Jest jeden pociąg w ciągu dnia z Nantes, tam,Loara rozpoczyna swoje ostatnie 50 km biegu do Oceanu (albo jak kto woli - Zatoki Biskajskiej); pociąg, który omija Paryż i jego zatłoczone dworce. Ufff!
Siedzę w nim, a myśli moje podzielone. Jedne biegną już w stronę Brestu, skąd rano przeprawa na Wyspę, inne wracają do Angers i zamku Dobrego Króla René, gdzie wystawa gobelinów, ilustrujących ostatnią księgę Pisma św. - Objawienie (lub jak kto woli - Apokalipsę) św. Jana.
Wystawa, galeria, ekspozycja…? Jak to nazwać? Piękna Sztuka, która budzi (na przemian) podziw dla mistrzostwa, jeśli pod uwagę wziąć sposób przełożenia słowa na obraz, i grozę, gdy oczami (i duchem) przebiegam kolejne sceny.
Niezwykłe są też dzieje kolekcji. Wykonane na zamowienie Ludwika Andegaweńskiego pod koniec XIV wieku, 100 lat później - dzięki (dobremu królowi) René d'Anjou - wiszą już w katedrze miasta Angers. A później?
Z Wiki: „podczas rewolucji francuskiej tapiserie zostały zrabowane, rozproszone i wykorzystane do rozmaitych celów; część z nich wykorzystano jako dywany, dekorację ścian, a nawet - ocieplano nimi wnętrza stajni!
W przeciwieństwie do innych cennych średniowiecznych dzieł tekstylnych, które niszczono wyjmując złote aplikacje, zespół gobelinów z Angers wytrzymał próbę czasu niemal w całości…”
I cóż mam więcej napisać? Że obejrzałem? Tydzień tu, to mało. A i obejrzeć, to przecież też jeszcze nie wszystko…
W Breście kończy się druga część wyprawy. Powie kto, że szybko się uporałem? Jestem zmęczony i trochę poobijany. Z krótkimi przerwami jestem na adrenalinie już od 35 dni i zaczynam odczuwać tego skutki.
Jadę odpocząć.
Wiele, w tym całe zachodnie wybrzeże z La Rochelle i południową część Bretanii, którą właśnie przecina pociąg, zostawiam na przyszły rok.
O ile oczywiście, jeszcze jakiś rok przed nami…




























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz