Warszawa, Dworzec Wschodni - Berlin też Dworzec Wschodni.
Przejazd spokojny, ledwie 5 godzin. W Berlinie - planowo. Wysiadam na Ostbahnhof. Zimno. Rozgrzeję się w drodze. Jadę do dzielnicy Mahlsdorf, gdzie mieszkają Przyjaciele rodziny. 14 kilometrów, z czego połowa, to deszcz. Tak wita mnie Berlin...
Mahlsdorf. Spotkanie po 10 latach. Siadamy w ogrodzie. Radość słuchania, sztuka rozumienia (języka) i milczenie, długie chwile milczenia, które nie rodzi zakłopotania…
Przyjaźń, która, jak łaska - na którą się nie zasługuje, spływa na dzieci Rodziców…
Przepyszny obiad, a właściwie obiado-kolacja.
I znowu siedzimy i rozmawiamy, ciekawi siebie. O 19.30 kurs na dworzec, tym razem, choć to ledwie 18 km, droga zajmuje mi 1,5 h. Jest chłodno i zanosi się na deszcz.
Berlin. Tak naprawdę nie lubię tego miasta. Nie rozumiem go. Jest tak kosmopolityczne, głośne i wielonijakie. Przepraszam, musiałem się poskarżyć. To za tę aurę.
Dworzec. Jest 22:30. Za godzinę pociąg do Fryburga. Zakupy na drogę. Kilka słów na dobranoc.
Jadę, gotyk woła...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz