jest jak muzyka. Nim wybrzmi do końca, zapisze się w pamięć i już mnie nie opuści. Zostanie na zawsze.

- Skądkolwiek przychodzisz, pozdrawiam Cię...

A ja? Znowu jestem niewidzialny. Jak woły, co wieki temu wciągały na to wzgórze wyładowane kamieniem wozy, a teraz same dźwignięte przez budowniczych, hen wysoko, odpoczywają po swoim trudzie.

Więc jestem tu, ja, Quasimodo…


Noc spędzę w głębokich (i ciemnych nawet za dnia) ościeżach mojej katedry, w portalu południowej nawy. Sen płytki, bo w głębi placu trwały zwierzenia dwojga ludzkich istot. Ale ja bardziej niż ludzkiej, słucham mowy kamieni. W porach dłoni wciąż drobiny wapiennej skały, z którą żegnałem się wczoraj w Soissons.

- Jedź! - mówiła. - Ale bądź wierny!

Obiecałem…

A dziś jest już Ona - Notre Dame de Laon...


Gotyk. Wyłania się z czasu, w którym ustala się i broni swoich granic (i praw) rządzone przez Kapetyngów - Regnum Francorum. Wciąż jeszcze romańska bryła rośnie, ale nowa myśl i gorąca miłość już ją przekształca i wydelikaca. Róża pnie się wzwyż, karmi się światłem, staje się coraz lżejsza, koronkowa; coraz szerzej rozkłada gałązki liści. Jakby chciała wyrwać się do lotu. Wciąż jednak - mocno ukorzeniona - pozostaje na miejscu. Żebyś mógł zobaczyć.


Laon, Reims, Senlis, Soissons. Beauvais… Oto moje Ogrody. I Droga do nich. Podróż, która trwała długo. Latami...

Kamienne Róże połączone ze sobą w miłosnym uścisku.

Niebo z ziemią, materia z duchem.

Bardziej już się nie da...


wtorek, 4 sierpnia 2026

4 sierpnia. Beauvais. Katedra św. Piotra i…

Notre-Dame de la Basse-Œuvre...


Beauvais. Jestem tu po raz trzeci, dziś jednak „tylko” przejazdem. Jadę do Laon. To „po drodze”. Po drodze do ostatnich na trasie katedr Pikardii: Senlis i Soissons.


Tym wyborem porzucam drugi z wariantów drogi do Laon i wizytę w Saint-Denis. To była ważna, równorzędna opcja. Jedna i druga ważyła tyle samo. Jest ból. Rozumiesz to, prawda…?

Beauvais. 2 lata temu katedra była w okopach, odstawiona zakrywającymi kamień i okna rusztowaniami. Trwały przygotowania do obchodów 800. lecia. Dziś chciałem ją zobaczyć w nowej szacie. Popatrzcie i Wy…


A skąd tu Notre-Dame de la Basse-Œuvre? To pozostałość po dawnej przed-karolińskiej jeszcze świątyni. I gdyby nie zamykająca nawę nowej katedry ściana, jakby - katedra w katedrze…


Tak to wyglądało. Stara, romańska świątynia stawała się placem budowy dla nowej, gotyckiej. Istniejącą rozbierano w miarę, jak postępowały prace. Tu budowa skończyła się na ramieniu transeptu. Ta maleńka „przybudówka”, to nie schowek na narzędzia, czy hotel dla budowniczych, ale to, czego nie zdążono wyburzyć w trakcie prac…


Tak więc mamy w Beauvais dwie katedry: (byłą) starą i nową. I obie w pewnym sensie - niedokończone. I obie trwają. Osobno, a jednak nierozdzielnie…


I znowu zdjęć będzie brak... Może spróbuję z innego miejsca. Choć to już druga z prób...

3 sierpnia. Vernon - Beauvis (przez Gisors)...

        (tu miało być zdjęcie, ale niestety nie chcą się ładować a bez zdjęć takie wpisy nie mają sensu. Ale przynajmniej wiecie, że żyję...):


„Dwóch weszło do świątyni, aby się modlić. Jeden wyszedł bardziej usprawiedliwiony, niż drugi…”

(Myślę o nich) na drodze do Beauvais… Jeden z nich tam jedzie...


        (tu też miało być zdjęcie...):


3 sierpnia. Droga do Beauvais (przez Gisors)…

Mijam ogrody różane i dom Moneta. Jego obrazy widziałem już w Rouen, więc niech Mistrz mi wybaczy, a Wy darujcie, - ale nie dziś. Z Vernon wyjeżdżam zbyt późno, by zrobic kolejny i na pewno nie krótki postój w Giverny. Poza tym - tłumy tu…!


Droga dzis i pogoda cudne. Od Vernon do Gisors - asfaltowa ścieżka śladem łączącej kiedyś oba miasta jednotorówki. Drzewa po obu stronach - przyjemny chłód. Cień, dużo cienia, bo na zewnątrz - (cud) słońce…


Wczoraj wieczorem pojechałem na kemping. 15 km od Vernon. Myślałem, wykąpię się, naładuję baterie (tych akurat ładować nie musiałem, bo mi je ktoś zawinął z ramy - druga strata), a tam - przysłowiowa „murzyńska chata”. Hałas bieganina, a nadto grunt tak twardy, że bez młotka szpilki bym nie wbił. Uciekłem i noc spędziłem nad Sekwaną…


Jadę ode wsi do de wsi. Jest pięknie, a „rower jest wielce o’kej”...😊


        (i tu też...):


3 sierpnia. W drodze do Beauvais. Nocleg.


20 km przed Bevauis… Jest parne popołudnie. Idzie na burzę. Burza mnie szuka, chce awantury, ale mnie nie znajdzie. A jeśli już, poczęstuję ją świeżą (wciąż) jeszcze bagietką z chorizo. Masło w bonusie, demi-sel…

Le Vaumain i „schowek” pw. Św. Piotra i Pawła. Zamknięty. Apostołowie czynią więc honory na zewnątrz, będą nocną strażą.

A Ty, Aniele mój, też nie śpij...


niedziela, 2 sierpnia 2026

Vernon. Ulica…

Kocham tą architekturę, Po prostu.

I niech nikt nie próbuje tego prostować…







2 sierpnia. Vernon. Bach, Bach i jeszcze raz Bach...




„Zerknij uchem, posłuchaj okiem”…

ps. co do mnie, nie lubię, kiedy krzesła odwraca się tyłem do prezbiterium…

2 sierpnia. Niedziela w Notre Dame de Vernon...

i X niedziela po Zesłaniu Ducha Świętego.


Ps 16:8; 16:2

Strzeż mnie, o Panie, jak źrenicy oka; w cieniu Twych skrzydeł mnie ukryj.

Ps 24:1-3

Ku Tobie wznoszę duszę moją, Panie, Boże mój, Tobie ufam, niech nie doznam wstydu; niech się nie śmieją ze mnie wrogowie moi, wszyscy bowiem, co ufają Tobie, wstydu nie doznają.


Collégiale Notre-Dame de Vernon - Niedziela, jak się patrzy! 














1 dzień sierpnia. Nocleg w Rouvray... W drodze do Vernon.

Ach, jak piękna jest ta chwila, w której podejmujesz decyzję, że to tu, a nie gdzie indziej. Jeszcze się wahasz, ale jakiś głos podpowiada ci, że trzeciej takiej okazji (pierwszą właśnie zostawiłeś) już nie spotkasz…


Placyk między cmentarzem a merostwem. Tu postawię namiot. Budynek jest tak mały, że wydaje się, że mer przyjmuje interesantów nie w środku, a przy stoliku, przy którym właśnie jem kolację. A dni przyjęć ustala się według prognozy meteo…

Scenariusz prawie możliwy, więc muszę po sobie dobrze posprzątać…


Zachodzi słońce. Wokół kompletna cisza. Tylko pies gdzieś daleko nie może pogodzić się, że kończy się tak piękny dzień…

Ehh, chyba ukroję sobie jeszcze kawałek bagietki…