Rouen

Rouen

piątek, 17 lipca 2026

Ouessant. 17 lipca...

Dzisiejszy spacer. Poświęciłem dla niego poranną kawę. Co jeszcze miałem oddać? Może trzeba było wstać na budzik? Gdyby nie te nocne heheszki w sąsiednich namiotach do północy, może…


Wyruszam o 9 z minutami. Postępuję zgodnie z „instrukcją” - żadnej zabawy telefonem. Żadnych zatrzymań na zachwyty czy zdjęcia. Patrzę przed siebie, pod nogi i w lewo, gdzie strome zbocze.

Idę.

Wybieram ścieżkę biegnącą najbliżej krawędzi. Adrenalina. Lubię. Niebo niebieskie, świeci słońce, w plecy wieje chłodzący gorąc wiatr.

Zbieram muszle, wiem, gdzie są. Zawsze w tym samym miejscu, jak masło w lodówce. 


Uwielbiam te ścieżki. Bolesne i radosne. Kamienne lub pokryte miękką, jak gąbka, darnią. Szerokie na jedną stopę, lub na rower z przyczepką. Kłują ostre kolce jeżyn (choć może to coś innego). Za wcześnie odpiąłem nogawki i teraz już nie chce mi się ich zakładać. Ścieżka to pnie się wzwyż, to opada, skręca w lewo, prawo. Co jakiś czas mija mnie jakaś para lub pół…


Pół Wyspy, pół dnia, pół kilograma muszli w plecaku. Ale patrząc na mapkę jestem kontent. 21 km - to całkiem dobry spacer.

21 km to dobry wynik. Połowa planowanej trasy I pół kilo muszli w plecaku. Zapytacie po co muszle? Do akwarium, oczywiście.


Jest jeszcze wcześnie. Wsiadam na rower i podjadę pod skały…

Na moją ulubioną stronę.










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz