Rouen

Rouen

piątek, 10 lipca 2026

10 lipca. Chaumont-sur-Loire - Amboise - Tours.

Po nocy - tak, lubię - w polu, „szybka” czarna (na stojąco, ale przy stoliku i w dobrym towarzystwie) i w drogę. Do Tours. Po drodze - Amboise.


Zamki i pałace…

Chambord, Blois, Amboise… siedziby panów, książąt i królów. Zostawiam je bogatym. Bynajmniej nie dlatego, że za wejście do zamku trzeba zapłacić 20 euro. Ja, ubogi (nie tylko duchem) odwiedzam kościoły i cmentarze. To moje pałace, zamki, twierdze…

Po to tu jestem.

Miłego…

😀


Z Tours nie wysyłam zdjęć. Opisałem i objaśniłem to miejsce już chyba 2 razy...

O 21:10 mam pociąg do Port-Boulet. Tam robię wyjątek. Odwiedzę zamek w Chinon, miejsce, z którego w roku 1428 armia królewska pod dowództwem Joanny d’Arc rozpoczęła zwycięski marsz na Orlean.


Tu, w Val de Loire każdy kościół ma jej figurę.






9 lipca. Blois i gotycki kościół Saint-Nicolas...

Blois. Piękne miasteczko położone na wzgórzu nad Loarą. Uliczki i małe knajpki ze stolikami na chodnikach na 2 osoby. Idealne miejsce na kolację. Dla niej i dla niego. Ja, niestety jestem tu z rowerem, więc się nie mieścimy.


Kościół. Widoczny już z daleka z pociągu. Długo „wisiał” na mapie. W końcu tu jestem. Widoczny z dołu, z poziomu Rzeki, ale trudno do niego trafić w wąskiej zabudowie krętych uliczek.

Wchodzę. Grają organy. Młody chłopiec. Uczy się, co słychać, ale jest żywa muzyka, nie z taśmy…

Sesja zdjęciowa. I nie tylko…


Jadę dalej. W stronę Tours. Szukam miejsca pod namiot. Długo nie musiałem.

Po dwóch nieprzespanych nocach w łóżku, - zbyt wygodnie - wracam do namiotu.









czwartek, 9 lipca 2026

9 lipca. Orlean.

Wpadłem tu tylko na lody w drodze na dworzec, skąd pociągiem podwiozę się do Blois-Chambord.


Orlean. Byłem tu lat temu 11, w drodze do Saint-Benoit. Później raz jeszcze w podobnych okolicznościach. Katedrę obejrzałem więc i znam dość dobrze, ale… „grzechem” przeciwko Kamieniowi byłoby tu dziś nie wejść… Mam jeszcze 2 godziny do pociągu, a dworzec tuż, tuż.

Lody też poczekają… 


Kamień na południowym transepcie wypiękniał, odmłodniał. Wewnątrz - tu bez zmian. W katedrze - relikwie Drzewa Krzyża Świętego.

Do Blois jedziemy. Tam jeszcze nie byliśmy…

Allons-y!

Miłego…!


Kilka zdjęć...





















8 lipca. Saint-Benoit... dzień, wieczór i jeszcze jedna noc…

Jeśli kto mniema, że można stąd - ot, tak sobie - wyjechać, jest w błędzie. I ja w nim tkwiłem, ale tylko przez chwilę. Zostałem na kolejną noc. Wyjadę stąd (jeśli to możliwe) jutro. Zaraz po śniadaniu.








środa, 8 lipca 2026

8 lipca. Saint-Benoit. L'Abbaye de Fleury…

Dla pielgrzymów dostępne jest tu wszystko: czas przeszły, czas teraźniejszy. Z wyjątkiem ścisłej klauzury. Gości chcących zanocować, albo zatrzymać się dłużej, Mnisi przyjmują w hotelu.


Dzieje opactwa, dłuższe niż Loara... Piękne jest to miejsce, gdzie Rzeka meandruje, jakby nie mogła się zdecydować, czy i kędy dalej. To właśnie miejsce ponad 14 wieków temu wybrali mnisi z Monte Cassino na kolejną siedzibę. Kilkadziesiąt lat później sprowadzili tu relikwie swojego założyciela, Św. Benedykta. Tędy, w lipcu 1429 Joanna d’Arc prowadziła królewską armię na Orlean...


Jestem tu, jeśli dobrze policzyłem, 4 raz. Ilekroć jadę z południa na północ lub w poprzek, albo, jak w tym roku - na skos, nie mogę minąć tego miejsca.










I za każdym razem szukam tego kapitela. Sprawdzam, czy wciąż tam jest. Tak różny w szczegółach i temacie od pozostałych; zniszczony upływem czasu, a jakby niedokończony. Ledwie dostrzegalny… a zarazem - bardziej niż inne, w lepszym stanie - nicuje, niepokoi…


Epizod z Saint-Benoit i Herbert. Mowa kamienia. Milczenie kamienia.

Zmierzyć się z tematem. Nigdy nie jest za późno.

Nawet dziś…


W krypcie pod prezbiterium - relikwie Św. Benedykta, patrona Europy...


Po południu wyjeżdżam do Blois. Później Chinon, Cholet. Przez Orlean jadę. Obok, szerokim nurtem toczy swoje wody Loara…

„Wszystkie soki drzew spłynęły tą rzeką…"


Allons-y!

wtorek, 7 lipca 2026

7 lipca. Droga do Saint-Benoit i jeszcze więcej...

 7 lipca. Droga do Saint-Benoit i jeszcze więcej...



Z dwóch, jakie podają mi dwie różne aplikację, wybieram drugą.

Pierwsza ciągnie się linią prostą, równoległą do nieskończoności. Druga jest krótsza, niż nieskończoność, ale dłuższa o 15 km od pierwszej. Za to spokojniejsza, bardziej przyrodnicza. No, i - co przeważyło - daje większą swobodę wyboru miejsca pod namiot.

Co też było do okazania.

Podróżna „pierwsza" klasa. Zawsze w cenie.

 

A pierwsza kawa dopiero na 30 km. Ale za to jak smakowała…!

Przede mną jeszcze 25 km drogi.

W Saint-Benoit zatrzymam się na nocleg. U Benedyktynów…



Delektuję się tą jazdą, a zarazem spijam łapczywie, chciwie, każdy jej metr. Jak wodę z butelek, która właśnie się kończy…

Spowalniam (jakbym czuł, że jeszcze nie jestem gotowy). Zatrzymuję się częściej, niż to konieczne, by za chwilę znowu… przyspieszyć...



7 lica. Saint-Benoit. l”Abbaye de Fleury - Opactwo Benedyktynów nad Loarą.




Jam grzesznik doskonały…

Na jednym z kapitelów narteksu… na tym właśnie (bo jest ich tu więcej) Anioł walczy z diabłem o moją duszę...

Wynik tych zapasów nie jest jeszcze znany. Jeśli nie wziąć pod uwagę wymowy sąsiedniego kapitelu, na którym


szatan trzyma mocno

oderwaną rękę (Jacoba)

pozwalając reszcie

wykrwawić się między

czterema niewidocznymi skrzydłami


Anioła…

Tak, lepiej wejść do Królestwa Niebieskiego bez jednej ręki, niż z dwoma być wrzuconym w czeluść…

Gdzieś tu jestem.

Ja, grzesznik doskonały…

Jestem tu...


Saint-Benoit. Nieszpory, kolacja. Hotel przy opactwie. Naszykowano mi tu łóżko. Ale jak ja po tych czterech tygodniach będę spał w łóżku?

Na szczęście w pokoju jest też podłoga…