Oj, (chyba) będą rozczarowani ci, którzy dziś tu przypłyną. Ale nie ja. Znam ja zbyt dobrze kaprysy atlantyckiej pogody.
Więc pada. Pada od 10. Przestanie o 13. Niebo barwy stalowych magnolii nie szczędzi wody. Ci, którzy dotarli na kemping prosto z przystani, wykręcają z ubrań wodę. Dla „wczorajszych”, łazienka staje się arką. Może nie ocalenia, ale przynajmniej parasolem (a dokładnie: paraplui).
Pada. Nie będzie dziś zdjęć. Na wyjście, które planowałem, jest już za późno. Jutro. Jeśli nie będzie padać.
Punktem wyjścia dla wczorajszego „wczesnego Zemły” (jedno z moich ulubionych) był, - co zdarza się pewnie także artystom - czysty przypadek. Plan nieustawiony. To był moment, chwila…
(„Wczesny Zemła” - chodzi o zdjęcie podpisane: „W ostatniej chwili”…)
13 - Przestaje padać, choć w każdej chwili może zacząć znowu. Idę na kawę.
14 - Cmentarz. Chodzę przez godzinę z rękami w kieszeniach (zimno), a w kieszeniach - różaniec.
16 - Słońce przebija się przez szczelną zasłonę chmur. W pojedynku słońce - deszcz 1:1, znaczy się - remis.
17 - Przyjemny, ciepły wiaterek. Idę wypompować wodę z namiotu…
18 - Będzie jeszcze spacer… Może nawet długi...
Dla tych, co tu jeszcze nie byli (a planują) - mapka Wyspy. Ta jej linia brzegowa…!
Jutro, jeśli nie będzie padać, planuję ją obejść. W całości. O ie nie będę bawił się telefonem…

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz