Rouen

Rouen

wtorek, 8 września 2026

Notre Dame de Senlis i „Szkice piórkiem"...

Po powrocie do domu powracam do lektury „Szkiców piórkiem” Andrzeja Bobkowskiego. (Czy tą książkę w ogóle da się dokończyć?) Zaczynam od miejsca, gdzie zakładka. Czy tam się zatrzymałem, kiedy ostatni raz miałem książkę w ręku? Nie wiem. Jednak w przypadku eseju Bobkowskiego nie ma to większego znaczenia, bo książkę czyta się, jak Citadel Exuperego - możesz ją otworzyć w dowolnym miejscu, „na chybił trafił”, by za chwilę wrócić do rozdziałów wcześniejszych lub pójść dalej...

Lecz cóż to za uczucie, kiedy przerwana wcześniej lektura (albo tylko zakładka) odsyła do katedry i miasta, skąd właśnie wracam, i o której tych kilka akapitów i zdjęć!?

- Senlis!

   

Dochodzimy do placu przed katedrą. Śliczna, stara gotycka katedra - zresztą znana i zwiedzana. Jak cały gotyk francuski, tak i ta katedra pomimo całej swojej powagi, leciwości i masy jest jakaś lekka, żywa, wtopiona w całość miasteczka - jedna z wielu, bez pretensji. Nie otacza jej żadna specjalna cześć, nikt nie wmawia, że to jest „weltberühmt", nikt nie rozparcelowuje jej na kawałki, wnikając w jakieś pojedyncze kamienie; można z nią rozmawiać, jak ze spotkanym przed chwilą śmieciarzem, po swojemu.

We Francji jest tyle katedr, tyle zabytków, tyle starych mebli i starych domów, wśród których płynie życie, że nawet zabytki są rzeczą najzwyczajniejszą. Wchodzą w program codzienności. Należąc do wszystkich, tym łatwiej uważać je można za „moje ulubione" i doszukiwać się w nich uroku, którego nikt nie każe znajdować; łatwiej wejść z nimi w intymny kontakt. I nikt nie zapała świętym oburzeniem, jeżeli spodoba mi się na przykład twierdzić, że Notre-Dame, to kicz średniowieczny i że chimery są niczym w porównaniu z zielonymi końmi Picassa.


Andrzej Bobkowski, Szkice piórkiem. Warszawa 2014.













Brak komentarzy:

Prześlij komentarz