Rouen

Rouen

wtorek, 26 lutego 2019

Gouffre-de-Padirac albo niewczesne przybycie

Miał być cud-pod-ziemią, gdy tymczasem, a dzieje się tak już nie po raz pierwszy, skutkiem braku szybkiej decyzji mamy kolejny impas, chmury nad ziemią i wizję niespodziewanego zalania namiotu. Oto po godzinnej jeździe na łeb na szyję, jakby w przewidywaniu, że coś może pójść nie tak, przybywam na miejsce 5 minut po zamknięciu kas! Obsługa nie daje się ubłagać w żadnym znanym człowiekowi języku. Nawet teatralne gesty ani załamywanie rąk nie przynoszą skutku. Niewczesne przybycie i daremny trud. Zasłona nad wejściem do groty, zwanej też Grotą cudów opada nieodwołalnie...



Co zrobić? Pozostaje mi wychylić się przez ogrodzenie i rzucić spojrzenie w głąb tej olbrzymiej, szerokiej niczym krater i mającej jeszcze drugie dno, studni. Na dole dostrzegam wielkości mrówek ludzkie postaci i, jak zwykle w takich sytuacjach, czuję, że nogi mam jakby z wosku... Przypadłość ta jednak nie jest wynikiem zmęczenia drogą, a pracy wyobraźni…

Co zrobić? Złość musi ustąpić trzeźwemu osądowi sytuacji. Trzeba mi było wsiąść na rower wcześniej, skrócić poobiednią sjestę albo po prostu sprawdzić szczegóły funkcjonowania Gouffre w folderze wyłożonym w recepcji kempingu lub choćby tylko w internetach.
A zatem "do następnego razu", myślę sobie, żegnając się z Padirac. Gdybym chciał tu przyjechać jutro przed południem, odjazd w kierunku Cahors przesunąłby się w czasie o kilka godzin, na późne popołudnie. Na taki luksus nie bardzo mnie już stać. Dość opóźnień wywołanych choćby tylko przez kaprysy pogody.

Więc wracam stąd na tarczy tj. na kemping. Mam się z pyszna, jednak nie wyjeżdżam stąd głodny. Po prostu druga połowa tortu, ta z napisem "Ici commence la vraie merveille” poczeka na mnie nieco. Że 2 lata? Dla takiej, jak ta “fabryki” cudów, to naprawdę niewiele…

Więc do Cahors! Do Cahors jedziemy….!

sobota, 16 lutego 2019

Nigra sum sed formosa, filiae Jerusalem...!

Niedziela, 9 czerwca.
Dziś w bazylice Zbawiciela, głównym kościele świątynnego kompleksu Rocamadour, obchody Rocznicy Poświęcenia Kościoła. Dziś oprawa Mszy będzie bardziej niż zwykle uroczysta i podniosła, z asystą, śpiewami chóru i scholi oraz kadzidłem. Żadna inna, z wyjątkiem oczywiście Bożego Ciała, liturgiczna celebra, jakie tu widziałem, nie może się z nią równać. We wnętrzu świątyni tłum wiernych tak wielki, iż ledwie znajduję dla siebie wolne krzesło gdzieś pod emporą chóru. No, ale w końcu jesteśmy w Rocamadour, na jednej ze stacji czterech francuskich nitek Camino.


Obecnie Mszę sprawuje się oczywiście w językach narodowych nie przejmując się zanadto tym, że zmiana ta pozbawiła liturgię jej misteryjnego charakteru, a samą celebrę odarła z uniwersalizmu, który łacina wyrażała niemal "od początku” istnienia Kościoła. Widocznym rezultatem tych przemian stał się niemal całkowity zanik wrażliwości i postaw wiernych nie tylko na przebieg liturgicznej akcji ale także na znajdujące się w obrębie prezbiterium Ołtarz i Tabernakulum i przechowywane w nim święte Postaci Ciała i Krwi Pańskiej. 

Dużo tu dziś młodzieży, która swoim przybyciem i postawą już od wczoraj daje czytelne świadectwo wiary. Czy to jest właśnie ta biblijna “Reszta”, której dane będzie suchą nogą przejść przez wody "Morza (Morza) Czerwonego" i posiąść Ziemię Obiecaną - wieczne zbawienie? Radykalna, bo czerpiąca inspiracje z biblijnych źródeł przestroga i obietnica. Czy to już?


W kaplicy Notre-Dame na szczycie bogato dekorowanej nastawy ołtarzowej znajduje się wykonana w orzechowym drewnie figurka Najświętszej Maryi Panny z DzieciątkiemTo jedno z 8 przedstawień Czarnej Madonny na ziemiach dawnego Regnum Francorum. Wyjątkowość Rocamadour zostaje dość szybko zauważona i już na początku XII wieku papież Paschalis II, obok trzech głównych świętych miejsc religii katolickiej, Jerozolimy, Rzymu i Santiago wymienia także Rocamadour.


W roku 2016, 850 lat od odkrycia grobu św. Amadoura, w specjalnie na tą okazję wykonanym relikwiarzu umieszczono ocalałe z hugenockich zniszczeń szczątki tego Świętego. Według tradycji, to on właśnie miał wykonać słynącą tu z cudów figurkę Czarnej Madonny.

Duchowe ale przecież nie tylko, piękno Maryi i miłosny nad Nią zachwyt Stwórcy jakże wymownie oddał natchniony Autor Pieśni nad Pieśniami:

Nigra sum sed formosa, filiae Jerusalem...
Śniada jestem lecz pięknacórki jerozolimskie, 
Dlatego król umiłował mnie,
wprowadził do swoich komnat i rzekł mi:
«Powstań, przyjaciółko ma, 
piękna ma, i pójdź! 
Bo oto minęła już zima, 
deszcz ustał i przeszedł. 
Na ziemi widać już kwiaty, 
nadszedł czas przycinania winnic
i głos synogarlicy już słychać w naszej krainie. 

Drzewo figowe wydało zawiązki owoców 
i winne krzewy kwitnące już pachną. 
Powstań, przyjaciółko ma, 
piękna ma, i pójdź! 
Gołąbko ma, [ukryta] w zagłębieniach skały, 
w szczelinach przepaści, 
ukaż mi swą twarz, 
daj mi usłyszeć swój głos! 
Bo słodki jest głos twój 
i twarz pełna wdzięku». 

W Rocamadour piękno Oblubienicy Króla i chwałę Matki Zbawiciela głosi nie tylko święta Pieśń Kościoła ale także polny kwiat, lot ptaka nad skalną przepaścią, drzewo figowe...

sobota, 9 lutego 2019

"To, co później..."

Justynie.

Rocamadour - Kemping Le Roc.
14:15 Jadę w kierunku Skały i miasteczka Rocamadour. Chcę zbadać ofertę i warunki na kempingu położonym bliżej Sanktuarium. Przy okazji robię kilka koniecznych zakupów i sprawdzam rozkład jutrzejszych, tj. niedzielnych nabożeństw. Ten ostatni znajduję wyłożony w przycmentarnej kapliczce. Jest dobrze - myślę - jednak ceny oraz panująca tu, na dole, piknikowa atmosfera odsyłają mnie z powrotem, tam, skąd przyjechałem czyli na kemping Le Roc. Nie mam dziś ani sił ani nastroju do walki ze smokami. Bardziej cenię sobie ciszę i spokój niż bliskość boiska do siatkówki czy sklepu, które i tak za chwilę zakończy swoją działalność.


Rozstawienie namiotu to przysłowiowe 5 minut. Więcej czasu zajmie znalezienie najkorzystniejszej działki. Kryterium jest proste: bliskość naprawdę nieprzemakalnego kawałka dachu, gdyby miało padać (miało) oraz punktów zasilania. W prąd i wodę, oczywiście.
Po zainstalowaniu się, ok. 16 z minutami zjeżdżam ponownie do Rocamodour. Tym razem już bez bagażu. Przypinam rower do barierki i schodzę do Sanktuarium. Spędzę tu cały wieczór. Na kemping wrócę po 21.


Rocamadour. Miejsce jakże inne od tego, które opuściłem dziś rano… W drodze do Sanktuarium mijam zorganizowane grupy młodzieży, którym towarzyszy ksiądz "w stroju", co w kraju takim, jak Francja, jest widokiem na prawdę niezwykłym. Do Sanktuarium można dostać się na dwa sposoby: za kilka euro zjechać dźwigiem tunelem wydrążonym w skale lub zejść serpentyną schodów, wzdłuż której, oczywiście w kierunku przeciwnym - rozmieszczone są kolejne stacje Drogi Krzyżowej.


Zmotoryzowani, którym trudno rozstać się z miękką poduszką mogą ostatecznie zjechać drogą D32 na dno samej doliny, aż do podstawy skały, a stamtąd, już per pedes, wspiąć się na poziom świątynnego dziedzińca promenadą i łączącymi jej liczne odgałęzienia schodami.


Kładąc się spać “zastanawiam się, czy Rocamadour jest wart aż takiego poświęcenia, bo teren bardzo górzysty, a gdy opadną już wszystkie emocje, to trzeba przyznać, że... Miasteczko to niewielkie, architektonicznie nieszczególne, co prawda ma wrośnięty w skałę kościół, ale czy jest w nim coś naprawdę wyjątkowego? Rocamadour jest jednym z tych miejsc, które są najbardziej urzekające z oddali, z sąsiedniego wzniesienia, gdy pionowe skały ledwo odcinają się we mgle, gdy można obserwować lot orłów nad dachami (jedyne żyjące na wolności, jakie dane mi było w życiu zobaczyć), jeszcze o tym miejscu marzyć, mieć je na wyciągnięcie ręki... 


Gasząc światło nad dzisiejszym dniem nie bez powodu wspominam słowa, które już kilka miesięcy wcześniej studziły moją przed-wyprawową gorączkę i związane z przybyciem tu, do Rocamadour, emocje. Zawiera się w nich bowiem nie tylko kompletny opis “genius loci” miejsca, tak iż temu, kto nigdy tu nie dotrze, wystarczyłoby w tym momencie zamknąć oczy ale także prawda o podróżnym trudzie, motywacjach i wpisanym w drogę ryzyku. Bo może stać się i tak, że oczekiwany za zakrętem widok przyniesie rozczarowanie, że mozolny trud włożony w realizację przedsięwzięcia okaże się jałowy, że w duszy nie zagra żaden dźwięk, a my spodziewaliśmy się koncertu (a nic lepiej nie tłumaczy takich emocji, jak właśnie muzyka, zwłaszcza kiedy jest z duende). Jakże więc nie dziękować Ci, Justyno, jakże nie czerpać z Twojego doświadczenia i dyskretnego prowadzenia po cudach przyrody i skarbach dawnego Regnum Francorum?


Bo można mieć oczekiwania i zwykle jest tak, że towarzyszą nam one w drodze. Lecz olśnienia nie da się wyreżyserować, tak jak nie da się opisać słowem wzruszenia, które rodzi się pod powieką i jeszcze głębiej...
Nie każdy powrót na kemping to tryumfalny przejazd karawany pełnej egzotycznych skarbów czy wojennych łupów. Nie każdego wieczoru zasypia się od nadmiaru miłości. Niekiedy, a może właśnie najczęściej zasypiamy ze zmęczenia...

Pamiętam każdy nocleg tamtej wyprawy, z zamkniętym okiem wyliczę kolejne miejsca, w których stawiałem namiot albo też uciekałem z niego przed ściekającą pod karimatę wodą. Pamiętam każdy moment poprzedzający zaciągnięcie suwaka... Niepokój towarzyszący dobiegającym z zewnątrz odgłosom, których nie byłem w stanie nazwać i oswoić… Lot ptaka nad skałą...
Ale to, co najważniejsze, zawsze dzieje się pod powieką oka. I jeszcze gdzieś głębiej…
I najzwyczajniej w świecie nie da się o tym mówić...

wtorek, 5 lutego 2019

Rocamadour!

Rocamadour, Rocamadour…!
Skało dumna, potężna i mocna, jak Psalm Dawida!
Ileż to razy byłem tu wcześniej myślą, mową i… pragnieniem!
Ile razy przemierzałem tą przepaść, od dna wąwozu, środkiem którego płynie meandrujący w nieskończoność potok, aż po wierzchołek skały, na krawędzi której - jakby samej skale jeszcze czegoś brakowało, wznosi się niewielki zameczek.

Ileż razy zaglądałem w zagłębienia skalnych półek, gdzie chowa się ptactwo, sememu bojąc się spojrzeć w dół, na ciągnące się wzdłuż promenady pełne gwaru ogródki.


A już od pierwszego momentu jawiła mi się ona, jakby jeszcze nie do końca ukształtowaną, jeszcze nie do końca wydobytą z kamiennego łona Siostrą tej z Północy. Rocamadour - "Mont Saint-Michel" Południa…
Nie pamiętam już, od kiedy wiedziałem, że któregoś roku (którego, nie wiem), stanę tu - suchą czy mokrą, nie ważne - stopą i zobaczę ten cud Boskiego Artysty na własne oczy!


A 15 kilometrów stąd - inny, także wart każdego trudu “cud”: Gouffre de Padirac, podziemny “raj” dla tych, co kochają kręte korytarze i opalizujące światłem, jak gabloty w sklepie jubilera, ściany grot. Z sufitu odrywa się pojedyncza kropla wody, po niej następna… “Echo”, muzyczna suita, która rozbudzała młodzieńczą wyobraźnię niesie kolejne dźwięki… Muzyka uzupełnia niedostatki wyobraźni… I na koniec, jak zawsze - cisza...

Sanktuarium na Skale i Grota Pod Ziemią. List polecający i pieczęć przystawiona przez samego Boga…
Nie może być inaczej. Wszakże jesteśmy na Camino, a Rocamadour, to kolejny przystanek na pielgrzymim szlaku.


Dziś jeszcze tego nie wiem ale spędzę tu dwie kolejne noce.
A póki co, jest godzina 13.15. Pociąg zatrzymuje się na stacji Rocamadour-Padirac. Wysiadam. Sam jeden. Na peronie żywej duszy. Stacja samoobsługowa. Jedna z wielu w rodzaju tych “samo-wystarczalnych”, co to wszystko tylko obiadu nie ugotują i prania nie zrobią. Jadę obejrzeć pierwszy z 3 kempingów, które znajdują się w okolicy. Pierwszym w kolejności będzie Le Roc. Le Roc, brzmi męsko ale przyjaźnie. Na niebie prawie ani jednej chmury z tych, co ostatnio tak bardzo dały się nam we znaki.
Jedziemy!

wtorek, 11 grudnia 2018

Do Rocamadour jedziemy, do Rocamadour!


Pod wieczór drugiego dnia (pobytu w Conques) zwijam “obóz” i przenoszę się wyżej - bliżej sanktuarium. Chcę zakosztować noclegu pod “kamiennym niebem” czyli arkadami krużganka, który od samego początku zdał mi się tym, czym był wieki temu - krużgankiem pielgrzymów...


Poza doświadczeniem zwykłej w warunkach podróżnych niewygody oraz czegoś, czego nie potrafię wyrazić słowami, manewr ten pozwoli mi także nieco sprawniej, niż zwykle, opuścić miejsce noclegu.


A skoro świt (choć jak się później okaże - nieco później) wyruszam w drogę...  tak, chciałem powiedzieć: do Santiago, ale to jeszcze nie tym razem. Dziś - do Rocamadour...


Niemal 2 godziny zajęło mi przebycie tych niespełna 6 kilometrów. Już za kolejnym zakrętem definitywnie stracimy się z oczu. 


I tylko mijani po drodze pielgrzymi, a będzie ich tego dnia wielu, będą mi przypominać o tym, skąd wyszedłem i dokąd zmierzam.
Jest piękny, słoneczny dzień, 9 czerwca. Rozpoczynam powolny zjazd w kierunku Capdenac - stacji, skąd około południa pociąg zabierze mnie do Rocamadour-Padirac.


Conques, Perła romańskiej architektury w Koronie Katedr… Należy do niej. Jest jej częścią. Moją przystanią na drodze od wiary do widzenia.

piątek, 7 grudnia 2018

Conques. Od wiary do widzenia (5)

Mówi więc nieco dalej: Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: kto słowa mego słucha i wierzy temu, który mnie posłał, ma żywot wieczny i nie idzie pod sąd, ale ze śmierci przejdzie zaraz do życia… Życiem zaś wiecznym jest to widzenie […], w którym będziemy oglądać niezmienną i niewidzialną dla ludzkich oczu substancję Boga, obiecane tylko świętym - widzenie, o którym apostoł Paweł mówi, że będzie twarzą w twarz (1Kor 13, 12); a apostoł Jan powiada: Podobni będziemy do Niego, bo ujrzymy go jakim jest (1J 3, 2); o którym my mówimy: O jedno proszę Pana, jednego pragnę…, bym widział wspaniałość Pana, a Pan sam rzecze: Ja go umiłuję i objawię się jemu (J 14, 21); dla którego serca oczyszczamy wiarą, abyśmy i my byli czystego serca, albowiem oni Boga oglądają (Mt 5, 8); widzenie, o którym wiele jeszcze słów rozsianych na kartach Pisma odczyta wzrok kierowany miłością - to widzenie będzie naszym najwyższym dobrem. Toteż dla jego osiągnięcia mamy nakazane czynić wszystko, cokolwiek dobrego czynimy.
  Św. Augustyn: Traktat o Trójcy Świętej. Księga I.


  I rzekł [Mojżesz]: «Spraw, abym ujrzał Twoją chwałę». [Pan] odpowiedział: «Ja ukażę ci mój majestat i ogłoszę przed tobą imię Pana, gdyż Ja wyświadczam łaskę, komu chcę, i miłosierdzie, komu Mi się podoba». I znowu rzekł: «Nie będziesz mógł oglądać mojego oblicza, gdyż żaden człowiek nie może oglądać mojego oblicza i pozostać przy życiu». I rzekł jeszcze Pan: «Oto miejsce obok Mnie, stań przy skale. Gdy przechodzić będzie moja chwała, postawię cię w rozpadlinie skały i położę rękę moją na tobie, aż przejdę. A gdy cofnę rękę, ujrzysz Mnie z tyłu, lecz oblicza mojego tobie nie ukażę».
  Księga Wyjścia 33, 18-23.

  W słowach tych nie bez racji zwykliśmy dopatrywać się prefiguracji osoby Pana naszego Jezusa Chrystusa, a przez to, że widzimy zaledwie “plecy Boże”, słusznie rozumiemy ciało, w którym narodził się z Dziewicy, umarł i zmartwychwstał.
  Wyrażenie posteriora (plecy) zostało użyte bądź dla okazania niższości śmiertelnej natury, bądź dlatego, że Pan przyjął ją później, dopiero, gdy zbliżał się już koniec świata. Natomiast “obliczem" Jego, twarzą, jest ta natura Boża, w której nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem (Flp 2, 6), której nikt nie może zobaczyć i żywym pozostać. Może ono oznaczać również i to, że dopiero po tym życiu […] będziemy widzieć twarzą w twarz, jak mówi Apostoł (1 Kor 13, 12). […] W tym to również życiu wedle zapewnień Jana, jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest (1 J 3, 2).
[…]
  Nie bez racji więc powiedziano, że nikt nie może oglądać oblicza Bożego, to jest objawienia się Jego Mądrości, i żyć. Do oglądania tego Oblicza wzdycha każdy, kto pragnie Boga miłować ze wszystkiego serca, ze wszystkiej duszy i wszystkiej myśli swojej. I do tej kontemplacji “buduje się” wedle możności także bliźniego, jeśli się go miłuje, jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach całe Prawo zawisło i Prorocy (Mt 22, 40). Mojżesz wyraża tę samą myśl. Kiedy bowiem miłość Boża płonąca w jego sercu każe mu wołać: Jeślim… znalazł łaskę przed obliczem Twoim, ukaż mi jasno samego siebie, żebym Cię widział i znalazł łaskę przed oczyma twymi, to zaraz dodaje pod wpływem miłości bliźniego: Żebym wiedział, że ludem Twoim jest ten naród (Wj 33, 13).
  Oto więc piękność, której pragnienie porywa każdą duszę rozumną, pragnienie tym gorętsze im bardziej jest czyste, a tym czystsze, im wyżej się wznosi do duchowej rzeczywistości, a w tej mierze się do nich wznoszące, im doskonalej umiera dla spraw ciała.
  Lecz póki pielgrzymujemy z dala od Pana, i póki w wierze chodzimy, a nie w widzeniu (2 Kor 5, 6-7), “plecy” Chrystusa, czyli ciało Jego przez wiarę oglądać musimy. To znaczy stojąc na mocnym fundamencie wiary, którego symbolem jest skała, mamy nań patrzeć z tej bezpiecznej strażnicy katolickiego Kościoła, o którym powiedziano: Na tej opoce zbuduję Kościół mój (Mt 16, 18). Tym pewniej bowiem miłujemy oblicze Chrystusowe, które ujrzeć pragniemy, im lepiej w człowieczeństwie Jego poznajemy, jak mocno Chrystus pierwszy umiłował nas.
  Święty Augustyn:  Traktat o Trójcy Świętej. Księga II.

niedziela, 25 listopada 2018

Conques. Od wiary do widzenia (4)

Tympanon.

Tympanon w Conques to najbardziej widoczny i charakterystyczny “detal” zachodniej fasady. Wchodząc do kościoła po prostu nie sposób go nie zauważyć. Nie sposób go też minąć, ot tak sobie, czy tylko przebiec wzrokiem, bo to nie szerokie, dwudzielne i masywne drzwi, a tympanon jest “właściwym wejściem" do świątyni, tak jak witraże w gotyckiej katedrze nie są po prostu tylko oknami. Tak, wszystko, co tu zobaczymy, da się pojąć jedynie w kluczu wiary, oczami serca, które umiłowało Pierwsze Przyjście Pana i oczekuje Powtórnego. 


Tematem dzieła jest Paruzja czyli powtórne przyjście Chrystusa u końca czasów, zapowiedziane w mowach eschatologicznych Ewangelii synoptycznych, a szerzej przedstawione w Apokalipsie, czyli Objawieniu św. Jana. Większość z wypełniających półkolistą przestrzeń tympanonu scen czerpie swoją inspirację właśnie z Biblii, inne znowu mają charakter moralnych pouczeń, oba zaś rodzaje przedstawień tworzą wielowątkową opowieść, w której spotykają się przeszłość z teraźniejszością, czas z wiecznością, a łaska i grzech pozostają w nieustannej i nie dającej się ze sobą pogodzić opozycji. A wszystko tu jest nasycone niesamowitą emocją i dbałością o wierność katolickiej doktrynie.


Widziany z poziomu kościelnego dziedzińca świat (rzeczy i zdarzeń ostatecznych) zdaje się być na pierwszy rzut oka dość wyrazisty i odpowiada opisom Synoptyków: w centrum postać zasiadającego na tronie wśród obłoków Syna Człowieczego. Po Jego prawej stronie szereg postaci w aureolach - to święci i zbawieni. Po lewej - kłębowisko ciał, z których każde zdaje się być poddane jakiejś wymyślnej torturze - to potępieni. Tu i ówdzie unoszą się na skrzydłach (ach, ta grawitacja!) Anioły. Jednak wielość szczegółów, zwłaszcza w górnym pasie i blisko obramienia sprawia, że bez przewodnika wiele stron tej kamiennej księgi pozostaje dla mnie niezrozumiała. Bo kogo przedstawia ostatnia w szeregu świętych postać? O ile bez trudu potrafię wskazać pierwszą pośród Niewiast, Tą, która zrodziła “Słońce Sprawiedliwości", to kim jest druga i kolejne na lewo od Niej?
Odwołuję się więc do dostępnych na wszelakich stronach opisów i powoli, pomału kamienne figury zaczynają ożywać, a widoczne na pasach oddzielających kolejne sceny i poziomy wersety przywracają wiarę w sens moralnego porządku (i wysiłku) i ożywiają wyobraźnię.


Centralną postacią tympanonu jest zasiadający na tronie, w otoczeniu Aniołów, pośród obłoków i ciał niebieskich - Chrystus. Władczym i pełnym dostojeństwa gestem wyciągniętych ramion Pan i Sędzia rozdziela "owce" od “kozłów”, świat zbawionych od tych, co ściągnęli na siebie wyrok potępienia. Wokół górnej krawędzi mandorli, symbolu podkreślającego dostojeństwo i Boskie pochodzenie władzy sądzenia, widnieją odpowiednie dla każdej ze stron sentencje: “Przyjdźcie, błogosławieni Ojca mego" i “Idźcie ode mnie precz, przeklęci". Na nimbusie, skrzyżowane ze sobą słowa: REX ET IUDEX.


Wyżej, nad głową Chrystusa - Krzyż. To klucz do zrozumienia świata i jego dziejów. Para Aniołów prezentuje narzędzia Męki Pańskiej: grot z włóczni Longinusa, którym przebił on bok Pana (LANCEA) i gwóźdź ukrzyżowania (CLAVIS). Na belce krzyża skrócony cytat z Ewangelii św. Mateusza: HOC SIGNUM CRUCIS ERIT IN CELORUM. (“Wówczas to znak Syna Człowieczego ukaże się na niebie”. Mt 24.30). Wyżej słowa: REX IUDEORUM. To znowu skrót, tym razem tytułu winy, jaki Piłat kazał przybić na głową Pana: [Jezus Chrystus] Król Żydowski. Po obu stronach górnej belki Krzyża personifikacje gwiazd, które w dniu sądu ulegną zaćmieniu. SOL i LUNA. “Słońce się zaćmi, a księżyc nie da swojego blasku". (Mk 13.24)

Po lewej stronie Zasiadającego na tronie - czterej Aniołowie. To asystenci Sędziego. Nad ich głowami napis: HOMINES PERVERSI SIC SVNT IN TARTARA MERSI (Ci, którzy dopuścili się nieprawości, otrzymają wyrok potępienia). Pierwszy z Aniołów trzyma otwartą Księgę, a w niej lista Opieczętowanych Pieczęcią Baranka (SIGNATUR LIBER VITAE)). Anioł niżej trzyma kadzielnicę. Druga para zwrócona jest w stronę potępionych. Jeden z Aniołów trzyma chorągiew, drugi puklerz, na którym napisan: EXIBUNT ANGELI ET SEPARA[BUNT MALOS DE MEDIO IUSTORUM ET MITTENT EOS IN CAMINUM IGNIS; IBI ERIT FLETUS ET STRIDOR DENTIUM]. ("I pośle Pan Aniołów swoich, aby oddzielili złych od sprawiedliwych i wrzucili ich do pieca ognistego, gdzie będzie płacz i zgrzytanie zębów”).


Pochód Zbawionych. Nim jednak przyjrzymy się karom, które znoszą potępieni, popatrzmy, co przygotował Pan tym, którzy Go miłowali i za życia chodzili "drogami sprawiedliwości". Na belce, w części środkowej tympanonu, napis: SANCTORVM CETVS STAT XPISTO IVDICE LETVS (Radosny zastęp świętych stoi wobec Chrystusa Sędziego). To właśnie tą grupę postaci wskazuje uniesiona w górę Prawica Pańska. Najbliżej tronu - Najświętsza Maryja Panna, dalej św. Piotr z kluczem i pastorałem, a za nim Dadon, pustelnik i założyciel konwentu w Conques.
Drugą część orszaku tworzą opat Odolryk - budowniczy i pierwszy opat klasztoru. Tuż za nim Karol Wielki, dzięki hojności którego powstało pierwsze opactwo (jeszcze pod wezwaniem Sainte-Sauveur). Cesarz trzyma na dłoni jakąś figurkę, być może jest to symbol relikwiarza sporządzonego dla obecnej patronki miejsca, Świętej Fides. Nie wiemy na pewno, kim są postaci podążające za Cesarzem. Jedna z nich ubrana jest w szaty liturgiczne, druga, zwrócona w stronę tronu zdaje się nieść jakby Tablice Przymierza lub jakiś inny przedmiot kultu.
Trzecią grupę otwiera św. Hieronim, trzymający w dłoniach zwój Wulgaty. Dalej święty Antoni - opat, św. Mikołaj (z palmą męczeństwa) i święta (Maria) Magdalena. Nad nimi unoszą się Anioły, manifestujące Boskie cnoty: FIDES (wiarę), SPES (nadzieję), CARITAS (miłość) oraz inne, warunkujące świętość cnoty: stałość, umiarkowanie i pokorę.
Radosny pochód zamyka Arosnidus, mnich, który sprowadził do Conques relikwie Świętej. Widać tu, że mający jednoznaczną kwalifikację moralną czyn, jakim było wykradzenie z Agen relikwii Świętej Fides, z uwagi na późniejsze - błogosławione owoce, poddany został nowej ocenie, a sprawca otrzymał miejsce pośród bohaterów wiary.

Pod tą ostatnią grupę napis: SIC DATVR ELECTIS AD CAELI GAVDIA VECTIS GLORIA PAX REQVIES PERPETVVSQVE DIES (Tak więc, wybrani i zjednoczeni w radościach przyszłego wieku otrzymają chwałę, pokój, odpoczynek i wieczne światło). Niżej fragment arkady. Między jej filarami resztki kajdan. To wota wdzięczności od tych, których z niewoli Maurów uwolniło wstawiennictwo Świętej. Jej sylwetkę w postawie orantki widzimy tuż obok, a wychylająca się z obłoku i błogosławiąca ją “manus Dei” świadczy o skuteczności wstawiennictwa.

Niebo (czyli to, czego “ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy Bóg przygotował tym, którzy Go miłują”. 1Kor 2.9)
Mamy więc oto Niebiańskie Jeruzalem - miejsce przebywania zbawionych! Na tympanonie widzimy je na najniższym, ale za to najbliższym naszym oczom, poziomie. Przez całą długość dzielącej środkowy i dolny poziom belki biegnie napis, sławiący zalety życia według Ewangelii i Ośmiu Błogosławieństw: CASTI PACIFICI MITES PIETATIS AMICI SIC STANT GAVDENTES SECVRI NIL METVENTES (Czystego serca, wprowadzający pokój, łagodni, miłujący pobożności tak oto stoją i radują się, niczego się nie obawiając). Artysta, tworząc wizję Nieba, posłużył się konstrukcją stylizowaną na romańską katedrę. Widać dach, a ponad nim krzyż i fasadę, którą flankują dwie wieże. Kto wie, może to właśnie tutejszy kościół stał się modelem Niebiańskiej Jerozolimy? Wnętrze miasta - świątyni rozświetlają wiszące pod sklepieniem lampy. W centrum, twarzą zwrócony ku nam, Abraham. Uważa się, że dwie postaci u jego boku, to Jakub i Izaak. Nie ma też pewności co do tego, kim są kobiety przedstawione w dwóch ostatnich niszach. Czy to żony Patriarchów: Sara, Lea, Rachela i Rebeka? A może to Estera, Sybilla - królowa Szaby i Seby i dwie z niewiast, które jako pierwsze przybyły do grobu Pana - Maria Magdalena i Maria, matka Jakuba? Najbliżej Abrahama, po jego lewej stronie - Melchizedek i Zachariasz, kapłani Starego Przymierza. Obaj trzymają w dłoniach ten sam kielich. Scena ta jest zapewne prefiguracją Ofiary Nowego Przymierza. Dalej - Mojżesz, który przekazuje władzę swojemu bratu, Aaronowi. W ostatniej niszy po tej stronie - Jeremiasz i Ezechiel, dwaj z głównych proroków Starego Testamentu.

Ale najpierw to, co nieuniknione czyli Sąd.
Poprzedza go scena zmartwychwstania umarłych, umieszczona w wąskim trójkątnym polu, tuż u podnóżka siedząceg na tronie Pana. Oto "na odgłos trąby” powstają z grobów umarli. Za chwilę rozpocznie się sąd. Przewodniczyć mu będzie Archanioł Michał. Na przeciw - diabeł, który marnymi sztuczkami będzie próbował wpłynąć na wynik ważenia. Wydaje się, że nie bez znaczenia jest fakt, że scena sądu została usytuowana na przedłużeniu osi pionowego ramienia Chrystusowego Krzyża, stając się w ten sposób granicą ostatecznego podziału świata na zbawionych i potępionych.
W scenach tych, jak za życia, tak i po śmierci, z pomocą przychodzą ludziom Aniołowie. Najpierw pomagają umarłym wydobyć się spod zwału grobowych płyt, by już za chwilę witać zbawionych u bram nieba. Niektórzy z przybywających tu trzymają się za ręce i sprawiają wrażenie, jakby wciąż jeszcze przeżywali trwogę sądu.


Piekło (czyli o tym, o czym się już dziś nie mówi…)
A oto przed nami sportretowane w całej swojej szkaradzie - piekło. Oto ci, którzy zmartwychwstali na sąd śmierci. Jeden po drugim wpadają w paszczę biblijnego smoka - Lewiatana. Ponagla ich uzbrojony w nieznoszące sprzeciwu narzędzie jego pomocnik. W jego gestach widoczny jest pośpiech i zniecierpliwienie. Zdaje się, że nie łatwo przychodzi mu pogodzić się ze stratą tych, co znaleźli się już poza zasięgiem jego narzędzia.

Kary i ich rodzaje czyli o tym, kto i za co. W trójkątnym polu nad paszczą Lewiatana jeden z diabłów kąsa potępionego w tył głowy. To zapewne wyobrażenie duchowych mąk - spóźnionych i bezowocnych wyrzutów sumienia.
Za plecami diabła inna jeszcze tortura. Jej narzędziem jest muzyczny instrument - fletnia Pana. Chcący zaspokoić swoją próżność grajek próbuje zbliżyć się do instrumentu, ale stojący za jego plecami diabeł skutecznie mu w tym przeszkadza.
W drugim trójkątnym polu, na prawo, diabły niosą na kiju spętanego człowieka. To kłusownik.
Wyżej, na prawo od grupy czterech Aniołów, wyobrażenia innych mąk.
Tam, diabeł - niby dworzanin - zgina kolano przed kimś, kto być może był królem, ale już za chwilę, w dość groteskowy sposób utraci insygnia pełnionej za życia władzy. Być może jest to obraz kary za przeniewierstwo pełnionemu wcześniej urzędowi? A jeśli to kara za pychę i dworską wyniosłość, to jakże dokuczliwa! Wśród tłumu postaci jest też wiszący za nogi antypapież.
Wyżej diabły ciągną sieć, a w niej postaci i osobistości stanu duchownego. Jedną z nich jest Étienne, biskup Clermont i były administrator opactwa w Conques, który okradł kościelny skarbiec. Przed nim zgięty wpół Begon II. Był opatem tutejszego klasztoru lecz urząd swój zawdzięczał symonii. Także i on roztrwonił klasztorne dobra.
Dalej, na prawo heretycy. Rozpoznajemy ich po trzymanych w rękach dowodach winy: pismach, zawierających fałszywe nauki. Jeden z heretyków leży na podłodze, a diabeł stopą zamyka mu usta.
W rogu całej grupy, tuż pod łukiem obramienia - fałszerz królewskiej monety, któremu diabeł podaje do wypicia pozyskane w procesie osłabiania kruszcu... płynne złoto.

Otchłań. Bez odrobiny nadziei. Tuż nad belką nadproża, najbardziej chyba obrazowe przedstawienie rzeczywistości, której na imię piekło. Tu mają miejsce najbardziej wymyślne tortury (które wcale nie "Średniowiecze" wymyśliło). I choć artysta sportretował zaledwie kilka sytuacji, które dla przedstawionych postaci stały się przyczyną wiecznej zguby, wydaje się, że nie potrzeba kolejnych.
Oto pod stopami Belzebuba leży smażący się w płomieniach próżniak. U jego stóp symbol lenistwa - ropucha. Po lewej stronie zasiadającego na tronie władcy piekieł - ludzka para, mężczyzna i kobieta. Łatwo odgadnąć, jaki rodzaj czynów ich tu przywiódł.
Obok, po lewej stronie diabeł ściąga z siodła rycerza. Podobno za życia był sąsiadem klasztoru, a zgubiła go zazdrość o dobra i dostatek żyjących tu mnichów.
Na prawo wisielec. To lichwiarz. Być może sam targnął się na swoje życie, gdy spostrzegł, że stracił majątek jakąś nieostrożną "inwestycją”.
Nieco niżej diabeł wyrywa potępionemu język. To kara za krzywoprzysięstwo. Jest tu jeszcze jedna scena lecz zbyt skomplikowana, by odczytać jej właściwy sens.

Conclusio czyli zamknięcie. Na belkach oddzielających od siebie poszczególne poziomy tympanonu, patrząc na prawo od osi, wyznaczonej pionowym ramieniem krzyża i tronem Chrystusa, słowa: HOMINES PERVERSI SIC SVNT IN TARTARA MERSI (Wszyscy złoczyńcy tak oto są w piekle zanurzeni). Niżej, od podnóżka tronu: PENIS INVSTI CRVCIANTVR IN IGNIBVS VSTI DEMONAS ATQVE TREMVNT PERPETVOQVE GEMVNT (Bezbożni podążają do piekła, gdzie będą dręczeni karą, dręczeni przez ogień, drżą i wiecznie wzdychają wśród diabłów.) Na ukośnej belce, pod sceną przedstawiającą św. Michała i wagę: FVRES MENDACES FALSI CVPIDIQVE RAPACES SIC SVNT DAMNATI CVNCTISIMVL ET SCELERATI (Złodzieje, kłamcy, zwodziciele, skąpcy, porywacze, zło czyniący, wszyscy oni zostaną osądzeni.)

I ostatni już z napisów, umieszczony najbliżej oczu wchodzącego, co brzmi, jak ostrzeżenie, wręcz groźba: O PECCATORES TRANSMVTETIS NISI MORES IUDICIUM DURUM VOBIS SCITOTE!
(Wy zaś, grzesznicy, wiedzcie, że poniesiecie straszliwy sąd, jeśli nie zmienicie swojego postępowania.)

Groźba? Żadną miarą! W kruchych bowiem naczyniach nosimy skarb wiary, a stawka jest zbyt wysoka. Więc gdy o mnie idzie, przyjmuję te słowa z miłością i wdzięcznością. "Według daru wiary, jaką każdemu z nas odmierzył Pan". (Rz 12.3). Stosownie do tego, o czym pisze Apostoł Narodów: "Dlatego jest konieczne, abyśmy z jak największą pilnością zwracali uwagę na to, cośmy słyszeli, abyśmy przypadkiem nie zeszli na bezdroża. Jeśli bowiem objawiona przez aniołów mowa była mocna, a wszelkie przekroczenie i nieposłuszeństwo otrzymało słuszną zapłatę, jakże my unikniemy [kary], jeśli nie będziemy się troszczyć o tak wielkie zbawienie? (Hbr 2,1-3)