Rouen

Rouen

środa, 8 lipca 2026

8 lipca. Saint-Benoit. L'Abbaye de Fleury…

Dla pielgrzymów dostępne jest tu wszystko: czas przeszły, czas teraźniejszy. Z wyjątkiem ścisłej klauzury. Gości chcących zanocować, albo zatrzymać się dłużej, Mnisi przyjmują w hotelu.


Dzieje opactwa, dłuższe niż Loara... Piękne jest to miejsce, gdzie Rzeka meandruje, jakby nie mogła się zdecydować, czy i kędy dalej. To właśnie miejsce ponad 14 wieków temu wybrali mnisi z Monte Cassino na kolejną siedzibę. Kilkadziesiąt lat później sprowadzili tu relikwie swojego założyciela, Św. Benedykta. Tędy, w lipcu 1429 Joanna d’Arc prowadziła królewską armię na Orlean...


Jestem tu, jeśli dobrze policzyłem, 4 raz. Ilekroć jadę z południa na północ lub w poprzek, albo, jak w tym roku - na skos, nie mogę minąć tego miejsca.










I za każdym razem szukam tego kapitela. Sprawdzam, czy wciąż tam jest. Tak różny w szczegółach i temacie od pozostałych; zniszczony upływem czasu, a jakby niedokończony. Ledwie dostrzegalny… a zarazem - bardziej niż inne, w lepszym stanie - nicuje, niepokoi…


Epizod z Saint-Benoit i Herbert. Mowa kamienia. Milczenie kamienia.

Zmierzyć się z tematem. Nigdy nie jest za późno.

Nawet dziś…


W krypcie pod prezbiterium - relikwie Św. Benedykta, patrona Europy...


Po południu wyjeżdżam do Blois. Później Chinon, Cholet. Przez Orlean jadę. Obok, szerokim nurtem toczy swoje wody Loara…

„Wszystkie soki drzew spłynęły tą rzeką…"


Allons-y!

wtorek, 7 lipca 2026

7 lipca. Droga do Saint-Benoit i jeszcze więcej...

 7 lipca. Droga do Saint-Benoit i jeszcze więcej...



Z dwóch, jakie podają mi dwie różne aplikację, wybieram drugą.

Pierwsza ciągnie się linią prostą, równoległą do nieskończoności. Druga jest krótsza, niż nieskończoność, ale dłuższa o 15 km od pierwszej. Za to spokojniejsza, bardziej przyrodnicza. No, i - co przeważyło - daje większą swobodę wyboru miejsca pod namiot.

Co też było do okazania.

Podróżna „pierwsza" klasa. Zawsze w cenie.

 

A pierwsza kawa dopiero na 30 km. Ale za to jak smakowała…!

Przede mną jeszcze 25 km drogi.

W Saint-Benoit zatrzymam się na nocleg. U Benedyktynów…



Delektuję się tą jazdą, a zarazem spijam łapczywie, chciwie, każdy jej metr. Jak wodę z butelek, która właśnie się kończy…

Spowalniam (jakbym czuł, że jeszcze nie jestem gotowy). Zatrzymuję się częściej, niż to konieczne, by za chwilę znowu… przyspieszyć...



7 lica. Saint-Benoit. l”Abbaye de Fleury - Opactwo Benedyktynów nad Loarą.




Jam grzesznik doskonały…

Na jednym z kapitelów narteksu… na tym właśnie (bo jest ich tu więcej) Anioł walczy z diabłem o moją duszę...

Wynik tych zapasów nie jest jeszcze znany. Jeśli nie wziąć pod uwagę wymowy sąsiedniego kapitelu, na którym


szatan trzyma mocno

oderwaną rękę (Jacoba)

pozwalając reszcie

wykrwawić się między

czterema niewidocznymi skrzydłami


Anioła…

Tak, lepiej wejść do Królestwa Niebieskiego bez jednej ręki, niż z dwoma być wrzuconym w czeluść…

Gdzieś tu jestem.

Ja, grzesznik doskonały…

Jestem tu...


Saint-Benoit. Nieszpory, kolacja. Hotel przy opactwie. Naszykowano mi tu łóżko. Ale jak ja po tych czterech tygodniach będę spał w łóżku?

Na szczęście w pokoju jest też podłoga…

poniedziałek, 6 lipca 2026

6 lipca. Bourges. Katedra. Portal południowy…












6 lipca. Bourges. Naczynie światła…

Z tego „naczynia” piłem wczoraj światło dnia, światło wieczoru, światło nocy. Do dna…

Dominus illuminatio mea, et salus mea, quem timebo…?












A wieczorem…






Dziś katedra zamknięta. Jadę do Saint-Benoit. Jest opactwo nad Loarą…

100 km drogi stąd. 1,5 dnia jazdy. Może mniej...


niedziela, 5 lipca 2026

5 lipca. Bourges. Piękno miasta...

Piękno miasta nie podlega dyskusji. Jest poza znawstwem i dyletanckimi baśniami w rodzaju „de gustibus…”

Idę w uliczki starego, o rzymskim i średniowiecznym rodowodzie - miasteczka. Cofnąć czas. Naprawiać grzechy przeszłości. Byłem tu 12 lat temu, zatrzymując się ledwie na kilka godzin…

Idę po rozgrzeszenie. Ale nie na pokutę. Pokutą będzie wyjechać stąd…




3 razy błądziłem dziś w labiryncie uliczek. Po prostu nie mam tego „czegoś”, - nosa psa, instynktu przewodnika. Dwie skośnie biegnące uliczki z zabudową, spoza której nie widać nawet wież katedry, nagle się spotykają i dalej biegną już 3. Której bym nie wybrał, nie wrócę już do punktu wyjścia… Czasem, jak dziś, nici nie podała mi nawet Ariadna, - moja nawigacja…


W takim „porządku”, takim planie ukośnych linii stoi także bryła Notre Dame. Na wysokości bocznego wejścia uliczka biegnąc dalej, ku zachodowi, nagle „obcina” mur nawy…

Lepiej widać to z wnętrza.





Średniowiecznym cieślom lepiej wychodziły podparcia łuków. Chłopcy Justyny lepiej by to skleili…





I znowu skróty. Wąskie przejścia z uliczki w uliczkę. Tylko dla wtajemniczonych…


5 lipca. Niedziela w Bourges...

VI niedziela po Uroczystości Zesłania Ducha Świętego. Niedziela, jak się patrzy! Idę na Mszę. Nie do katedry, a do pobliskiej Notre Dame. To kościół i siedziba Bractwa Kapłańskiego Św. Piotra, potocznie zwanego Petrystami. Zgromadzenie umocowane na prawie kościelnym. Liturgia tradycyjna...

Kościół jest o 40 lat starszy od katedry. 1000 ode mnie...


To była szybka decyzja. Zostaję tu do jutra. Zabudowa starego miasta jest urzekająca, przepiękna. Jest gdzie usiąść, wypić kawę, zjeść, pomilczeć, a nawet pobłądzić, co wczoraj przydarzyło mi się w drodze powrotnej do namiotu.


W Bourges rozpoczynam drugą część wyprawy. Droga poprowadzi przez Krainę Loary, przez Saint-Benoit, Blois, Cholet do Nantes, skąd już rzut beretem (albo kaskiem) do Bretanii, na Wyspę.


Ale na razie jestem tu, w Bourges. Idę świętować Niedzielę. Czego i Wam życzę…

:-)




4 lipca. Bourges i Katedra Św. Szczepana...

Kilka zdjęć, nim pójdę spać, nim nie zasnę…

35 stopni na skali termometru, 396 stopni, prowadzących na taras katedralnej wieży, skąd widok na miasto, dach i ciąg łuków przyporowych, odprowadzających ciężar sklepienia na zewnątrz, ku ziemi.


Budowę katedry rozpoczęto w roku 1197, 20 lat po położeniu kamienia węgielnego pod paryską Notre Dame...

5 naw. 5 portali, a każdy z nich to osobna historia.


Puste nisze na fasadzie czekają na Was…

Każda ma swój balkonik i chroniący przed deszczem - zdobny, koronkowy baldachim…

Tylko to nieznośnie palące słońce...


Ale nie bójcie się. Jakby co, spragnionemu podam wodę. A w niedzielę (to już jutro) może nawet i wino…

Będzie obiad i deser. Ale nie lody, bo szybko popłyną…