Rouen

Rouen

piątek, 26 czerwca 2026

26 czerwca. Le Mure - Corps...

Po ciężkich bojach z grawitacją jestem w Corps. Jest 17. Rozpiera mnie duma, bo rozjechałem wszystkie podjazdy. Żadnego prowadzenia się za rączki, choć pokusa była wielka. I ustałem! Jazda od zakrętu do zakrętu. Bez słów, niepotrzebnych grymasów.


Corps. Pogoda. Powietrze prześwietlone słońcem. Widoki piękne, ale zdjęcia w tak rozproszonym świetle nie wychodzą najlepiej. Nawet słabo. W oddali, trudno ocenić odległość - Mont Blanc. Bliżej już nie podjadę. Wieczór. Zanosi się na deszcz. Oby nie, bo pranie mi nie wyschnie.


Corps, miasteczko, czy raczej duża wioska? Gęsta zabudowa, uliczki wąskie, jedna główna z dwoma restauracjami. Hotel, poczta, sklep. Kupuję mydło i powidło. Na mydle zrobię pranie, powidło wypiję na kempingu. Chciałem klasycznie, na mieście (czy może dużej wiosce), przy stoliku. Ale powidła nie pija się byle gdzie...


Corps. Kemping. Ten właściwy jest 2,5 km, tzn. 250 metrów niżej. nad jeziorem  Nie pojadę tam. Na moim parkują 2 karawany i jest wszystko, co potrzebne do życia. Tzn. woda.


Corps, miasteczko (choć może raczej duża wioska). Stąd otwiera się droga do La Salette. Ale to dopiero jutro. 14 km podjazdu. Dziś idę spać.

Po wczorajszej/dzisiejszej nocy jestem zmęczony. Namiot postawiłem dopiero o 2 w nocy. I nie pytajcie proszę, dlaczego. Lekcja, którą musiałem odrobić sam. W ciszy...


Corps. Raczej duża wioska z miasteczkową zabudową…

 







czwartek, 25 czerwca 2026

25 czerwca. Grenoble i trzy (całkiem pokaźnej wielkości) podjazdy...

Brié-Et-Angonnes. Tu po wyjeździe z Grenoble kończy się pierwszy podjazd. Prosty. Znaczy się, nieskomplikowany technicznie. 7 km, 250 m. przewyższenia. Ale i tak pcham. Ktoś zatrzymuje się. Proponuje podwózkę. Dziękuję. Muszę zrobić to sam…


W Brié Odpoczywam godzinę, bo (wiem, że) przede mną dziś jeszcze większe wyzwanie. Główne danie. Ale najpierw aperitif - bajeczny zjazd do Vizille. I tu się zaczyna.

5, 10, 15…

Stąd do Lauffray, czyli najbliższego wypłaszczenia, na odcinku 9 km przewyższenie wyniesie... 700 m! To dużo. To bardzo dużo…


Pobocze wąskie. Na szczęście droga ocieniona. Uśmiecham się do każdego zakrętu. Nie uśmiecham się do kierowców, bo idę z głową pochyloną nad kierownicą. Widzę tylko pobocze i koniec daszka kasku. I czekam kolejnego zakrętu z nadzieją, że ujrzę kawałek płaskiego asfaltu.


Po trzech godzinach wspinaczki - jest Laufray! Chłodzimy się chwilę i dalej w drogę, ale nad dalszą drogą zawisły czarne chmury. To chmury deszczowe. Bardzo deszczowe. Oglądam je prze okno McD, gdzie właśnie ładuję baterie… Deszcz ratuje mnie przed ostatnim, trzecim dziś podjazdem. Niech będzie na jutro. Na śniadanie. Obiad może już w La Salette...










ps. czy ja przypadkiem nie jadę Drogą Napoleońską?

25 czerwca. Le Bourg. Przystanek autobusowy na drodze do Grenoble…

Siadam na ławeczce. W cieniu.. Na przystanku, tym po drugie stronie ulicy, wystawka książek. Wybiorę jedną i zabiorę ze sobą jedną. Przeglądam. Jest Diderot, dzieła wszystkie, tom IV i V. Twarda oprawa. Ważą za wiele. Nie wezmę. Wybieram „Mots d’excuse. Les parents ecrivent aux enseignants” - „Rodzice piszą do nauczycieli usprawiedliwienia”.


Może się jeszcze przyda. Rodzicem nie przestaje się być nigdy, a moje Dzieci (ma Fierte) nigdy nie przestają się uczyć…

🙃




24 czerwca. Le Touvet. Na drodze do Grenoble i jeszcze dalej...

Kiedy przychodź dzień kryzysu? Na to pytanie nie ma dobrej odpowiedzi. To może być dziś…

Droga dłuży się nieznośnie. Dużo wymuszonych postojów, w tym, mimo upału, także na jedzenie. Tripel Karmelitaner. Lek na bóle lewej łydki.

W drodze do Grenoble, które mijam i jadę dalej…


Mijam Grenoble?

No, chyba jednak nie dziś. Ledwie ruszyłem, zerwał się się wiatr tak silny, że rzucało mnie od prawej do Lefte. Znaczy się - lewej. Na drodze połamane gałęzie, gdzieś trzaska łamiące się drzewo, tumany kurzu. Zjeżdżam na kemping. Jest o tu, pod ręką. Lefte. Znaczy się lewą…


I to byłoby na tyle jazdy na dziś. Prognoza przewiduje opady do 21.

I to też jest piękne…😀




środa, 24 czerwca 2026

23 czerwca. Annecy - Aix-les-Bains.

 23 czerwca. Annecy.

Przede mną kawa i 16 km pchania roweru pod górę, albo… pociąg. Ale nie. Nie! Przynajmniej jedną stronę muszę przejechać rowerem. To ledwie 50 km. Spoglądam na mapę i już wiem, że będzie bolało. Ale przecież każdy ból kiedyś przechodzi. Tego pejzażu nie wolno oglądać z okna pociągu. Trzymam kierownicę - dwa końce dialogu, którego treści i przebiegu (+68) Wam nie zdradzę.


Ale nim opuszczę Annecy, pojadę na 47 Rue Carnot do Pierr’a Guy (na skecz w) sklepie z serami… To wyjątkowy sklep. Odkryłem go na językowym vlogu. Rekomendowany. Uznany. Miło się tu kupuje. Sprzedawca (pani) i temat powodują, że opuszcza mnie trema i po raz pierwszy czuję się dość swobodnie. Proszę o wybranie 7 serów do degustacji. Jadę do Les halles biltoki. To hala targowa, ledwie 300 metrów dalej, gdzie można degustować na miejscu produkty kuchni, głównie regionalnej. Sadowię się wygodnie na zewnątrz, zamawiam aperitif (białe i czerwone, oba pasują) i zaczynam…

Chevre sec, Beaufort, Tomme de Savoie, Gruyere, Comte, Plaisir Fermier, Bleu de Bonneval…

Skosztowałem Annecy...


Południe. Wyjeżdżam. Co się w drodze działo i jak trudne mogą być tu kilometry, doświadczyłem (posmakowałem) osobiście. Czy bolało? Nie powiem, to męska rzecz…

(Dagmaro, naprawdę chcesz tego?)


Aix-les-Baines. Przed miastem jeszcze szalony zjazd, którego się nie spodziewałem. Asfalt oddaje mi teraz to, co zabrał wcześniej. Uważam, że remis będzie sprawiedliwy.

Jadę na kemping. Nie podoba mi się. Nie będę rozkładał namiotu na żwirku. Jadę na drugi. Blisko. Kilometr dalej. Nad samym jeziorem. Przestronny, nie jak tamta kuweta. I tańszy. A na miejscu jest też restauracja, w której mogę się leczyć i ugasić pragnienie.

Francuzi przy stolikach. Jak można jeść w taki upał?!


Kilka zdjęć…

Czy poważę się jutro na drogę do La Salette? Zobaczymy. Jest taki odcinek, gdzie na dystansie 8 km wypada 1000 metrów przewyższenia.














poniedziałek, 22 czerwca 2026

22 czerwca. Annecy. Gdzie jest mój rower?

Nie mogę znaleźć roweru. Gdzie ja go przypiąłem? Tu zostawiam kask, gdzie indziej torbę. Wszystko przez ten upał. 36 stopni! Gdyby nie kask na głowie i buff, byłbym zgubiony...


Annecy. Odwiedziłem dziś (prawie) wszystkie kościoły.

Wychodziły mi na przeciw. Zapraszały otwartymi drzwiami. A w środku - przyjemny chłód. 

Annecy to też miasto katedry. Choć nie mo tu ”tej”, nie minę jej przecież. W końcu nie samym gotykiem człowiek żyje…


Łażę po uliczkach. Słucham grajka w bramie. Opieram się o mur. Kamień, który słońce minęło już dawno, wciąż oddaje ciepło.

Annecy śliczne, z tłumem słońca na chodnikach. Podcienie, pasaże, niespodziewane skróty… I nagle znajdujesz się w innym świetle, sam…


Co krok lodziarnia. W taki upał trudno się nie skusić, choć przecież nie na lody tu przyjechałem, a na deskę serów, ale ten gorąc…

Dziś nic z tego.

Jutro odwiedzę (mój) sklep z serami, Pierre Guy. Ale to będzie dopiero jutro, przed południem, przed wyjazdem.


Annecy. Piękne, choć kemping… Jak tu się wczołgałem? To na samej górze, ponad miastem. I wtedy spocony, zziajany, bez tchu, słyszysz te słowa. - Nie ma miejsc… 

Co robić? Schodzę powoli zrezygnowany. Mijam pierwszą posesję z pięknym ogrodem, zadbana. I wtedy przychodzi zbawienna myśl: - a co tam, zadzwonię…

Dzwonię. Wychodzi Pan. Krótka rozmowa. - Proszę bardzo…

I tak to się toczy…


Annecy. Gdzieś mi się zgubił rower. Idę go szukać. Gdzieś przecież musi być…













niedziela, 21 czerwca 2026

21 czerwca. Lyon - Ambérieu-En-Bugey - Camping Le Lac.

Dominus illuminatio mea, et salus mea: quem timebo?

Dominus protector vitæ meæ: a quo trepidabo?

… czyli 4 niedziela po Zesłaniu Ducha Świętego.

Niedziela, jak się patrzy!


Lyon. Msza w Saint-Gorges. Chrzest Hugo i Leona. Liturgia z pełną oprawą. Zerkam na telefon. Na telefonie wspomnienie z Chrztu Anieli i Henia, na którym byliśmy… Wzruszenie…

Pozdrawiam Was Dzieci, Wnuki, Beatko, Cezarku… 


Przypadek? Nie ma przypadków, są tylko zdarzenia…

I Msza tutaj.

Niedziela, jak się patrzy...


O 14 z minutami pociąg do Ambérieu-En-Bugey. Stamtąd pojadę do najbliższego kempingu. A może i dalej? Najbliższy cel z kolejnym noclegiem, to Annecy. Czeka tam na mnie deska serów. 


Lyon. Uciekam stąd, ale przed słońcem nie ucieknę. Nie ma dokąd. Pali bezlitośnie.

Ratunku. W pociągu ścisk, a ja wysiadam na pierwszej stacji! Jaimś cudem udało się wysiąść.

A teraz szukajcie mnie na drodze z Ambérieu-En-Bugey. do Corfuz.


ps. przyglądam się mieszkańcom, zasiadającym w restauracyjnych ogródkach. Jak można jeść w taki upał…?! Moje zapasy jedzenia wciąż w torbie.


Za Ambérieu-En-Bugey krajobraz zmienia się w górski. Kamień spogląda na mnie z góry groźnie, daje trochę cienia, ale to jeszcze nie Alpy. Prawdziwe wyzwanie czeka mnie za kilka dni...


O 19 docieram do kempingu Le Lac. 16 km przed Corfuz. Tu nocuję.