Z Beaune droga jeszcze przez dwie godziny z okładem prowadzi przez winne uprawy. W Chagny kończy się cieszący oko pejzaż, droga skręca nad kanał, i aż do Chalons jadę już w podcieniach drzew. Od wody ciągnie przyjemny chłód.
W mieście katedry św. Wincentego, ale nie tego z Ferrary, tylko z Saragossy, diakona i męczennika z początku IV wieku (304) - upał. Piję wszystkie możliwe, z wyjątkiem wina - na to przyjdzie jeszcze czas - napoje. Upał nie odpuszcza. Gorąco jest nawet w cieniu.
Słońce wypaliło mi piksele w matrycy nawigacji. Aj-fon wysyła mi alert, że jest przegrzany.
Wchodzę do katedry. Katedra gotycka, ale tylko z nazwy. Budowę rozpoczętą w ostatnich latach XI wieku, kończono dopiero V wieków później…
Fasada, którą flankują dwie wieże, jest jeszcze późniejsza - neogotycka.
Architektura bez wyrazu, bez tego czegoś… co stanowi o istocie i geniuszu gotyckiej sztuki i rzemiosła...
Kilka zdjęć do archiwum, że tu byłem. Może lepszych, niż te, które robiłem 10 lat temu. Idę do przylegających do południowej nawy gotyckich krużganków. A tam?
Może kiedyś (za ciężkie pieniądze) kupi to Muzeum sztuki współczesnej w Warszawie?
Na koniec wizyty, którą zaksięgował siedzący u wejścia chłopiec (pewnie pilnował „dzieł sztuki”), sentymentalna przygoda z kotem. Ale tylko z kotem, choć na zdjęciu wygląda inaczej.
(nie wierzcie zdjęciom…)
O 20.30 biorę (nie, niestety jeszcze nie - prysznic) pociąg. Podwożę się do Tournus. To połowa drogi stąd do Mâcon, gdzie też jutro zatrzymam się dzień cały. Z noclegiem.
Jestem zmęczony dzisiejsza jazdą.
















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz