Rouen

Rouen

wtorek, 7 lipca 2026

7 lipca. Droga do Saint-Benoit i jeszcze więcej...

 7 lipca. Droga do Saint-Benoit i jeszcze więcej...



Z dwóch, jakie podają mi dwie różne aplikację, wybieram drugą.

Pierwsza ciągnie się linią prostą, równoległą do nieskończoności. Druga jest krótsza, niż nieskończoność, ale dłuższa o 15 km od pierwszej. Za to spokojniejsza, bardziej przyrodnicza. No, i - co przeważyło - daje większą swobodę wyboru miejsca pod namiot.

Co też było do okazania.

Podróżna „pierwsza" klasa. Zawsze w cenie.

 

A pierwsza kawa dopiero na 30 km. Ale za to jak smakowała…!

Przede mną jeszcze 25 km drogi.

W Saint-Benoit zatrzymam się na nocleg. U Benedyktynów…



Delektuję się tą jazdą, a zarazem spijam łapczywie, chciwie, każdy jej metr. Jak wodę z butelek, która właśnie się kończy…

Spowalniam (jakbym czuł, że jeszcze nie jestem gotowy). Zatrzymuję się częściej, niż to konieczne, by za chwilę znowu… przyspieszyć...



7 lica. Saint-Benoit. l”Abbaye de Fleury - Opactwo Benedyktynów nad Loarą.




Jam grzesznik doskonały…

Na jednym z kapitelów narteksu… na tym właśnie (bo jest ich tu więcej) Anioł walczy z diabłem o moją duszę...

Wynik tych zapasów nie jest jeszcze znany. Jeśli nie wziąć pod uwagę wymowy sąsiedniego kapitelu, na którym


szatan trzyma mocno

oderwaną rękę (Jacoba)

pozwalając reszcie

wykrwawić się między

czterema niewidocznymi skrzydłami


Anioła…

Tak, lepiej wejść do Królestwa Niebieskiego bez jednej ręki, niż z dwoma być wrzuconym w czeluść…

Gdzieś tu jestem.

Ja, grzesznik doskonały…

Jestem tu...


Saint-Benoit. Nieszpory, kolacja. Hotel przy opactwie. Naszykowano mi tu łóżko. Ale jak ja po tych czterech tygodniach będę spał w łóżku?

Na szczęście w pokoju jest też podłoga…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz