Rouen

Rouen

piątek, 13 września 2024

Katedra św. Piotra i Pawła w Troyes...

Jeśli tylko jednemu z dwóch Apostołów przyznano wieżę, to musi to być Piotr! Paweł, który ma o sobie dostateczną wiedzę i doświadczenie spadania (z konia), czy spuszczania (go) w koszu na sznurze (przez mur miasta Damaszek) - uzna ten stan rzeczy, pogodzi się z nim bez słowa sprzeciwu…


Długo zastanawiałem się, jak dać opis temu, co widzę, bo światło bijące od katedry rzuca na kolana...

Stoję w niemym zachwycie na placu, który zdobywają, nieświadome niczego, poza tym, że są, - rozbiegane tu i tam dzieci.

A o ileż bardziej zachwyci wnętrze, którego poznania odmówiłem sobie 10 lat temu.


Różnie piszą o katedrze, a to, że jest ciężka i przysadzista, i że poszczególne partie nie zachowują oczekiwanych proporcji, a to jeszcze co innego.

To prawda, katedra jest postawna. Widać to najlepiej, kiedy patrzymy na nią en trois quarts („na trzy ćwierci”). 





Jednak wrażenie ciężkości straci na znaczeniu, kiedy tylko przekroczymy próg. Wejścia pilnuje ubrany na galowo stróż (a może to przewodnik?) i wręcza wchodzącym program dzisiejszego wieczoru.

Katedra w Troyes tonie w świetle. To światło będzie tu przewodnikiem. Wskaże miejsca, w których należy się zatrzymać i takie, które lepiej ominąć, jak przypominającą hippisowskie koszule, kolekcję ornatów.


Jest i skarbiec! Przed skrzyżowaniem nawy południowej z transeptem - wąskie drzwi, a za nimi - uwaga, na schody! W niewielkim pomieszczeniu obejrzymy przedmioty kultu, a pośród nich kilka relikwiarzy. Jeden z nich zawiera kości św. Bernarda z Clairvaux i św. Malachiasza. Jest też monstrancja z zębem św. Piotra. Tuż obok fragment palca św. Jana Chrzciciela, kolejna kryje kość ze stopy św. Jana z Awentynu. Jest też relikwia szaty Najświętszej Maryi Panny!

Katedra. Są tacy, co zobaczą w niej wyłącznie muzeum. Jak bardzo jednak oszuka się, - a katedrę ograbi ze znaczeń - ten, kto tak postąpi!


Katedra, ta wielka szkatuła na światło! Na końcu czasów Aniołowie, lub sam Bóg uniesie jej wieko, by przyjąć nas do swoich spichlerzy

A póki co, dzięki płynącemu z góry światłu wciąż na nowo możemy przeżywać cud narodzin i grozę śmierci, zwycięski pochód świętych, orszak męczenników, teraźniejszą i… przyszłą chwałę zbawionych...

Katedra - kamienna sztaluga, a na niej obraz, tak, - obraz Niebieskiego Jeruzalem, obiecanego mieszkania Boga z ludźmi.

Katedra - lustro, za którym ukrywa się Przedwieczny…


Ale katedra, to także muzyka, która przeniknie duszę, muzyka, która nigdzie indziej nie wybrzmi, jak tu właśnie…

Trwają przygotowania do wieczornego koncertu... A jeśli ktoś tu się skrzywi, a może nawet zaprotestuje, bo przecież katedra, to nie aula koncertowa (to prawda), to jednak dzisiejszego wieczoru dźwięki porwą duszę i uniosą tam, skąd przyszła, do Boga.


Kimkolwiek jesteś, jeśli chcesz ocenić chwałę tych drzwi

- pisze w swoim kazaniu na poświęcenie kościoła opat Suger - 

Podziwiaj nie złoto i koszta, lecz mistrzostwo dzieła.

Jasne jest dzieło szlachetne, lecz będąc szlachetnie jasnym

Winno oświecać umysły, tak by przez światło prawdziwe

Ku prawdziwemu szły światłu, gdzie Chrystus - światło prawdziwe.

A jak to w tym świecie możliwe

Drzwi mówią: myśl prosta do prawdy się wznosi

Przez materię, a widząc to światło, unosi się

Wzwyż z poniżenia swojego.


Zrozumieć katedrę… Jednak w tym „zrozumieniu” akurat praca rozumu wydaje się być czymś drugorzędnym (a może nawet nic nie znaczącym). Bo śpi rozum, kiedy Oblubienica szuka Oblubieńca. I znajduje. Czyż nie o tym jest Pieśń nad pieśniami?

Oto ten, który zstępuje z Wysoka, przychodzi z pustyni. Prowadzi (mnie) do swoich komnat, rozrządza wino…



Katedra. Jest to też miejsce (i czas) ciszy, w której kryje się Najświętszy Sakrament. Ciszy sam-na-sam, ciszy bezsłownej, z której rodzi się modlitwa.

I pytanie (którego nie unikniesz) ...


















poniedziałek, 9 września 2024

Z Colombey-les-Deux-Églises do Troyes...

Na 80. kilometrze drogi do Troyes leży małe miasteczko, Colombey-les-Deux-Églises. Z długiej nazwy - wydaje się, że Francuzi lubują się w takich opisowych formach - mógłbym wnosić, że znajdę tu dwa kościoły. Sprawdzam na mapie - nie, jest tylko jeden: Notre-Dame-de-l’Assomption.


Jest późny wieczór i najwyższy czas pomyśleć o noclegu. Uwadze zmęczonemu jazdą „chłopcu na rowerze” umyka więc fakt, że miasteczko, na co wskazuje nazwa ulicy: Rue du Général de Gaulle, to gratka dla miłośników historii, miejscowość związana z postacią, od której ulica wzięła nazwę. Miejsce, jak się później okaże - znane nie tylko Francuzom...


Na otaczającym kościół od wschodu i południa niewielkim, parafialnym cmentarzu znajduje się grobowiec rodziny... tak, zgadujecie, - de Gaulle. Tu pochowany został najbardziej znany z rodu, pełniący w latach 1958-69 urząd prezydenta Francji - generał, polityk i mąż stanu, Charles de Gaulle. Gdyby kontynuować jazdę wspomnianą Rue, dotarlibyśmy do położonej kilkaset metrów na południe od kościoła rodzinnej rezydencji Generała - La Boisserie. Rankiem, na wyjeździe w kierunku Troyes minę znajdujące się po lewej stronie drogi memoriał i muzeum...

(dziś, 9 września, mija 57. rocznica wizyty Generała w oliwskiej Katedrze. Będąc wówczas „początkującym" ministrantem, widzę go, jak zajmuje miejsce w pierwszej ławce lewej nawy katedry. Jako głowa państwa de Gaulle nie raz dawał publiczne świadectwo swojej wiary).


Na małym, przypominającym kształtem bumerang skwerku znajdę skrojony pod mój namiot kawałek trawnika. Nie naruszając powagi miejsca będę też poza polem uwagi nawiedzających grobowiec Generała.


Niedziela. 7:30 jestem już w drodze. Mimo, że w Troyes będę po raz drugi, katedra wciąż pozostaje dla mnie księgą zamkniętą, zapieczętowaną.…

Dlaczego 10 lat temu w poniedziałkowy poranek opuściłem miasto nie czekając jej otwarcia? Może już wtedy założyłem, że któregoś roku św. Piotr i Paweł powtórnie znajdzie się na mojej trasie? Jest przecież tak blisko Paryża…

A więc to dziś jadę odrobić zaległą lekcję? I jak wtedy, także dziś - jest niedziela...


Ruch jest niewielki, świąteczny. Pogoda sprzyja, wiatr przyjemnie chłodzi upał. W Bar-sur-Aube zatrzymam się na śniadanie i zaglądam na miejscowy dworzec. Jest 9. Przeglądam rozkład jazdy. Najbliższe połączenie z Troyes - za półtorej godziny, ale będzie to tylko bus. Mniejszy lub większy, jednak na zabranie się z rowerem nie mam co liczyć. Ale co to za pomysł, co za myśl? Jestem przecież „chłopcem na rowerze”, a jeszcze inni mówią, że rower, to moja kołyska. Więc, jak to?

Dworzec w Bar-sur-Aube... Zatrzymuję się tu tylko po to, by go obejrzeć. Dworzec jest pusty. Nic i nikt nie zakłóca panującej na peronie ciszy. Tu nie pociągi, a myśli zatrzymują się i trwają w ciszy bezsłownej...

Ale dosyć, czas ruszać!


Troyes. Wspomnienie.

Jest rok 2014. Późne, czerwcowe popołudnie. Obchodzę katedrę. Zatrzymuję się na rogu Rue Brissonnet i Rue de la Cité i w pewnym momencie czuję, że ktoś mi się przygląda. To Jeremy, student miejscowej uczelni, jak się później okazuje, - Francuz z polskimi korzeniami. Podchodzi i zagaduje. Zaprasza do siebie...

Jedząc dziś kolację na poddaszu małej mansardy, czuję się, jak gość wykwintnej, zawieszonej nad dachami Rue de la Cité, restauracji. A daniem głównym i to podanym przez okno trzeciego piętra, okaże się widok na nawę św. Piotra. Pijemy wino. Rozmawiamy...

Tamten wieczór… pamiętam go, jakby to było rok, a nie 10 lat temu. I to, że światła od św. Piotra i te w oknach na trzecim piętrze Rue Brissonnet pozdrawiały się jeszcze długo...





Tego wieczoru jem kolację na poddaszu starej (może tak starej jak sama katedra) kamienicy, i stąd, jak z tarasu wykwintnej restauracji zawieszonej nad dachami Rue de la Cité mam widok na nawę katedry. Jestem gościem Jeremy'ego. Jemy kolację. Pijemy wino. Rozmawiamy...

Pamiętam tamten wieczór dobrze i to, że światła od św. Piotra i te w oknach na trzecim piętrze Rue Brissonnet pozdrawiały się długo...



Gdyby nie tamta okoliczność, już wtedy dowiedziałbym się, że w Troyes kempingu także... nie ma. Ściśle rzecz biorąc jest, ale pole dla kempingo-wozów, bez dostępu do mediów. Lecz jaka korzyść przyszłaby mi wówczas z tej wiedzy? I jaki pożytek miałbym z niej dziś? Czy zmieniłaby cokolwiek w moich planach?

Ale od czego jest zapas wody? Kąpiel w butelce wody? Nie po raz pierwszy i, jak się okaże w Sens i jeszcze dalej, - nie ostatni...


Dziś zostawiam rzeczy na kawałku wolnego trawnika aire de camping cars (przecież nie jestem tu sam!) i o 15 wracam na wypełniony popołudniowym światłem plac św. Piotra.

Katedra w sercu miasta. Katedra - serce miasta...








Pogoda jest przepiękna, słońce do późnych godzin będzie kontrastować szachulcowe mury i sycić oczy różnobarwnym wypełnieniem; zachwycają kamienice i w miarę, jak pną się ku niebu, zagarniają coraz więcej przestrzeni. Niektóre łamią reguły perspektywy i w niemym geście, jakby spragnione wiedzy o sobie i zachwycone urodą sąsiada - niemal stykają się na wysokości dachów!

Ach, co działo by się tutaj, gdyby dachy były jeszcze wyżej?

Tu kończy się myśl. Ach, zostawmy coś wyobraźni...











czwartek, 5 września 2024

Toul - Domrémy-la-Pucelle...

Piątek, 7 czerwca.


Rower! Nareszcie rower! W Toul na kilka najbliższych dni, aż do Gien (nad Loarą) żegnam się z przyjazną rowerom koleją i jadę do Domrémy, niewielkiej wioski położonej w zachodniej Lotaryngii, dziś, - po reformie administracyjnej z 2016 roku - razem z Szampanią i Alzacją stanowiącej region Grand Est.

Domrémy, a ściśle - Domrémy-la-Pucelle, to miejsce urodzenia Joanny d’Arc.


Wiem, że w Domrémy nie spotkam w ani pięknej architektury ani wielkiej sztuki. Jednak jadę tam z potrzeby serca i śladami innej wielkości, wielkości mierzonej niezłomnością i heroicznością cnót. To stąd, licząca w momencie rozpoczęcia swojej misji 16, a może 17 lat Joanna, córka wiejskiego urzędnika i rolnika Jacques’a z Ars i Izabeli Romee, w towarzystwie zbrojnej eskorty udaje się do Chinon, by przekonać Karola VII o woli Nieba i jego obowiązkach wobec Francji i narodu. Otrzymawszy od Delfina dowództwo nad wojskiem Joanna poprowadzi je do zwycięstwa nad Anglikami, odzyskania zajętych przez okupanta terytoriów i koronacji Karola VII w Reims.



Z Toul do Domrémy jest 40 km, co zajmie mi 3 godziny niespiesznej jazdy...

Szukam tablicy, która poprowadzi mnie na kemping. Tablicy brak, a droga, w którą wg mapy powinienem skręcić jest… rozkopana!

Szukam objazdu. Nie ma. Zawracam. Po drodze na bramie jednej z posesji dostrzegam szyld: Le Clos Domremy. Pokoje i domki.

Nie stać mnie, myślę, ale w rogu tablicy dostrzegam jakubową muszlę. Jest nadzieja - myślę. Pukam do drzwi obszernej, piętrowej willi (z ogrodem) i proszę o kawałek trawnika. Drzwi otwiera starsza pani, najwyraźniej gospodyni. Rozmawia z mężem, naradzają się, gdzie by mnie tu umieścić.

- Może pokój? - pyta gospodyni...

- Nie, dziękuję bardzo. Wystarczy mi namiot…

Gospodarz wskazuje kawałek trawnika.

Oboje Państwo wracają do swoich zajęć, a ja w towarzystwie jednego z dwóch - tego odważniejszego - kotów stawiam namiot.

Wieczorem Gospodarz pokaże mi ogród, zaprasza do altany. Rozmawiamy.

Dziś nie wydarzy się już nic. Telefon do rodziny i idę spać.








Sobota, 8 czerwca. Poranek.

Z samego rana jadę do bazyliki du Bois-Chenu. Kościół stoi na leśnym zboczu, 2 km od zabudowań i w bezpośredniej bliskości miejsca, gdzie Joanna miała widzenie Świętych (Michała Archanioła, świętych Katarzyny Aleksandryjskiej i Małgorzaty). Neoromański w stylu kościół wybudowany na przełomie XIX i XX w. dedykowany został Patronce Francji dopiero po zakończeniu procesu beatyfikacyjnego, w roku 1909, a do rangi bazyliki podniesiony po jej kanonizacji.





W drodze powrotnej odwiedzam domek rodziny d’Arc, „Centre Johannique” i parafialny kościół. W kruchcie - chrzcielnica. Umieszczona na niej tablica głosi, że tu ochrzczona została Joanna.


Przed wyjazdem jeszcze chwilę rozmawiam z Gospodarzem. A to o moich planach i dalszej trasie, a to o św. Joannie. Pijemy kawę. Na koniec zostaję „poczęstowany” wizytówką: Sekrety Joanny. Prawdziwa historia Joanny zwanej d’Arc...

Ach! co począć, gdy nawet mieszkańcy Domrémy zaczynają wierzyć w baśnie i udają rozumnych?

Isabel, jak na troskliwą Panią domu przystało, przygotowuje mi „wyprawkę".


Jadę. Przede mną 150 km drogi. Jazda bez pośpiechu zajmie mi 2 dni… W Troyes będę w niedzielne popołudnie.