Rouen

Rouen

czwartek, 11 czerwca 2026

11 czerwca. Dzień pierwszy/drugi

Noc w pociągu. 23:28 odjazd z dworca Berlin Hfb. - 8:11 przyjazd do Freiburga. Po drodze kilka zatrzymań. Ludzie wsiadający ze swoimi rowerami, ludzie wysiadający. Poznajesz wyznawców ze swojej sekty. Ten jedzie na Sycylię przez Alpy - przełącz Św. Bernarda (temu powinien buty wiązać), drugi wraca skądinąd, ale nie ma ochoty na gadkę, więc milczymy.

2-godzinna drzemka, potem krótkie, jak pociągowe fotele klasy 2 odloty na kwadrans, dwa, pociąg jedzie. Rowery wsiadają i wysiadają. Tylko mój stoi nieporuszony. Zasnął? O czwartej nad ranej koniec drzemki. Teraz już tylko czuwanie…

Ale nie ma co się pochylać nad zmęczeniem czy niewyspaniem. Pierwsze i drugie wrócą tu jeszcze razem z grawitacją. Za dnia wszystkim trzem trzeba będzie dać odpór.

Ale zostawmy to podróżne laboratorium, nie rozbijajmy atomu na to, czego nie widać, szkoda baterii. I atramentu…


Na zegarze 7:20. Ach, jaką mam ochotę na kawę! Nawet taką zwykłą, dworcową, ale wagon, gdzie ją podają jest za daleko. Wracam na siedzenie. Pod kontaktem mam telefon i macBooka. Nie zostawię ich bez opieki. Na dworcu wypiję Latte Machiato (4,50). To już za chwilę…


Freiburg Im Breisgau. Tu przesiadam się na rower i jadę do Colmar. To już po tamtej, właściwej stronie rzeki Ren… 50 km asfaltu i szutrów.

Oddycham. Żyję…






Nad leniwym nurtem Renu wznosi się czarna, bazaltowa skała, a na jej szczycie - perła - monaster, dziś - kościół parafialny. Perła z ducha już trochę gotycka, ale jeszcze nieśmiała, w wielu detalach wciąż romańska. Już się wyrywa ku światłu, ale okna zbyt wąskie, a prezbiterium zbyt krótkie, by napełnić nawę dostateczną ilością światła. W środku piękny ołtarz z xvi w.









Colmar i mylnie tytułowana katedrą, kolegiata pw. Św. Marcina. Kamień piękny, wielobarwny nie tylko z natury ale i światłem zachodzącego słońca barwiony. Wejdę tam jutro.


Colmar. Stare uliczki, poprzecinane kanałami, domy jak z bajki. La Petite Venice… więc tak wygląda Wenecja…

Jutro wejdę do kolegiaty, Muzeum zabawek zostawię dzieciom. W południe do Belfort.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz