Rouen

Rouen

sobota, 18 lipca 2026

Ouessant. 18 lipca. Drugi spacer...

Dziś porannej kawy nie odpuszczam, wychodzę później, niż wczoraj, ale spokojniejszy. Już wiem, że obejście Wyspy w jeden dzień jest niemożliwe. Może rowerem, szerokimi ścieżkami, ale to będą skróty, a ja chcę linią brzegową.


W porcie Stiff, gdzie przystań promowa, skręcę w lewo. Od tej chwili wszystko co piękne, będę miał przed sobą, a to co piękne i groźne - po prawej.

Dziś Słońce odwraca się do mnie plecami. Ale nie na długo.

Idę…

- Pytasz, Małgosiu, jak pachnie tu powietrze?

- Popatrz na kamień, trawę, niebo, wodę, a poczujesz to, co ja. Wszystkie żywioły się tu zmówiły. Jak w baśni…

Idę…


Pierwsza (umownie) część drogi, do zatoki Yuzin, jest dość monotonna. Wyzwaniem jest tu wyłącznie znaleźć właściwe miejsce pod stopę. Druga szuka rymu. Nim go znajdzie, jeszcze chwilę wisi w powietrzu. Zatrzymuję się, jeśli chcę wyjrzeć przez „okno”…

Krajobraz zmieni się gdzieś na 9. kilometrze, na wysokości wyspy Île Keller, tuż przed zatoką Yuzin. Île Keller. Dziwna to wyspa. Zagadkowa. Jeśli ukrywa się tam hrabia Monte Christo, to ubogo mieszka. 


Co krok zmiana kierunku, co zakręt, to nowa kamienna batalia. Kamienne stągi napierają na siebie i pochylają ku wodzie, ale nie poddają się sile żywiołu… Ustoją.


I ja ustałem dziś swoje 25 km. Pół Wyspy, ćwierć bagietki (z masłem serem i awokado), dwa batony i litr wody w plecaku starczyły. Jestem kontent.

To był dobry spacer. I dobry dzień.




















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz