Dominus illuminatio mea, et salus mea: quem timebo?
Dominus protector vitæ meæ: a quo trepidabo?
… czyli 4 niedziela po Zesłaniu Ducha Świętego.
Niedziela, jak się patrzy!
Lyon. Msza w Saint-Gorges. Chrzest Hugo i Leona. Liturgia z pełną oprawą. Zerkam na telefon. Na telefonie wspomnienie z Chrztu Anieli i Henia, na którym byliśmy… Wzruszenie…
Pozdrawiam Was Dzieci, Wnuki, Beatko, Cezarku…
Przypadek? Nie ma przypadków, są tylko zdarzenia…
I Msza tutaj.
Niedziela, jak się patrzy...
O 14 z minutami pociąg do Ambérieu-En-Bugey. Stamtąd pojadę do najbliższego kempingu. A może i dalej? Najbliższy cel z kolejnym noclegiem, to Annecy. Czeka tam na mnie deska serów.
Lyon. Uciekam stąd, ale przed słońcem nie ucieknę. Nie ma dokąd. Pali bezlitośnie.
Ratunku. W pociągu ścisk, a ja wysiadam na pierwszej stacji! Jaimś cudem udało się wysiąść.
A teraz szukajcie mnie na drodze z Ambérieu-En-Bugey. do Corfuz.
ps. przyglądam się mieszkańcom, zasiadającym w restauracyjnych ogródkach. Jak można jeść w taki upał…?! Moje zapasy jedzenia wciąż w torbie.
Za Ambérieu-En-Bugey krajobraz zmienia się w górski. Kamień spogląda na mnie z góry groźnie, daje trochę cienia, ale to jeszcze nie Alpy. Prawdziwe wyzwanie czeka mnie za kilka dni...
O 19 docieram do kempingu Le Lac. 16 km przed Corfuz. Tu nocuję.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz