Rouen

Rouen

czwartek, 23 lipca 2026

22 lipca. Dol-De-Bretagne...

Na początek opis z wczoraj, żeby nie tylko same zdjęcia…


22 lipca. W drodze…

Z Brestu do Lamballe pociągiem to bez kwadransa, dwie godziny jazdy. Pogoda przepiękna. Po chłodnym poranku nastaje ciepły dzień. Wiatr wieje na przemian to w plecy, to w twarz. Jadę powoli, niespiesznie. Droga rozwija się i łączy asfaltową wstęgą pola i małe miasteczka... Pléven (śniadanie), Plancoët, Trigavou (kolejna kawa), Saint-Guinoux (dłuższy postój).

Nie zdzieram opon, nie zrywam łańcucha. Jadę niespiesznie. Tu jest Bretania…


Saint-Guinoux. Tu rozchodzą się drogi. Jedna, wzdłuż zatoki z widokiem na Mont-Saint-Michel prowadzi do Avranches, druga skręca na Dol. Jest 14, a ja jestem dopiero w połowie planowej trasy. Do Avranches na wieczorny pociąg nie zdążę…


Pojadę więc krótszą trasą i w Dol - gdzie stara katedra Świętego Samsona, dwie stacje przed Avranches - wsiądę do pociągu. Jestem umówiony i nie chcę się spóźnić…

Co tracę? Ledwie pocztówkowe widoki. Ale jaka to strata? Właśnie wracamy na katedralną ścieżkę!


Katedrę Świętego Samsona opisałem już i oświetliłem nie raz, a pewnie i dwa. Ale czemu by nie przypomnieć?















wtorek, 21 lipca 2026

Ken ar c'hentañ. Do zobaczenia…

 


Ken ar c'hentañ. Do zobaczenia…

Ouessant. 7 dni i 7 nocy…

Wtorek…


A teraz Brest. Byle nocleg...

Jutro rano do Lamballe. Pociągiem. Coutances czeka…

poniedziałek, 20 lipca 2026

Ouessant. 20 lipca. Spacer trzeci, krótki…

Ouessant. Utopia, czy sen? A może stan umysłu?

- Odpowiedź jest w drodze…







Co też tu się wydarzyło…?




Nividic...





Creac'h...








niedziela, 19 lipca 2026

Ouessant. 19 lipca. „To tu”…

Myślałem, że na Ouessant znam już wszystkie ścieżki. Jakże się myliłem. Jadę pod latarnię Creac’h (są tu na cmentarzu nagrobki z tym nazwiskiem). Na wyjeździe z Lampaul skręcam prawo, później w lewo i znowu w prawo. Od tej chwili już nie muszę dokonywać wyboru. Jadę ku widocznemu brzegowi.

Pod latarnię i na wybrzeże prowadzi wiele dróg ścieżek szerokich i pomniejszych. Jadę i nagle staję jak wryty. Jestem przed… „To tu”.


A zdjęcie zobaczyłem wczoraj, szukając rozwiązania zagadki, jak w jeden dzień (można) obejść Wyspę…

Rozwiązania nie znajdę. Za to…

I gdybym jechał tu z wyraźnym zamiarem, ale nie, ja po prostu tędy przejeżdżam!

Dom poznam oczywiście po zdobiącym komin monstrum. Wygląda groźnie i niejednoznacznie. Opiekun to domu, czy tylko przelotem, jak ja? Znajdzie się w albumie o Wyspie.


- Dziękuję, że dzielisz się swoim szczęściem.



- Wiem, to nie jest miejsce na zadawanie pytań, choć cisną się drzwiami. I kominem…

Ouessant. 19 lipca...

VIII niedziela po uroczystości Zesłania Ducha Świętego. Odpoczywamy…


O Boże, przyjęliśmy Twe miłosierdzie w pośrodku Twojej świątyni. Jak imię Twe Boże, tak i chwała Twoja sięga krańców ziemi; prawica Twoja pełna jest sprawiedliwości.

Ps 47:10-11


Niestety, jedyny kościół na Ouessant zamknięty. Remont. Ale mimo to, wciąż daję się znaleźć w słowach dzisiejszego introitu: wszakże na „krańcu Ziemi” jestem..

Czyż i nie tu sięga chwała Twoja, Panie…?


Krańce Ziemi…

A jeśli spojrzeć na mapę z innej strony, lekko ją obrócić, Ouessant i cały archipelag pomniejszych wysepek wygląda jak łzy, co odrywają się od kontynentu i spadają w bezmiar wód. Starczy jedno, dwa spojrzenia…


Ale nie idźmy tam. Milczą o tym Ci, którzy stamtąd nie wrócili. Ich symboliczny pochówek na tutejszym cmentarzu reprezentuje mały, drewniany krzyżyk, przechowywany w równie małej, co symbolicznej kapliczce.

Proella…

Tam idźmy…


A opisy zostawmy Byronom i Słowackiemu, co stojąc na skale w Pornic, wieszczył swoją Geneziz z ducha




sobota, 18 lipca 2026

Ouessant. 18 lipca. Drugi spacer...

Dziś porannej kawy nie odpuszczam, wychodzę później, niż wczoraj, ale spokojniejszy. Już wiem, że obejście Wyspy w jeden dzień jest niemożliwe. Może rowerem, szerokimi ścieżkami, ale to będą skróty, a ja chcę linią brzegową.


W porcie Stiff, gdzie przystań promowa, skręcę w lewo. Od tej chwili wszystko co piękne, będę miał przed sobą, a to co piękne i groźne - po prawej.

Dziś Słońce odwraca się do mnie plecami. Ale nie na długo.

Idę…

- Pytasz, Małgosiu, jak pachnie tu powietrze?

- Popatrz na kamień, trawę, niebo, wodę, a poczujesz to, co ja. Wszystkie żywioły się tu zmówiły. Jak w baśni…

Idę…


Pierwsza (umownie) część drogi, do zatoki Yuzin, jest dość monotonna. Wyzwaniem jest tu wyłącznie znaleźć właściwe miejsce pod stopę. Druga szuka rymu. Nim go znajdzie, jeszcze chwilę wisi w powietrzu. Zatrzymuję się, jeśli chcę wyjrzeć przez „okno”…

Krajobraz zmieni się gdzieś na 9. kilometrze, na wysokości wyspy Île Keller, tuż przed zatoką Yuzin. Île Keller. Dziwna to wyspa. Zagadkowa. Jeśli ukrywa się tam hrabia Monte Christo, to ubogo mieszka. 


Co krok zmiana kierunku, co zakręt, to nowa kamienna batalia. Kamienne stągi napierają na siebie i pochylają ku wodzie, ale nie poddają się sile żywiołu… Ustoją.


I ja ustałem dziś swoje 25 km. Pół Wyspy, ćwierć bagietki (z masłem serem i awokado), dwa batony i litr wody w plecaku starczyły. Jestem kontent.

To był dobry spacer. I dobry dzień.