1 lipca. Awinion.
Wieczór.
A, jak Awinion - pałac i mury robią wrażenie.
C, jak cykady - w końcu poszły spać.
M, jak Mistral - daje czadu.
K, jak kemping - 3 gwiazdki.
P, jak podróż do A - 1,5 g. spóźnienia…
Ale jestem….
Zdjęć wieczornych kilka.
2 lipca. Awinion…
Poranek.
Nie spałem za wiele, ale przynajmniej poleżałem. Namiotem bujało w 3 strony. Ten Mistral, to istny tornador. Korony drzew gnie do ziemi, na ulicach tumany kurzu (mech lata w powietrzu, wszędzie pełno mchu…), ptacy do góry dupami latają.
ps. jak ja dziś złożę namiot?!
2 lipca. Awinion…
Przedpołudnie.
Idę zwiedzić dawną siedzibę Awiniońskich Niewolników, znaczy się - papieży.
Czy trzeba się tam jakoś specjalnie ubrać? Strój jakiś galowy? W sumie, to ja sam wyglądam już trochę, jak niewolnik…
Jak już zobaczę, co chciałem (Palais des Papes, romańską Notre Dame des Doms, Musee du Petit Palace), na wieczór i noc kolejną pojadę do Tarascone…
Do Św. Marty z Betanii, siostry Łazarza…
W drodze powrotnej na kemping wchodzę jeszcze na Pont Saint-Bénézet, most, z którego do dziś zostały tylko 4 przęsła. Zatańczyć z Mistralem…
Ustalęm…
Zdjęcia z pałacu…
Popatrzcie. Luksusów to papieże tu nie mieli.
Kule do gry nie w Boule…
A już po wszystkim…
Pojedziemy do Tarascone…























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz