Rouen

Rouen

czwartek, 19 września 2019

Enez Eussa czyli Jest Wyspa...

Jest nagła wyspa Rzeźba morza kołyska
groby między eterem i solą
dymy jej ścieżek oplatają skały
i podniesienie głosów nad szum i milczenie
Tu pory roku strony świata mają dom.
i cień jest dobry dobra noc i dobre słońce
ocean rad by tutaj złożyć kości
zmęczone ramię nieba opatrują liście
Jej kruchość pośród wrzasku elementów
gdy nocą w górach gada ludzki ogień
a rankiem zanim wybłyśnie Aurora
pierwsze w paprociach wstaje światło źródeł
„Wyspa” – Zbigniew Herbert

Jest Wyspa. Nie nagła, jak w wierszu Poety, bo przy dobrej pogodzie widać ją jeszcze z Pointe Saint-Mathieu. Nie nagła, bo i decyzja, żeby tu przyjechać zapadła już ponad rok temu.
Ouessant…
To najdalej na zachód wysunięta część Finistère, największa z oceanicznych posiadłości Bretanii. Można dostać się na nią płynąc albo z Brestu i wtedy przeprawa trwa około 3 godzin albo stąd, z małego portu Le Conquet, i wówczas rejs trwa o połowę krócej. Bilet można kupić w kasie na miejscu, jednak planując przeprawę w dni świąteczne lepiej dokonać zakupu z wyprzedzeniem, przez stronę, a bilet odebrać w porcie pół godziny przed odprawą.


Ouessant, Enez Euza (ang. Ushant) albo po prostu Wyspa. Nie ma tu katedry. Jest natomiast kościół, dwa sklepy, kilka knajpek i kemping, który będzie mi portem na końcu świata na 5 kolejnych dni.
Nie tu ma katedry ani nawet ruin. Najbliższe ślady dawnej świetności Regnum Francorum mijamy płynąc z Brestu, na wysokości Pointe Saint-Mathieu, kilka mil przed Le Conquet.



Tak, nie ma tu katedry, jednak mimo oczywistych celów każdej od 7 już lat wyprawy - w tym roku były to gotyckie panie w Meaux i Evreux, oraz ich starsza siostra w Saint-Paul-de Leon - postanowiłem odwiedzić także Ouessant, małe królestwo czarnej pszczoły i miniaturowej odmiany czarnej owcy.
I gdyby nie odwiedziny u Przyjaciół, powiedziałbym, że kolejna, trzecia już wizyta w Coutances, była na tej drodze zaledwie przystankiem. Nawet „Miguel", którego porywy obudziły mnie w nocy z czwartku na piątek i zatrzymały na cały dzień na kempingu w Karemma (Miguel zatrzymał wszystkich, którzy tego dnia byli w drodze) nie był w stanie mnie zniechęcić. Żałowałem tylko, że ten pogodowy „kaprys", bo wszystko trwało zaledwie kilkanaście godzin, nie znalazł mnie tam właśnie - na Wyspie.


Ląduję więc w niedzielny wieczór na tej "Rzeźbie morza", oceanu „Kołysce”, gdzie w sporze o pierwszeństwo wpłynięcia do kanału La Manche walczą wszystkie chyba prądy Atlantyku. Burzliwe toczą się tu zawody i bywa, że nie kończą się nawet po zachodzie słońca, jednak dziś po czwartkowej olimpiadzie nie ma nawet śladu. Tylko nabrzeże, kiedy wspinam się po betonowych schodkach na parking, zdaje się wciąż płynąć...
Prom - Wyspa - "Morza kołyska…"
Wrócę tu jeszcze...

niedziela, 15 września 2019

Jeszcze na Podwyższenie Krzyża Świętego...



16 Oto, czego uczę: postępujcie według ducha, a nie spełnicie pożądania ciała.
17 Ciało bowiem do czego innego dąży niż duch, a duch do czego innego niż ciało, i stąd nie ma między nimi zgody, tak że nie czynicie tego, co chcecie.


18 Jeśli jednak pozwolicie się prowadzić duchowi, nie znajdziecie się w niewoli Prawa. 
19 Jest zaś rzeczą wiadomą, jakie uczynki rodzą się z ciała: nierząd, nieczystość, wyuzdanie,
20 uprawianie bałwochwalstwa, czary, nienawiść, spór, zawiść, wzburzenie, niewłaściwa pogoń za zaszczytami, niezgoda, rozłamy,
21 zazdrość, pijaństwo, hulanki i tym podobne. Co do nich zapowiadam wam, jak to już zapowiedziałem: ci, którzy się takich rzeczy dopuszczają, królestwa Bożego nie odziedziczą. 


22 Owocem zaś ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność,
23 łagodność, opanowanie. Przeciw takim [cnotom] nie ma Prawa.


24 A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje z jego namiętnościami i pożądaniami.
25 Mając życie od Ducha, do Ducha się też stosujmy.

z Listu świętego Pawła Apostoła do Galatów (Ga 5)

piątek, 13 września 2019

Na Podwyższenie Krzyża Świętego (14 września).

Sztandary Króla się wznoszą:
Zabłysła tajemnica Krzyża,
Na którym życie śmierć poniosło
I przez śmierć dało żywot światu.

Z boku, przebitego
Srogiem ostrzem włóczni,
Wypłynęła krew i woda,
Aby obmyć nas z grzechów.

Wypełniła się przepowiednia,
Którą wyśpiewał Dawid
Mówiąc narodom:
Z drzewa Bóg zakróluje.

O drzewo drogie i najświetniejsze,
Przyozdobione purpurą króla,
Stałoś się godnem dotykać
Najświętszych członków.

Szczęśliweś jest, bo na ramionach
Twoich, zawisnął okup świata!
Na twojej szali Bóg zważył Ciało,
Które wydarło piekłu zdobycz.

Witaj, krzyżu, nadziejo jedyna!
W tej tryumfu chwale
Wyproś dla wiernych pomnożenie łaski,
A grzesznym odpuszczenie win.

O Trójco, zdroju zbawienia,
Niechaj Cię chwali wszelkie stworzenie!
Przydaj nagrodę wieczną tym,
Którym dajesz zwyciężać w krzyżu.
Amen.
Sztandary króla (Vexilla Regis). Hymn brewiarzowy.


"Jak więc przejęliście naukę o Chrystusie Jezusie jako Panu, tak w Nim postępujcie: zapuśćcie w Niego korzenie i na Nim dalej się budujcie, i umacniajcie się w wierze, jak was nauczono, pełni wdzięczności.
Baczcie, aby kto was nie zagarnął w niewolę przez tę filozofię będącą czczym oszustwem, opartą na ludzkiej tylko tradycji, na żywiołach świata, a nie na Chrystusie.

W Nim bowiem mieszka cała Pełnia: Bóstwo, na sposób ciała, bo zostaliście napełnieni w Nim, który jest Głową wszelkiej Zwierzchności i Władzy.

I w Nim też […] darował nam wszystkie występki, skreślił zapis dłużny obciążający nas nakazami.
To właśnie, co było naszym przeciwnikiem, usunął z drogi, przygwoździwszy do krzyża."
Kol 2.6nn

wtorek, 3 września 2019

Radości moich oczu, Przyjaciółce duszy…


I. Jeremiasz z Moissac.

W pierwszym momencie w ogóle go nie zauważysz. Nawet nie wiesz, że tam jest…
Pojawia się nagle i niespodziewanie, jak łza pod powieką.
Pamiętasz? Opowiadałem Ci o nim, i wtedy…
(A później z przerażeniem pomyślałem, że mogliśmy się minąć…)

Jeremiasz z Moissac. W dłoniach trzyma zwój Pisma. Czy to już pismo rozwodowe i zapowiedź kar dla wiarołomnej Oblubienicy czy wciąż jeszcze list miłosny?


Pamiętam wierność twej młodości
miłość twego narzeczeństwa, 
kiedy chodziłaś za Mną na pustyni, 
w ziemi, której nikt nie obsiewa. 

To mówi Pan: 
«Jaką nieprawość znaleźli we Mnie wasi przodkowie, 
że odeszli daleko ode Mnie? 
Poszli za nicością 
i stali się sami nicością. 
Nie mówili zaś: "Gdzie jest Pan, 
który nas wyprowadził z kraju egipskiego, 
wiódł nas przez pustynię, 
przez ziemię bezpłodną, pełną rozpadlin, 
przez ziemię suchą i ciemną, 
przez ziemię, której nikt nie może przebyć ani w niej zamieszkać?" 
A Ja wprowadziłem was do ziemi urodzajnej, 
byście spożywali jej owoce i jej zasoby. 
Weszliście i zbezcześciliście moją ziemię, 
uczyniliście z mojej posiadłości miejsce pełne odrazy. 
Kapłani nie mówili: "Gdzie jest Pan?" 
Uczeni w Piśmie nie uznawali Mnie; 
pasterze zbuntowali się przeciw Mnie; 
prorocy głosili wyrocznie na korzyść Baala 
i chodzili za tymi, którzy nie dają pomocy
Ja zaś powiedziałem sobie: Jakże chciałbym cię zaliczyć do synów 
i dać ci przepiękną ziemię
najwspanialszą pośród posiadłości narodów! 
Myślałem: będziesz Mnie nazywał: "Mój Ojcze!" 
i nie odwrócisz się ode Mnie. 
Ale jak niewiasta nie dotrzymuje wiary swemu oblubieńcowi, 
tak nie dotrzymaliście Mi wiary wy, domu Izraela - wyrocznia Pana». (Jer 2:5nn)

Lekko pochylona, zwrócona ku wnętrzu przedsionka głowa zdaje się imitować gest zaproszenia: wejdź! Twarz pociągła, oczy pełne smutku ale ani zwątpienia ani rozpaczy w nich nie znajdziesz. Tak patrzy ktoś, kto ma nadzieję. Wciąż jeszcze ma nadzieję...
Jeremiasz...
Spotkasz go na prawej, wewnętrznej stronie filaru podtrzymującego belkę nadproża (skąd już tylko jeden krok do wnętrza czarnego, jak burzowa chmura, narteksu). Nienaturalnej wielkości i nieco zdeformowana sylwetka nikogo ani nie gorszy ani nie dziwi, bo przecież taki właśnie jest kanon romańskiej sztuki. Więcej: użyte tu środki (z braku odpowiednich słów powiem o przekonującym pięknie) zdają się służyć dwóm na raz celom: bo fiasko prorockiej misji Jeremiasza jest oczywiste ale mimo dramatu odrzucenia, z twarzy Proroka promieniuje jakaś nadzieja, jaka zwykła towarzyszyć tylko wysłuchanej modlitwie:

Boże mój, wołam przez dzień, a nie odpowiadasz
[wołam] i nocą, a nie zaznaję pokoju.
A przecież Ty mieszkasz w świątyni
Chwało Izraela!
Tobie zaufali nasi przodkowie
zaufali
a Tyś ich uwolnił
do Ciebie wołali i zostali zbawieni
Tobie ufali i nie doznali wstydu. (Ps 22:3-6)

Więc wejdź i znajdź wytchnienie…
Wejdź.



II. "Wędrujemy, ja i mój ogród, od kwiatu do owoców". 

Moje dary to sens rzeczy, droga odczytana poprzez znaki i pragnienie, które każe ruszyć w drogę.
I ja, król, podaruję ci jedyny krzak róży, który cię ubogaci, gdyż ja zażądam z niego kwiatu. W ten sposób zbuduję dla ciebie schody, które cię zaprowadzą do wyzwolenia. Będziesz najpierw kopał ziemię i spulchniał ją motyką, a rano będziesz się zrywał, żeby zagony podlewać. Będziesz doglądał posadzonego krzaku i chronił go od robaków i gąsienic. Potem wzruszy cię rozwijający się pąk i nadejdzie święto: róża się rozwinie, róża dla ciebie przeznaczona, którą zerwiesz. A zerwawszy dasz mi ją. Otrzymam ją z twoich rąk i będziesz czekał.
Bo nie wiedziałeś, co zrobić z różą. Wymieniłeś ją na mój uśmiech... i wracasz do domu, cały rozpromieniony królewskim uśmiechem.


Są ludzie pozbawieni poczucia czasu. Chcą zrywać kwiaty, które się jeszcze nie stały kwiatami: i wtedy okazuje się, że nie ma kwiatów. Albo znajdują kwiat, który się rozwinął gdzie indziej i nie jest uwieńczeniem ceremoniału róży, a tylko kwiatem kupionym na targu i niczym więcej. Czy może więc dać ci radość? Ja idę z wolna w kierunku ogrodu. Zostawia on w powietrzu jakby smugę woni, niby statek załadowany słodkimi cytrynami albo karawana z ładunkiem mandarynek, albo wyspa, do której płyniemy, a ona całe morze nasyca zapachem.

Nie gotowy skarb otrzymałem, ale obietnicę. Ogród jest jak osada, którą trzeba zdobyć, albo jak oblubienica, której jeszcze nie posiadłeś, ale trzymasz ją, już powolną, w ramionach. Ogród otwiera się przede mną. To raj drzew cytrynowych i mandarynkowych czekający za niskim murkiem, aż wejdę, żeby się po nim przechadzać. Nikt tu tymczasem nie mieszka na stałe, ani zapach cytryn, ani mandarynek, ani niczyj uśmiech.


Ale ja znam tajemnicę, więc wszystko dla mnie ma znaczenie. Czekam, aż nadejdzie pora ogrodu albo pora zaślubin.
Są ludzie, którzy nie potrafią czekać i nigdy nie zrozumieją poezji, bo wrogi im jest czas, co odnawia pragnienie, stroi kwiat i każe dojrzewać owocom. Próbują znaleźć przyjemność w przedmiotach, a tymczasem można ją znaleźć tylko w drodze, zobaczonej dzięki nim.

Ja idę, idę i idę.
A kiedy znajdę się w ogrodzie, który jest dla mnie przygotowanym krajem zapachów, siadam na ławce. Patrzę. Niektóre liście spadają, niektóre kwiaty więdną. Współczuję ze wszystkim, co umiera i rodzi się na nowo. Nie opłakuję. Jestem czujny, jak na wzburzonym morzu. Nie jest to cierpliwość, gdyż nie chodzi o osiągnięcie celu: rozkosz daje samo wędrowanie.

(Antoine de Saint-Exupéry, Twierdza)



III. "Smak rzeczy boskich”.

Dlatego powiadam wam: Jeżeli świątynia zdaje się niepotrzebna, gdyż ani w niej gotują, ani odpoczywają, i nie służy ani zgromadzeniom starszych, ani przechowywaniu wody, ale tylko poszerzeniu człowieczego serca i uspokojeniu zmysłów, i dojrzewaniu czasu, jak piwnica, w której dojrzewa owoc, i gdzie serce kosztuje przez parę godzin pokoju i uciszenia, i łagodnej sprawiedliwości; jeśli więc budujecie świątynię, gdzie ból staje się hymnem i ofiarą, a groźba śmierci - portem dojrzanym na wygładzonych wodach, czy będziecie sądzić, że wasz wysiłek poszedł na marne?


Tak więc twoja świątynia wzrusza ich i wśród jej ciszy szukają siebie samych. I znajdują się. W przeciwnym razie wzruszałyby ich tylko kramy. Odzywałby się w nich tylko nabywca odpowiadający na wołanie przekupnia. I nie narodziliby się do własnej wielkości. Nie poznaliby swoich wymiarów.


Czy widzicie, jak ludzie ze wszystkich krajów świata gorączkowo szukają kamiennych arcydzieł, których tworzenia już zaprzestaliście? Tych spichlerzy dla serc i dusz. Czy widział kto człowieka wędrującego po świecie, aby obejrzeć składy towarów? Prawda, że człowiek korzysta z towarów, ale po to, żeby żyć, i okłamuje sam siebie, jeśli sądzi, że ich przede wszystkim pragnie. Podróże co innego mają na celu. Widziałeś, jak ludzie jeżdżą tu i tam. A czy zastanawiałeś się, w jakim celu? Czasem istotnie chcą zobaczyć cudownie piękną zatokę albo górę o zaśnieżonym szczycie, albo jakiś wulkan ale przede wszystkim chcą oglądać owe zatopione nawy, które wiedziały, gdzie wiozą człowieka.

(Antoine de Saint-Exupéry, Twierdza)

poniedziałek, 29 kwietnia 2019

Zapowiedź wyprawy 2 i pół...

czyli plan podróży na nie-do-końca poważnie.

Nie do końca, bo jak tu być poważnym, gdy na mapie na miesiąc "przed” wciąż tyle otwartych furtek, a przez nie nie tylko mysz ale nawet słoń przejdzie? Jednak tak właśnie ma być! Tym razem mam zamiar utrzymać zdrowy dystans i do map i rozkładu jazdy. Obiecałem sobie, że nie będę wciskał tej wyprawy w żadne sztywne ramy, bo Bretania, to kraina wyjątkowa. Inna. Bardzo inna. Geograficznie, architektonicznie, muzycznie…


A o tym, że tegoroczna trasa będzie miała taki właśnie, nie-całkiem-oczywisty charakter wiedziałem już rok temu. Są na niej - jakże by inaczej - Katedry, są także romańskie bazyliki i opactwa (te ostatnie w większości zamienione na muzea bądź utrzymane w stanie ruiny) ale jest też miejsce i czas, które nie jest ani katedrą ani nie posiada żadnych innych właściwości stylu, który wprowadził mnie na katedralną ścieżkę. Ta zaś zdaje się nie mieć końca…

Pierwszy i chyba jedyny dający się w miarę dokładnie opisać odcinek trasy, to tzw. szlak belgijski, czyli całkiem spokojny przejazd przez Rochefort i Orval do granicy z Francją - twierdzy Sedan. Stamtąd pociąg zawiezie nas do Reims, skąd przez Epernay i Meaux - do Paryża, miasta, które nie potrafiło ustrzec swojej Katedry. Stamtąd najszybszym, jaki tylko znamy pociągiem do Brestu, a dalej, już promem - na Wyspę.
Chcemy dostać się tam w miarę sprawnie, jednak bez pośpiechu.

Dalsza część drogi, nie nazywam jej wprost powrotną, lecz jeśli spojrzeć na mapę, tak właśnie będzie to wyglądać, to jazda przez pełne celtyckich mitów i opowieści o królu Arturze, i jego Rycerzach (ach, te nieszczęsne, okrągłe stoły!) ziemie Bretanii. Jednak na poszukiwanie czy świętego Grala czy Excalibura ani nawet ruin po templariuszowych komandoriach czasu w tym roku nie starczy.
Może kiedyś…

Dalej, już to pociągiem już rowerem (kolejność nie ma znaczenia) odwiedzamy niezwykłej urody XIII-wieczne, portowe miasteczko Dinan. Sprawdzimy, w jakim stanie jest jego serce - romańska bazylika Zbawiciela. Stamtąd, pociągiem czy koleją (kolejność nie ma znaczenia) udamy się w kierunku dobrze już znanej, położonej na pograniczu Bretanii i Normandii twierdzy Michała Archanioła. Nie zbliżając się zanadto do morskich brzegów, bo tam na nieostrożnego śmiałka wciąż ponoć czyhają uwodzące swoim śpiewem Syreny, zatrzymamy się dopiero (na jedną noc) w Coutances.
Czy i w tym roku uda się odwiedzić rozpięte między Etretat i Fecamp normandzkie klify? Nie wiem. Na liście życzeń i celów jest natomiast katedra w mieście Evreux, i to jej damy pierwszeństwo.

A później, bo przecież to jeszcze nie koniec? Później, jak klucz nuty na pięciolinii - wiążąca wszystkie podróżne wątki wizyta u Przyjaciół...

To oczywiście tylko szkic, lista miast i miejsc bardziej niż zadań czy oczekiwań. Na chwilę obecną bez dat, bez godzin rozkładów jazdy, bez pretensji w rodzaju „must have” czy innych ciemnych kultów.
Bo tylko kiedy jesteś pokorny, mogą wydarzyć się cuda takie, jak pamiętnej nocy pod „druidów kamieniem” w Pornic, pod niebem w Etretat czy tylu innych miejscach.

Jakiej więc innej zachęty nam trzeba, by ruszyć z miejsca?
Jakiej?


ps. w tym roku sprawozdawcą z trasy będzie Krab Leona. Istota, która o wodzie wie wszystko i której nic, co mokre nie jest obce...

poniedziałek, 8 kwietnia 2019

Moissac. Jeremiasz. Lamentacje (Lm 5)

Moissac. 13-14 czerwca 2018
Opactwo św. Piotra.


Wspomnij, Panie, na to, co nas spotkało, 
spojrzyj i przypatrz się naszej hańbie. 
Dziedziczny nasz dział przypadł obcym, 
cudzoziemcom - nasze domostwa. 
Sieroty, nie mamy już ojca, 
a matki nasze jak wdowy. 
Własną wodę za srebro pijemy, 
za własne drzewo płacimy
Pędzą nas z jarzmem na szyi, 
ustajemy, a nie ma wytchnienia. 
Do Egiptu wyciągaliśmy ręce, 
i do Asyrii, by nasycić się chlebem
Przodkowie nasi zgrzeszyli - ich nie ma, 
a my dźwigamy ich grzechy. 
Słudzy panują nad nami, 
nikt nas nie ocala z ich ręki. 
Życiem za chleb płacimy 
wobec [groźby] miecza w pustyni
10 Jak piec nasza skóra gorąca 
od straszliwego głodu
11 Na Syjonie hańbiono kobiety, 
a dziewice po miastach Judy. 
12 Rękami [wrogów] wieszani książęta, 
nie było względów dla starszych. 
13 Młodzieńcy młyn obracali
chwiali się chłopcy pod drewnem. 
14 Starsi porzucili bramę, 
młodzieńcy - swe pieśni. 
15 Znikła z serc naszych radość, 
w żałobę przeszły nam tańce. 
16 Diadem spadł z naszej głowy, 
biada nam, bośmy zgrzeszyli. 
17 Stąd nasze serca chorują 
i oczy nasze zaćmione. 
18 że góra Syjonu - pustkowiem, 
że po niej krążą szakale


19 Lecz Ty, o Panie, Ty trwasz na wieki, 
Twój tron - poprzez pokolenia. 
20 Czemu chcesz o nas zapomnieć na zawsze, 
po wszystkie dni nas opuścić? 
21 Nawróć nas, Panie, a 
wrócimy do Ciebie
Dni nasze zamień na dawne! 
22 Czyżbyś nas całkiem odtrącił? 
Czy tak bardzo na nas się gniewasz? 
po wszystkie dni nas opuścić?

piątek, 5 kwietnia 2019

Billeto-mania 2

Nie. To nie jest zapowiedź trasy druga. To raczej wspomnienie tego, co było. Ale także opis tego co, wciąż trwa, co sprawia, że nawet gdy za oknem mróz lub pada deszcz... No, dobrze. Niech już będzie. Niech będzie, że to zapowiedź, bo przecież kiedy tak wspominam, to nie sposób usiedzieć w miejscu i nie snuć planów! Więc dobrze: zapowiedź ale taka nieoficjalna. Nie pierwsza i nie druga.


Poniedziałek, 11 czerwca, stacja w Gourdon, godzina 12.30. Czerwiec jest wprawdzie kolejnym miesiącem trwającego już od kilku tygodni strajku francuskich kolejarzy, jednak na szczęście dla mnie protest tych miłych, choć, jak się okazuje, bardzo zdesperowanych panów i pań nie ma charakteru totalnego. Mamy więc dwa dni strajku - wtedy nic nie jeździ i możemy postawić namiot nawet na torach ale już na kolejne 3 dni to lepiej przenieść się na peron, albo, co za chwilę uczynimy - wsiąść do najbliższego, “rejsowego".

Pogoda oraz falujący niczym 10 w skali morskiej krajobraz za oknem utwierdzają mnie w słuszności podjętej decyzji: 5 Euro za transport do Cahors, i to w pół godziny? To jak los na loterii. Powiedziałem los? Gdzie tam, dwa losy!


Stojąc na peronie zgaduję, z której strony nadjedzie mój pociąg ale wciąż nie pojmuję, dlaczego lewym torem? Gdy pytanie to wróci do mnie w już mniej dramatycznych okolicznościach, niż kilka lat temu na stacji w Château-Thierry, dowiem się, że za ten stan rzeczy odpowiada nie kto inny, jak sami francuscy inżynierowie, którzy fachu uczyli się w (starej, wesołej) Anglii. Tam bowiem opracowano pierwsze rozwiązania techniczne oraz ustalano obowiązujące dziś - jak się okazuje - nie tylko we Francji, zasady ruchu.
Ot, cała zagadka!

Ale, ale! Dlaczego cena na bilecie jest drukowana w dwóch walutach, bo cóż innego oznacza to FRF pod EUR i kwota odpowiadająca przelicznikowi jednej na drugą?
Czyżby (stara, słodka) Francja wciąż trwała w gotowości na kurs "cała wstecz", “z powrotem”? Nie mam nic przeciwko, by w takiej podróży wziąć kiedyś udział. A gdyby jeszcze odbyła się ona z uszanowaniem dla wszystkich odrzuconych i zapomnianych skarbów tradycji i kultury, mógłbym iść nawet na piechotę...