5:30 Pobudka. O 7 już na drodze. Noc zimna, spokojna, poranek świetlisty, dzień pełen obietnic...
7:30 kawa w pierwszym zajeździe (w Rosans - La Boule d'Or).
Trasa i kierunek wybrane nieprzypadkowo (nic nie dzieje się tu z przypadku), ale nie chciałbym jej pokonywać w kierunku przeciwnym. O, nie! Większa jej część, ponad 120 km, pełna zakrętów, prowadzi lekkim nachyleniem w dół. I tak będzie aż do Saint-Paul.
9 - przerwa śniadaniowa i suszenie namiotu.
10 - jedziemy…
Bon journée!
ps. wczoraj - doświadczenie ponad-fizyczne, które chcę zapamiętać: 12 km jazdy pod górkę w oparach przesiąkniętą wilgocią aury (jeden z 2 podjazdów na tym odcinku, na wyjeździe z Serres) i…jechałem, to jakbym to nie ja jechał, jakby mnie tu kto wciągnął.
Jak mawia klasyk: są na tym świecie rzeczy, o których się waszym fizykom nie śniło…
Ze skał wciąż spływa krystalicznie czysta, zimna woda…
Siste viator - bibe…!
Piję i jadę...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz