Rouen

Rouen

piątek, 31 lipca 2026

31 lipca. (z Bayeux do) Caen...

Z Bayeux nie odjadę daleko. Kolacja w Lasson, dłuższy postój. W głowie myśli, jak tu ułożyć drogę do katedr Pikardii, a jeszcze wcześniej - do Beauvais. I żeby w tym wszystkim było miejsce na Niedzielę. Kilometr później znajduję nocleg. To ostatnie do-godne miejsce, 12 km przed Caen. Pogoda sprzyja myślom. Namiot - nawet maty pod śpiwór nie położę - i kładę się spać. Chyba po raz pierwszy przed 22, choć tu wciąż dzień, wciąż widno. Cisza. Spokój. Tylko ptaki biją się o miejsce na gałęziach. Niech już idą spać.


Droga do Caen. Już dwie wieże kościoła Saint-Étienne, ale wchodzę na pierwszą kawę do Tabakierni i tu - olśnienie. Nie wsiądę, jak planowałem wcześniej, do pociągu. Nim skończy się druga druga kawa - nowa trasa, z dala od ruchliwej D 613, siedzi już w nawigacji.


Lisieux, zapytasz? A jak inaczej jechać do Vernon, gdzie niedziela, jak nie przez miasto Św. Teresy?


Caen. Dwa gotyckie, opackie kościoły, odwiedziłem już 11 lat temu w drodze do Bayeux. Dziś jadę w kierunku przeciwnym, vers dimanche - w stronę niedzieli. Ale o tym później.

Kręcimy…



Jakaż radosna ta droga dziś. Bawi się ze mną w chowanego, ucieka spod kół, wije się, jak piskorz (ryba to czy pies?), skręca raz po raz, a ja daję się nabrać. I po chwili znów wracam na planszę…

Błądzenie i znajdowanie drogi…

I to też jest piękne…

Nic to… 24 km do Lisieux…


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz