Rouen

Rouen

czwartek, 18 czerwca 2026

18 czerwca. Beaune...

Po pierwsze - kemping.

W Beaune jestem przed 10. Droga, od samego Dijon prowadzi przez cudnej urody winiarskie wioski. To Route des Grands Crus de Bourgogne. Wszędzie, jak okiem sięgnąć, tarasy upraw. Jadę. Pod górę i w dół, i znowu... Nawigacja nie zna słowa litość. Droga prostuje się i wypłaszcza, ale tylko na chwilę. I znowu - zjazd, podjazd. I jeszcze raz… 





Słońce pali od samego rana. Na termometrze +34...

W końcu jest. Kemping. Doba zaczyna się około południa, ale nie czekam, wbijam. Jedyne, czego teraz pragnę, to kawa i woda. Kamień poczeka…


Po drugie - tak - kąpiel. Niestety, prysznic w serwisie. No, cóż...



Po trzecie - kawa. Dużo kawy. Café allongé, to jednak wciąż ledwie podwójne espresso, tyle, że z większą ilością wody, niż un Café. Wypijam i zamawiam kolejną.


Kemping w Beaune. Już go kocham. Mały, municypalny (ceny w takich nie przekraczają zwykle 15 euro), z kawiarenką i namiotem nad tarasem. Upał nie odpuszcza. Z aplikacji biletowej przychodzi alert, żeby (do pociągu) zabrać ze sobą napoje. To prognoza na najbliższe godziny, dni...

Mam ze sobą 4, litrowe bidony. Plus miejsce na ramie na dodatkowe 1,5 litra. Rower prawie wodny…


Idę na miasto. Kamień woła...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz