Katedra. Kolejna? Żadną miarą! Bo nie ma podobnej do mnie: jestem wyjątkowa i niepowtarzalna…
- Witaj w Pikardii, która słynie z najwspanialszych gotyckich katedr! Piszą, że w promieniu 60 km jest nas 7. Jesteśmy w Amiens, Beauvais, Noyon, Senlis (skąd jedziesz) i Laon (dotrzesz tam dziś o zachodzie słońca). W tej liczbie mamy też jeszcze brata - bazylikę (w) Saint-Quentin. Choć nigdy nie był katedrą, należy do rodziny. Kropka.
I dalej słyszę:
- Wodząc wzrokiem po linii fasady niech nie zrazi cię brak symetrii. Widzę przecież, że wzdychasz, że na drugą wieżę zabrakło funduszy, a zgromadzony na jej budowę materiał „rozprowadzony” został po mieście. Zniknął się… Ale to szczegół. Nie martw się, symetria nie do końca jest wykładnikiem czyli warunkiem piękna. Popatrz na Saint-Denis (choć tu wkrótce wiele się może zmienić), na Saint-Etienne w Sens, czy Notre Dame w Strasbourgu. Też mają tylko jedną wieżę. I jakże są piękne!
- Patrz raczej na mistrzostwo, z jakim połączono oba, tak różne skrzydła transeptu z nawą. To południowe, - to pierwszy okres budowy, lata 70-90 XII stulecia. Po kilkuletniej przerwie prace ruszają dalej. Chór, północne ramię transeptu i nawę buduje się już wg nowych, „ustalonych” dla Chartres i Paryża, reguł. To już gotyk klasyczny, dojrzały. „Certyfikat” znajdziesz w nowych podziałach muru. Nie ma tu już, jak w ramieniu północnym - galerii nad arkadą. Wysokie, i już nie lancetowate, a rozpięte od przęsła do przęsła okna oddziela od niej pas triforium. Już za chwilę i on rozbłyśnie światłem.
A nad głową kamienne niebo - czterodzielne sklepienie (żebrowo-krzyżowe). Zachodnią ścianę nawy zamyka organowa empora, a nad nią - rozeta z pięknym oprawionym w kamienną ramę witrażem.
Światło...
- Ach, i ściana północnego ramienia! Czy świeci słońce, czy nie - mamy tu święto światła! Na szkle „malowane” żywoty świętych. A biegnący od triforium ku posadzce maswerk, mijając Ołtarz, jakże wiele miejsca pozostawia wyobraźni…
- Rozeta na ścianie zachodniej! Widziałeś, co stało się tu styczniowej burzy roku 2017? Egon hoc fecit - podpisał się orkan, wpychając do wnętrza oculus rozety i część jego kamiennej oprawy. Ale to nie był koniec. Spadający na organową emporę kamień zniszczył trakturę organów. 5 lat trwało naprawienie szkód. Teraz chroni mnie dodatkowa zapora ze szkła i cuda inżynierii, - elastyczna, reagującą na zmiany ciśnienia, oprawa. Ale organy wciąż milczą…
Jest 17. Jestem tu po raz trzeci, a zdaje mi się, jakby pierwszy. Bo katedra, to coś więcej, niż tylko kamienna szkatuła, „relikwiarz” światła. To coś więcej, niż przestrzeń ograniczona murem, suma zdobień, przedstawień, dzieł sztuki. To namiot spotkania, aula Dei, miejsce tęsknoty. Bywa, że przeraźliwej.
Opuszczam Soissons z uczuciem niedosytu. Jeszcze zajadę na dworzec (lubię te małe dworce) i w drogę…
Do Laon jedziemy. Na wschód. Na zachód słońca. Do ostatniej z katedr Pikardii.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz