(tu miało być zdjęcie, ale niestety nie chcą się ładować a bez zdjęć takie wpisy nie mają sensu. Ale przynajmniej wiecie, że żyję...):
„Dwóch weszło do świątyni, aby się modlić. Jeden wyszedł bardziej usprawiedliwiony, niż drugi…”
(Myślę o nich) na drodze do Beauvais… Jeden z nich tam jedzie...
(tu też miało być zdjęcie...):
3 sierpnia. Droga do Beauvais (przez Gisors)…
Mijam ogrody różane i dom Moneta. Jego obrazy widziałem już w Rouen, więc niech Mistrz mi wybaczy, a Wy darujcie, - ale nie dziś. Z Vernon wyjeżdżam zbyt późno, by zrobic kolejny i na pewno nie krótki postój w Giverny. Poza tym - tłumy tu…!
Droga dzis i pogoda cudne. Od Vernon do Gisors - asfaltowa ścieżka śladem łączącej kiedyś oba miasta jednotorówki. Drzewa po obu stronach - przyjemny chłód. Cień, dużo cienia, bo na zewnątrz - (cud) słońce…
Wczoraj wieczorem pojechałem na kemping. 15 km od Vernon. Myślałem, wykąpię się, naładuję baterie (tych akurat ładować nie musiałem, bo mi je ktoś zawinął z ramy - druga strata), a tam - przysłowiowa „murzyńska chata”. Hałas bieganina, a nadto grunt tak twardy, że bez młotka szpilki bym nie wbił. Uciekłem i noc spędziłem nad Sekwaną…
Jadę ode wsi do de wsi. Jest pięknie, a „rower jest wielce o’kej”...😊
(i tu też...):
3 sierpnia. W drodze do Beauvais. Nocleg.
20 km przed Bevauis… Jest parne popołudnie. Idzie na burzę. Burza mnie szuka, chce awantury, ale mnie nie znajdzie. A jeśli już, poczęstuję ją świeżą (wciąż) jeszcze bagietką z chorizo. Masło w bonusie, demi-sel…
Le Vaumain i „schowek” pw. Św. Piotra i Pawła. Zamknięty. Apostołowie czynią więc honory na zewnątrz, będą nocną strażą.
A Ty, Aniele mój, też nie śpij...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz