Rouen

Rouen

sobota, 20 czerwca 2026

20 czerwca. Z Tournus do Mâcon…

Nocleg nad Saoną. Tak, jak lubię. O 6:30 pobudka. Zapas wody w bidonach starcza na poranną toaletę. O 8 ścieżką wzdłuż Saony ruszam dalej do Mâcon. To już tylko 30 km.

Pogoda dopisuje. Jedzie się przyjemnie. Bardzo przyjemnie.


O 11 jestem na kempingu. Szukam miejsca, stawiam namiot, prysznic, małe co nieco i na miasto. Sprawdzę, ile czasu zajmie mi dojazd na dworzec, z którego jutro rano pociągiem do Lyonu. Do Św. Jerzego. Taką sobie przygotowałem niedzielę.


Mâcon. Szukam miejsca na pierwszą kawę. Jest 14, a że pierwszej kawy nie pijamy byle gdzie, szukam długo... Ostatecznie i tak ląduję na dworcu. Ehhh, ale i tu kawa smakuję kawą.


W Mâcon są dwie katedry. Pierwsza z niech, to Vieux Saint-Vincent (jak w Beaune, tego samego Wincentego - męczennika z Saragossy). To już była katedra, nie gotycka wprawdzie, ale w przeciwieństwie do obecnej - dawna. Na romańskich założeniach. Do dziś zachowały się z niej dwie wieże i narteks. Muzeum wciąż w remoncie…


Druga, obecnie pełniąca funkcję kościoła katedralnego, to budowla neoklacystyczna. Brrr! Szybko stamtąd uciekłem. Nie moja geometria. Nie mój kamień.


Wytchnienie znajduję u św. Piotra. To z kolei budowla w stylu neo-romańskim. wzniesiona w XIX wieku, ale tu przynajmniej można już oddychać. Idę za światłem. Na zewnątrz 36 stopni...


Urocze bywają te powroty do stylów, wydawało by się już, jak niektóre wulkany, albo przyjaźnie - wygasłych. A jednak... Tu, nie da się tego nie zauważyć, architekt wyraźnie inspirował się gotykiem. Wystarczy.

Zobaczcie sami…


Jutro z Lyonu skręcam w… Alpy. Sprawdzić, czy jeszcze mogę…




















piątek, 19 czerwca 2026

19 czerwca. Z Beaune do Chalons nad rzeką Saona.

Z Beaune droga jeszcze przez dwie godziny z okładem prowadzi przez winne uprawy. W Chagny kończy się cieszący oko pejzaż, droga skręca nad kanał, i aż do Chalons jadę już w podcieniach drzew. Od wody ciągnie przyjemny chłód.


W mieście katedry św. Wincentego, ale nie tego z Ferrary, tylko z Saragossy, diakona i męczennika z początku IV wieku (304) - upał. Piję wszystkie możliwe, z wyjątkiem wina - na to przyjdzie jeszcze czas - napoje. Upał nie odpuszcza. Gorąco jest nawet w cieniu.


Słońce wypaliło mi piksele w matrycy nawigacji. Aj-fon wysyła mi alert, że jest przegrzany.


Wchodzę do katedry. Katedra gotycka, ale tylko z nazwy. Budowę rozpoczętą w ostatnich latach XI wieku, kończono dopiero V wieków później…

Fasada, którą flankują dwie wieże, jest jeszcze późniejsza - neogotycka.

Architektura bez wyrazu, bez tego czegoś… co stanowi o istocie i geniuszu gotyckiej sztuki i rzemiosła...


Kilka zdjęć do archiwum, że tu byłem. Może lepszych, niż te, które robiłem 10 lat temu. Idę do przylegających do południowej nawy gotyckich krużganków. A tam?


Może kiedyś (za ciężkie pieniądze) kupi to Muzeum sztuki współczesnej w Warszawie? 


Na koniec wizyty, którą zaksięgował siedzący u wejścia chłopiec (pewnie pilnował „dzieł sztuki”), sentymentalna przygoda z kotem. Ale tylko z kotem, choć na zdjęciu wygląda inaczej.

(nie wierzcie zdjęciom…)


O 20.30 biorę (nie, niestety jeszcze nie - prysznic) pociąg. Podwożę się do Tournus. To połowa drogi stąd do Mâcon, gdzie też jutro zatrzymam się dzień cały. Z noclegiem.


Jestem zmęczony dzisiejsza jazdą.

















czwartek, 18 czerwca 2026

18 czerwca. Kolegiata Notre Dame w Beaune...

Kolegiata Notre Dame w Beaune. Jedna z ostatnich wielkich, romańskich świątyń Burgundii. Ale kamień i jego układ w prezbiterium, niektóre zdobienia, w tym witraże, już zwiastują nowy styl.


W prezbiterium przepiękna tapiseria ze scenami z życia Patronki kościoła.

Witraże nie wymagają opisu…

No, i ta Madonna!


Wieża nad transeptem, to dodatek poźniejszy, renesansowy. Wzniesiona na planie kwadratu, choć wewnątrz, u podstawy, oktagonalna.

Wszystko tu zdaje się pachnieć już gotykiem… 

Notre Dame de Baune. Bardzo chciałem tu być. Bardzo chciałem ją pozdrowić.