Rouen

Rouen

piątek, 16 sierpnia 2024

Metz. Katedra Saint-Etienne...

W środowe południe opuszczam Strasbourg. Wrócę tu jeszcze za rok, a dziś jadę do Metz, dawnej stolicy Królestwa Lotaryngii. Z uwagi na w przeważającej części wyżynny profil trasy, jadę pociągiem. To zaledwie półtorej godziny, ale wystarczająco dużo, by naładować telefon i komputer.


Metz. Kemping.

Melduję się, pour une nouit, s’il vous plait. Rozkładam namiot. Kilka metrów dalej powolnym nurtem toczy swoje wody Mozela, trawnik obok zajęła ptasia rodzina. Jadę do miasta. Ostre, kontrastujące fasadę katedry światło z trudem i tylko na krótką chwilę przedziera się przez zwały chmur. Dodatkowo widok z najlepszego, tylnego „fotela" Rue Ambroise w kierunku placu przesłania wieża z aparaturą do nocnych iluminacji, - nawiasem mówiąc, widowisk tu i tam groteskowych, w disneyowskiej oprawie, ale bez treści, a z pewnością stanowiących utrapienie dla mieszkańców z najbliższego otoczenia. Spektaklu w Metz nie obejrzę „na żywo”, bo pierwsza odsłona nowego sezonu (czerwiec-sierpień) dopiero za 2 tygodnie.





Metz. Katedra.  Jej budowa rozpoczęła się w początkach XIII w. a kontynuowana była przez kolejne 3 stulecia. Nie będę więc spieszył się i ja. Obchodzę katedrę, oswajam ze sobą. Długo stoję przed fasadą. Strzelisty tympanon, - a nad nim w gotyckie okno wprawiona ogromna rozeta, - zdaje się porywać niewielki, nakryty dachem dziedziniec wzwyż, ku niebu, tam, gdzie Prawdziwe Światło - Jezus Chrystus. W majestacie i glorii, otoczony Ewangelistami.







Po prawej stronie - zwrócony niepełnym profilem, jak na obrazach niderlandzkich mistrzów (en trois quarts - na trzy ćwierci) - prowadzi do wnętrza (i nim wejdę, jak wchodzą do Nieba zbawieni na tryptyku Memlinga) portal Najświętszej Maryi Panny (portail de la Vierge). A w jego centrum (w głęboko osadzonym tympanonie) scena Zaśnięcia NMP. W ościeżach pozdrawiam wysoko urodzone postaci, a między nimi bliźniaczą tej ze Strasbourga (i Beziers) parę - Synagogę i Eklezję.









Obchodząc katedrę wokół (i co rusz wracając na Rue Ambroise, by pojmać światło na fasadzie) wciąż jeszcze nie zdaję sobie sprawy z rzeczywistych rozmiarów katedry. To trzecia po Beauvais (49 m) i Amiens (42) pod względem wysokości nawa! Ten pęd kamienia (choć więcej tu szkła, niż kamienia) ku górze w pełni objawia się dopiero po przekroczeniu progu. Patrzę na organowy prospekt, stąd - jakby wielkości jaskółczego gniazda i myślę o tutejszym organiście i że przecież tu trzeba kogoś więcej! I o tym, jak przebiegała rekrutacja. I czy wystarczył akademicki dyplom?

- Organistę z uprawnieniami latania zatrudnimy, - przeczytalibyśmy na Portalu Katedry...


Katedra Saint-Etienne.

Nie tylko kościoły Lotaryngii i Alzacji czczą Pierwszego Męczennika. Poświęcono mu także wiele innych katedr: Auxerre, Bourges, Cahors, Châlons-en-Champagne, Meaux, Paryż, Tuluza. A na mojej drodze są kolejne: w Sens, Limoges i najbliższa - w Toul. 


Kamień, którego użyto do budowy katedry pochodzi ze złóż opodal dawnych kopalni żelaza, 15 km stąd. To właśnie ponoć obecne w kamieniu związki tlenku żelaza nadają wapiennej skale widowiskowy, zwłaszcza w porze wieczornej, żółtawo-ochrowy odcień (pierre de Jaumont).





Regotyzowana w późnych latach XIX w. i oczyszczona z wszelkich barokowych ozdób fasada (i oba dziedzińce) kryją wyjątkowej urody figury. A kolekcja postaci nie jest przypadkowa. To precyzyjnie przemyślany program ikonograficzny!

Wśród figur nie dostrzegam jednak Patrona katedry. Odnajdę go dopiero na zdjęciach publikowanych przez innych, bardziej niż ja, uważnych. 

Czy to błąd w sztuce? Nie. Obmyślając i przygotowując trasę skupiam się przede wszystkim na szczegółach mapy, „architekturze” drogi, właściwości i detale miejsca pozostawiając późniejszej spostrzegawczości. A jeśli postępując w ten sposób stracę nocne zwiedzanie krypt (Saint-Quentin) czy możliwość wejścia na poziom galerii (Laon, Amiens)? Następnym razem, - mowię sobie, bo do wielu miejsc jeszcze wrócę.


Jednak szczegóły, jak ten, że artysta przywracając portalowi jego gotycki charakter usunął prorokowi Danielowi wąsy, bo nazbyt upodabniały go do Cesarza Wilhelma, nie budzi ani moich emocji ani nawet uwagi. Są tu inne, bardziej wyraziste i godne uwagi i podziwu znaki: scena zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny, budzące bojaźń (to przecież początek mądrości), ale także zachwyt i nadzieję, - wizja Sądu Ostatecznego, Apostołów rzesza, czy wspomniane już personifikacje Starego i Nowego Przymierza. I Ona, trzymająca Dzieciątko na rękach…!



Piękna jest też wzniesiona nad kaplicą Najświętszego Sakramentu, zdobiona koronkowymi detalami i łamiąca symetrię budowli, wieża de Mutte (98 m). Jednak to, czym wyróżnia się katedra spośród wielu innych gotyckich świątyń (i pod tym względem nie ma sobie równych), to okna katedry, - ponad 6500 m2 przeszklonej powierzchni!

Nie jest to jednak dzieło jednorodne, jednego czasu czy artysty, czy choćby grupy. Nie wszystkie znalazły równy podziw i uznanie. Nie wszystkie też wytrzymały moje spojrzenie, lecz wszystkie mają jedną wspólną cechę: są źródłem światła, które podnosi ducha i duszę wzwyż. Ponad zawieszone na pół-wysokości, jak jaskółcze gniazdo, organum… 

Ku prawdziwemu światłu, gdzie Chrystus... 


Następnego dnia o poranku, w drodze na dworzec, raz jeszcze zatrzymam się i usiądę przed katedrą.










niedziela, 11 sierpnia 2024

Jedno zdjęcie za 1000 słów...

Rzeźby z portalu fasady zachodniej. Pośród nich postaci Panien mądrych i głupich...











Późnogotycka kazalnica, dzieło Hansa Hammera (XV w.).







Eklezja i Synagoga:

Odziana w długie, zwiewne szaty Eklezja ma na swoich skroniach koronę. Jej chłodny, surowy wyraz twarzy obrazuje stanowczość i władczość. Zmysłowa w swojej pozie Synagoga (ten aspekt zdają się podkreślać wykonane z przejrzystego materiału i obciskające, niczym mokry jedwab ciało, szaty) jest wyobrażeniem złudnego piękna. Przewiązane draperią oczy obrazują zaślepienie, a złamana włócznia i wypadające z rąk tablice Mojżeszowe - grzech i niewierność Przymierzu.

Średniowieczna teologia wskazywała na negatywny aspekt tej alegorycznej postaci - niegdyś pierwszej oblubienicy Boga:

Okazawszy niewierność [Bogu] i stoczywszy się do roli nierządnicy, na końcu czasów znów się do Niego zwróci...

Zapowiedzią tego zwrotu zdaje się być lekko podniesiona głowa.


Oryginały rzeźb znajdują się w przykatedralnym muzeum. Ich nie mniej doskonałe przedstawienie spotkamy na portalu katedry w Bezier, ale jeszcze wcześniej, w Metz.






Filar Anielski:

Pośrodku nawy południowej stoi podtrzymujący sklepienie i dzielący nawę filar (XIII w.) nazwany ze względu na umieszczone na nim figury aniołów - Filarem Anielskim. W dolnej strefie autor umieścił posągi Czterech Ewangelistów, zaś nad nimi dmące w trąby cztery anioły. Stojące w najwyższej strefie Anioły trzymają w rękach tzw. Arma Christi (tj. narzędzie Męki Pańskiej).


Nie mogłem się oprzeć, żeby w środowy poranek nie obejrzeć ich raz jeszcze…

Pośród ciszy, co bywa bardziej wymowna, niż słowa.

Jedno zdjęcie za 1000 słów...









niedziela, 4 sierpnia 2024

Katedra Najświętszej Marii Panny w Strasburgu.

Strasbourg, ale najpierw kemping.

Po wczorajszej, zaniechanej próbie dotarcia na miejski kemping w Strasbourgu docieram tu przed południem, stawiam namiot - bo dobrze będzie wrócić północą „na gotowe” - i ruszam w miasto.


Katedra.

Wzniesiona z czerwonego piaskowca w sercu Grande-Île i opasana wodami kanału i rzeki L'ill jest katedra - pełnym tytułem - Perłą miasta!


Jeśli chcesz dobrze zacząć spotkanie, rozpocznij wędrówkę dawnym Rybim Targiem. A kiedy już staniesz na wysokości Rue Mercière z jej charakterystyczną zabudową, zapewniam Ci, że z wrażenia zatrzymasz się i jeszcze długo nie postąpisz dalej…



Zachwyt miesza się z bezradnością. Już wiem, że nie znajdę słów, czuję się „niepiśmienny". Koronkowe detale, figury, fiale i filigrany, widoczne już stąd, - choć wciąż daleko - podkreślają smukłość i lekkość całej budowli i wydają się nie mieć żadnego związku z materią, z której zostały wykonane. Zdaje mi się, że widzę delikatną tkaninę rzuconą na kamienną sztalugę, wykradziony z Luwru obraz doskonały.





„Gdym pierwszy raz udał się do katedry - pisał w swym studium O niemieckiej architekturze, mający w tamtym momencie 24 lata Goethe - głowę miałem pełną ogólnikowych wiadomości o dobrym smaku. Zgodnie z tym, co mówiono, czciłem harmonię, czystość form. Byłem zawziętym wrogiem zawikłanej niesubordynacji gotyckich zdobień. Dla tego wszystkiego, co nie mieściło się w moim systemie, miałem jedną nazwę - gotycki.

Jakże nieoczekiwane, zdumiewające wrażenie wywołał we mnie widok katedry, gdym stanął przed nią: jakieś wielkie, zupełne doznanie złożone z tysiąca harmonijnych cząsteczek; mogłem się nim rozkoszować, mogłem smakować nie-niebiańskie radości!

Jest tu najgłębsze wyczucie prawdy i piękności stosunków […] budowla wznosi się jak wyniosłe, szerokie, boskie drzewo, które tysiącem konarów, milionem gałęzi i listków głosi doskonałość swego Mistrza.”, - pisał autor Fausta.




Jan Onufry Ossoliński, który odwiedził Strasbourg (1779) notował, iż katedra „zbudowana jest w sposobie gotyckim, wielce regularną strukturą, upiększona wszystkim, co architektura ma najdelikatniejszego, i ozdobiona przepyszną wieżą, cennym pomnikiem architektury […]

Słusznie uchodzi ona za najpiękniejsze na świecie dzieło sztuki w tym rodzaju, zarówno ze względu na wysokość, jak i na delikatność roboty. Jest cała ażurowa, tak że oglądając ją z pewnych stron trudno sobie wyobrazić, jak może stawić czoło złej pogodzie”...


Można się zastanawiać, czy właściwym dla opisu kamiennej budowli jest określenie „przepyszny”, co z upodobaniem czyni w swoich opisach W. Łysiak, ale okazuje się, że piaskowiec wcale nie zgrzyta pod zębami a p. Waldemar nie był pierwszym, który opisywał swoje zachwyty językiem kulinarnym.




Jedną z najbardziej szczegółowych relacji ze spotkania z Katedrą przekazuje nam A. Domeyko, który zwiedzał ją w towarzystwie Mickiewicza w lipcu 1832 roku:

„Kilka dni tylko zatrzymaliśmy się [Domeyko i Mickiewicz] dla widzenia miasta, katedry i wieży Münster. Ta ostatnia słusznie policzona między arcydzieła sztuki, cała z kamienia, jakoby z kamiennej koruny utkana, panuje nad całym miastem i całą jego okolicą jak wielki świadek z czasów silnej wiary i rycerstwa, w których zamiast formowania licznych pułków, szwadronów i korpusów stawiano kościoły. Dziwiła mię śmiałość, z jaką budowniczy podniósł ją tak wysoko, w niebo, jako też harmonia wszystkich jej ogniw i przedniejszych części powiązanych w całość z taką dokładnością, że cała budowla pomimo swej olbrzymiej masy zachowuje charakter bezpiecznej równowagi i lekkości; dziwiła sumienność, z jaką wykonana i wykończona została cała myśl i plan budowniczego w najmniejszych nawet szczegółach; wszystkie ozdoby, choć z twardego piaskowca wyrobione, mają wejrzenie, jakby były z wosku czy jakiej miększej materii. Szczeblując po wieży, podziwialiśmy z Adamem wykończenie drobnych nawet szczegółów, jako to gzymsów, kapiteli i rozmaitych ozdób nawet, pochowanych w otworach i kątach, których zewnątrz nie widać. W jednym z nich, wpatrując się, dostrzegliśmy wysmukłą wąską kolumnę, opartą na głowie aniołka z tegoż samego kamienia wyżłobionej. W twarzy aniołka dziwna spokojność i cierpliwość, a że ciężar pilastry przyciskać zdawał się zanadto mu głowę, podłożył rączkę swoją pod podnóże tej pilastry. Kapitele też zamiast akantowych liści i korynckich zwojów ustrojone tu są w liście winogradu, to jest krajowej ozdoby, nie pożyczane z greckiej architektury. Jakaś głęboka pobożność maluje się w tej gotyckiej ozdobie. Zdaje się, że architekt budował przede wszystkim dla własnej duszy, na chwałę Bożą, nie dbając o efekt, na wrażenie zewnętrzne i oklaski. Nie spieszył się z wykończeniem, zostawiał dzieło swoje drugim, młodszym, przestając na tym, co mu Bóg dozwolił wykonać, a owe świetne katedry dłużej budowały się niż dzisiejsze wielkie w Zjednoczonych Stanach miasta i stolice; toteż przetrwają wiele miast i narodów”.









Wieża.

Oczywiście, że na nią wejdę, a właściwie na taras, z którego wieża na kilka pięter wystrzela ku niebu i "zda się, nie czujesz, iżby stała i ciężyła na ziemi, ale że owszem, własną siłą i życiem rośnie z ziemi w niebo jak palma i za okiem myśl widza, a za myślą i duszę gwałtem z sobą na wysokość porywa”, pisał Antoni Odyniec.

„Wieża zawsze prześliczna, koronkowa, przejrzysta, lecąca ostrzem w niebiosa”, - pisał Jan Zaleski do Zofii Zaleskiej.

A St. Wyspiański tak pisał do L. Rydla: „Za parę godzin mam wyjeżdżać ze Strasburga – przechylam się za poręcz okna i patrzę ku tej wieży, w górę, w górę – jak ona leci monotonnymi piętrami jak litanią – jakby się przesuwało paciorki różańca patrząc na nią”.


Patrzę na nią i ja, i razem z młodym Wyspiańskim długo jeszcze będę przesuwał paciorki tego „różańca". I nie ma w tym widoku, tej scenie, miejsca na obiegowe, źe „to kwestia gustu”, albo że „o gustach się nie dyskutuje”. Bo wtedy zapytam Cię o to, jaka kultura ukształtowała Twój gust. I może się zdarzyć, że się miniemy, nie spotkamy...



O jak piękna jesteś, przyjaciółko moja, 

jakże piękna! 

Oczy twe jak gołębice 

za twoją zasłoną. 

...

Jak wstążeczka purpury wargi twe 

i usta twe pełne wdzięku. 

Jak okrawek granatu skroń twoja 

za twoją zasłoną. 

Szyja twoja jak wieża Dawida, 

warownie zbudowana; 

tysiąc tarcz na niej zawieszono, 

wszystką broń walecznych. 

...

Nim wiatr wieczorny powieje 

i znikną cienie, 

pójdę ku górze mirry, 

ku pagórkowi kadzidła. 

...

Oczarowałaś me serce, siostro ma, oblubienico, 

oczarowałaś me serce 

jednym spojrzeniem twych oczu, 

jednym paciorkiem twych naszyjników. (Pnp 4,1-6)


Źródło cytatów.