Rouen

Rouen

niedziela, 2 czerwca 2024

Korona Katedr 2024. Zapowiedź trzecia i ostatnia.

Zapowiedź, o której prawie zapomniałem, a przecież bez niej, podkreślmy to, - tej trzeciej, nie może, podkreślam - nie może odbyć się to, co zapowiadały dwie wcześniejsze.


Patrzę na mapę. Tą sprzed kilku dni. Już nie tak z wysoka, jak jeszcze kilka tygodni temu. Dwie rzeczy - osłabienie wywołane przeziębieniem (a może czymś więcej, już sam nie wiem) a po nim, - powrót do przytomności, sprawiły, że gdzieś tam z tyłu głowy pojawiła się myśl, by tegoroczną trasę (dopuszczam tą myśl zaledwie) zamienić w dwie, oddzielone jedna od drugiej miesięczną przerwą, wyprawy.

Pojedziemy, zobaczymy...

A póki co, - i to jest dobra wiadomość - na WhatsApp-ie zawiązuje się silna, i to nie tylko liczebnie, Grupa Podziwu i Wsparcia.

Czy muszę dodawać, że zapisy kończą się godzinę przed odjazdem pociągu? Wtorek 4 czerwca 4:14…


Następne komunikaty i ogłoszenia, - już na Grupie.

Allons y !

On y va !!!

środa, 22 maja 2024

Korona Katedr 2024. Zapowiedź wtóra.

 


To obiecana mapa, a na niej linie. Dużo linii. Są linie niebieskie i czerwone, a nawet karmazynowe. Jednak wszystkie one, to raczej szkic tegorocznej trasy, niż jej szczegółowy przebieg. Wciąż odkrywam nowe miejsca, do których chciałbym dotrzeć. Nie obędzie się więc bez zmian i korekt (a może nawet skreśleń i załamywania rąk, że tu i tam, - jeszcze nie teraz, jeszcze nie w tym roku).


Linie niebieskie odwzorowują sieć połączeń kolejowych, z których mogę, ale nie muszę korzystać; czerwone - to już wyłącznie rower.

Dworce kolejowe... Małe i wielkie. Znam je dobrze. Niektóre nawet bardzo. Do wielu z położonych daleko na południu, czy jeszcze dalej - na zachodzie - miejsc z uwagi na wcześniejsze ograniczenia nie sposób było dotrzeć inaczej, jak przyjazną rowerom koleją. Dziś jadę już bez tej nieznośnej presji czasu.


Początek drogi w Strasburgu. Stamtąd, przez Metz, Troyes, Sens aż do opactwa Fleury w Saint-Benoit nad Loarą, do miejsca, gdzie spoczywają relikwie założyciela zakonu Benedyktynów, św. Benedykta z Nursji. Z Fleury, brzegiem Loary - wszystkie soki drzew spłynęły tą rzeką (Herbert) - jadę do Paray-le-Monial. Ten dłuższy odcinek w dół mapy (niebieska linia) pokonam albo koleją, albo - jeśli będę chciał być wierny rzece - rowerem. To dolina Rodanu, ale jeszcze nie jego ujście. Okolice Awinionu, to już Prowansja. Czerwona nić (to te linie na południowym wschodzie), to droga do trzech Sióstr, jak nazywa się tu trzy Cysterskie opactwa, z których najdalej na wschód wysunięte jest Thoronet.

Stamtąd rozpoczynamy marsz na zachód, w kierunku Pirenejów. Gdzieniegdzie linia się rwie i zmienia kolor. To czas i miejsca do namysłu i podjęcia dalszych decyzji, czy -, co -  i jak dalej...


Wolny od konieczności wyznaczania limitu kilometrów, dni jazdy i odpoczynku, miejsc postoju i noclegów - jadę. Po prostu jadę…

W dobrym towarzystwie Grupy Podziwu i Wsparcia.


ps. są jeszcze wolne miejsca…

:-)


wtorek, 7 maja 2024

Korona Katedr 2024. Zapowiedź pierwsza.

Pozbawiona mapki zapowiedź trasy, to jak próba „słuchania” muzyki, ale przy wyłączonym głośniku, z nut; albo jak zwiedzanie galerii z przewodnikiem, ale z zawiązanymi oczami...

Powiesz, - to się nie może udać. I będziesz miał rację.

 

Wybaczcie, proszę, ale mapka dziś nie dojechała. Nie będę więc poddawał próbie Waszej wyobraźni, mówiąc: „posłuchajcie” oczami, albo „spójrzcie” uchem. Listę miast i miejscowości, rzek i departamentów, górskich pasm i oceanów, pełnym zdaniem - tytułów katedr i romańskich opactw, tworzących tegoroczną trasę pokażę Wam w kolejnej odsłonie. A dziś Korony Katedr 2024 zapowiedź pierwsza.

 

Start - 4 czerwca. Pociąg do Berlina, jak zwykle z dworca Warszawa Wschodnia o 4:14. Z uwagi na wczesną porę ominie mnie więc nie tylko czarna kawa - dworcowy Starbucks jeszcze śpi, ale i białe chusteczki Grupy Podziwu i Wsparcia (któż chciałby rozpocząć dzień od łez pożegnania?).

Jeśli niemieckie koleje spiszą się lepiej, niż rok temu, o 18:30 (wcześniej jeszcze – przesiadka w Mannheim) wyląduję w Offenburgu. Stamtąd już tylko 30 km do pierwszego noclegu i pierwszej z (Notre) Dam na tegorocznej trasie (Strasburg).

 

Grupa Podziwu i Wsparcia czyli WhatsApp w domu i podróży.

Relacja skierowana bezpośrednio do zainteresowanej grupy osób, to pomysł, który powstał i doskonale sprawdził się już rok temu. Grupę tworzą wybrane na drodze 3-stopniowych eliminacji znajomi i przyjaciele (życie bez grama żartu byłoby okrutnie nudne, prawda, kochane Dzieci?). W tej opcji relacja jest bogatsza, odbywa się w czasie rzeczywistym, a sama Grupa staje się miejscem dzielenia się wiedzą, niekiedy nawet tajemną.

Zapisy na listę uczestników uważam za otwarte...

 

Korona Katedr.

Plan odwiedzenia wszystkich gotyckich katedr niegdysiejszego Regnum Francorum zbliża się powoli do końca. Nie pamiętam już, w którym roku pomysł odwiedzenia wielkich katedr Szampanii i Pikardii przekształcił się w tytułową Koronę, ale było to na długo przed tym, nim wioząca moje Wnuki kareta znalazła się u wrót doliny Drogi Mlecznej.

Jednak wciąż dobrze pamiętam szczegóły pierwszej z wypraw (2012), kiedy sporządzona wielkim trudem, niestety obciążona krytycznym błędem papierowa książka-mapa już pierwszego dnia, na samym początku drogi wyprowadziła mnie na... autostradę...

 

A co do tytułowej Korony, śmiały ten plan powstał chyba 3 lata później (2015), w tym samym roku, w którym Opatrzność podarowała mi dwie Przyjaźnie. Obie zawiązały się na trasie. Pierwsza na kamiennych płytach labiryntu bazyliki Saint-Quentin, druga - w cieniu Notre Dame de Coutances. Obie trwają do dziś.

Nigdy nie zdołam wyrazić wdzięczności...

Benedicite, gentes, Dominum Deum nostrum…!

 

Nie ma tu dziś zdjęcia mapy, ale może to i dobrze?

środa, 1 maja 2024

Ciszo...

Ciszo, muzyko owoców. Ty, która zamieszkujesz piwnice, spichrze i szopy. Naczynie miodu, pilności pszczół. Wytchnienie morza, które zna swoją pełnię.

Ciszo kobiet - sanktuarium i trwanie na wieki. Gdzie w jutrzejszy dzień zmierza to jedno, co rzeczywiście ku czemuś zmierza. Która słuchasz dzieciątka poruszającego się w łonie.

Ciszo myśli, które przygotowują się do lotu, bo niedobrze, gdy niespokojny jest twój umysł i twoje serce.

Ciszo serca. Ciszo zmysłów. Ciszo słów słyszanych w głębi duszy, gdyż dobrze, jeśli odnajdujesz Boga, który jest ciszą wieczności. Kiedy wszystko już zostało powiedziane, wszystko zostało zrobione.

Krok po kroku, przezwyciężając kolejne sprzeczności, wędruję w kierunku ciszy, która wymazuje pytania i jest szczęśliwością.

Ciszo, porcie, gdzie zawija statek. Ciszo Boża, porcie wszystkich statków.

                                                                                                    - Antoine de Saint-Exupéry. Twierdza.

sobota, 27 kwietnia 2024

Tuluza. Pożeganie z katedrą?

Oglądam zdjęcia.

Zatrzymuję się przed figurą Apostoła.

- Pan też pielgrzymuje do Santiago? Zagaduje mnie starsza pani.

- Nie, odpowiadam grzecznie. - Byłem tam rok temu.

- Aha, - odpowiada Pani. - Bo widzi pan, mój mąż jest właśnie w drodze. Jutro ma wejść do Santiago. Przyszłam tu pomodlić się za niego. Wyślę mu zdjęcie...



Idę.

Idę zawsze lewą nawą. Czy to nawyk z dawnych czasów stanowych podziałów, czy coś więcej? Nie wiem, ale tak mam, i już. Przed Ołtarzem ruch. Kilka pań biega w tę i we w tę. Zmieniają kwiaty.  Trwa to czas dłuższy, bo i kwiatów jest dużo, i jakoś je przecież trzeba ułożyć. Pracują odkurzacze. Nim zdążę obejść chór, prace ustaną i nastanie błoga cisza.


Chór.

Wypełnia połowę szerokości nawy na długości trzech przęseł. Po obu jego stronach przepiękne, dwu-rzędowe stalle. Stalle są wysokie i budzą respekt. Misternie zdobiona, drewniana konstrukcja oddziela chór od obejścia. Przed chórem tabliczka z napisem: Espace réservé à la prière.

Tu odnawia się miłość... (bo w ciszy rodzi się i odnawia miłość)...


Wierzę, Przyjacielu, że kiedyś się tu zejdziemy, kiedyś zobaczymy. A tymczasem modlę się za Ciebie gorąco, mając całą nadzieję w Miłosierdziu Odkupiciela mojego...


Katedra Św. Szczepana. Tuluza. Opuszczam miasto...


Pożegnanie z katedrą?

Żadną miarą!

- Modicum, et videbitis. Już wkrótce ujrzycie ją znowu...


















środa, 24 kwietnia 2024

Tuluza. Katedra Św. Szczepana.

Św. Szczepan w Tuluzie (Cathédrale Saint-Étienne), to najbardziej chyba zadziwiająca z katedr, jakie spotykam na tegorocznej trasie. Ostatnia w kolejności i wyjątkowa zarazem. Jej fasada i brak symetrii osi portalu względem nawy głównej (która tak naprawdę okaże się chórem), widać już z daleka, kiedy zatrzymuję się u wlotu biegnącej w kierunku Placu Saint-Etienne i katedry - Rue Croix-Baragnon. 


Kiedy kilka lat temu zobaczyłem ją na zdjęciach, pomyślałem, że to błąd edytora, bo katedra gotycka nie może być aż tak…że to jakiś żart, awangarda, neogotycka fasada dworca kolejowego, budynek poczty, wszystko, - tylko nie katedra! 

Całość wygląda tak, jak gdyby dwie ekipy, które jednocześnie rozpoczęły prace, jedna od wschodu, druga z miejsca, w którym stoję, odgrodzone przegrodą nie widziały postępu swoich prac.

Wszystko stanie jasne, kiedy z powyższego zdania usuniemy słowo „jednocześnie”. Tak, bo katedra rosła i dojrzewała w długim procesie. Jest syntezą dwóch stylów: romańskiego i gotyckiego. Niedokończoną jednością...



A było tak.

Pierwsza świątynia została ufundowana w III w. przez św. Saturnina, pierwszego biskupa Tuluzy. Była o nim już mowa wcześniej. Pierwszą wzmianką informującą o ustanowieniu kościoła katedrą jest dekret Karola Łysego z roku 844.

W czasach reformy gregoriańskiej, w roku 1078, biskup Isarn rozpoczął budowę nowego kościoła (wg innych - przebudował istniejący). Nowa świątynia miała spełniać funkcje nie tylko liturgiczne, ale - nawiązując do tradycji południa i toczących się w Langwedocji sporów o prawa własności  - także obronne.


W roku 1210 roku biskup Fulko podjął decyzję o przebudowie nawy katedry. Podwyższył boczne ściany romańskiego kościoła i przedłużył katedrę o dodatkowe przęsło w kierunku zachodnim. Przęsło zamyka ażurowa fasada z rozetą o wyraźnych wpływach architektury Cystersów, z których wywodził się arcybiskup.


W 1270 roku kolejny biskup Tuluzy, Bertrand de l'Isle-Jourdain już w pierwszym roku sprawowania urzędu podejmuje się budowy nowej, trójnawowej świątyni, już w stylu gotyckim. Po zburzeniu absydy starej katedry biskup przystąpił do budowy ogromnego chóru, dwukrotnie szerszego i dłuższego od starej nawy. Widoczne na zewnątrz, potężne przypory miały pozwolić wynieść i utrzymać sklepienie nawy na wysokość 40 metrów! Gdyby ten plan się powiódł, miasto otrzymałoby katedrę porównywalną rozmiarami do tych w Reims, czy Amiens.

Skąd wziął się pomysł budowy nowej świątyni? W roku 1274 Hrabstwo Tuluzy stało się już częścią domeny królewskiej i oczywistym było, że należało dać temu stosowny wyraz. Zaawansowane prace spowolniła jednak śmierć biskupa w roku 1286.


W pierwszej połowie XIV wieku sklepiono kaplice boczne oraz obejście, a w 1518 roku zakrystię.

Ostatecznie budowa kończy się w miejscu, w którym miał powstać transept, czyli nawa, oddzielająca część przeznaczoną dla duchowieństwa od reszty świątyni. Tu łączy się ona ze starą, romańską częścią. 


Kilka lat po ukończeniu (przerwaniu) prac, w roku 1609, wybucha groźny pożar. Zniszczenia są duże, ale świątynię udało się uratować. Budowę ołtarza głównego z monumentalnym przedstawieniem męczeństwa patrona, św. Szczepana, ukończono w roku 1670.

W latach 10. XX wieku ponownie wrócił pomysł dokończenia katedry, lecz plan ten szybko upadł.



Jest piękne, słoneczne popołudnie. Stoję na placu Saint-Etienne. Starą, romańską fasadę, za którą kryją się trzy przęsła niezbyt wysokiej nawy, zamyka piękna rozeta. Rozeta, choć to jedno okno, to jednak dwoje oczu. Jedno z nich - to, od strony placu - z lekko przymkniętą od nadmiaru światła, powieką.

Drugie, co widać dopiero, kiedy przekroczymy próg, to delikatna struktura tworzących jego powierzchnię, jakby siatkówkę, połączeń. W drobnych taflach szkła, jak naczynkach tęczówki, odbija się mapa Nieba.

Modicum, et videbitis Jeszcze chwila...








niedziela, 21 kwietnia 2024

Tuluza. Konwent Jakobinów - Sztuka cenniejsza, niż złoto...

Konwent tworzą kościół, klasztorny krużganek, kapitularz z refektarzem i kaplica. I nie będzie przesady w stwierdzeniu, że już sam tytuł książki Jana Białostockiego, opowieść o historii sztuki średniowiecznej, starczyłby za przewodnik po miejscu, którym dom Zakonu Braci Żebrzących - od imienia założyciela zwanych Dominikanami - był w czasach swojej świetności.


Budowę konwentu rozpoczęto w roku 1229, ukończono w 1385. Patronem świątyni jest najwybitniejszy przedstawiciel męskiej gałęzi zakonu, najsubtelniejszy z doktorów Kościoła - św. Tomasz z Akwinu. Papież Urban V, zarządzając tu w roku 1369 translację relikwii św. Tomasza tak uzasadnił swoją decyzję: „Tak jak znakomity święty doktor olśniewa wśród wszystkich pięknem swego stylu i zdań, tak kościół w Tuluzie jest najpiękniejszy spośród wszystkich [kościołów] braci kaznodziejów”...



Relikwiarz św. Tomasza znajduje się w centralnym miejscu (zdesakralizowanej już dziś) świątyni. Jednak to, co widzimy dziś, jest zaledwie „resztą”, miniaturą dawnego, wzniesionego w epoce kontrreformacji mauzoleum. Jego wygląd znamy wyłącznie z zachowanych opisów i rycin. Całość, mierząca w podstawie 10 m szerokości i 20 m wysokości! wykonana była w kamieniu, wzmocniona polichromowanym marmurem i złoconym drewnem, ozdobiona kolumnami, obeliskami i licznymi posągami.

Kiedy w roku 1628 odsłonięto mauzoleum, współcześni byli pod wrażeniem nie tylko rozmiarów, ale przede wszystkim bogactwa materiałów i pomysłowości planu.

Odwiedzający w następnym stuleciu kościół benedyktyni, dom Edmond Martène i dom Ursin Durand uznali, że grób św. Tomasza z Akwinu jest najpiękniejszą ozdobą świątyni. „Jest tak urządzony, że czterech księży może tam odprawiać mszę przed relikwiami Świętego, przechowywanymi w dużej, złoconej kapliczce, której wykonanie przewyższa materiał…".

Jednak byli i tacy, jak ojciec Jean Baptiste Labat, który oświadczył, że wprawdzie „najpiękniejszą rzeczą [w świątyni] jest mauzoleum św. Tomasza z Akwinu… jednak „ jest ono nieco zbyt przeładowane ozdobami”.

- No cóż, - barok, chciałoby się dodać...


W trakcie kończących się, przypadających na 600. rocznicą śmierci św. Tomasza (1974) prac renowacyjnych świątyni, główny architekt zabytków, Yves Boiret, stworzył projekt nowego ołtarza głównego. Został on umieszczony w miejscu pierwotnego, rozebranego przez wyznawców „religii" rozumu, kultu równości i (nowego) porządku.



Również o samym konwencie istnieje kilka wymownych świadectw.

Prosper Mérimée, będący w 1845 r. generalnym inspektorem zabytków pisał: „Właśnie po raz pierwszy zobaczyłem kościół dominikanów. To godne podziwu dzieło. Ogromny kościół o dwóch nawach oddzielonych ogromnymi filarami o niewiarygodnej wysokości (28 m!) i lekkości; jeszcze odważniejszy i bardziej elegancki jest kapitularz; duży krużganek z marmurowymi kolumnami, malowanymi sklepieniami, szereg kaplic z bardzo ciekawymi freskami”.


Także Hippolyte Taine (1865) był pod wrażeniem budowli: „Kościół jest arcydziełem najbardziej oryginalnego stylu. Podzielony jest na dwie nawy rzędem ogromnej wysokości, wyglądających jak pień palmy, kolumn. Na tej delikatnej konstrukcji, jakby gałęziach, podtrzymuje się całe sklepienie. Ostatnia kolumna, to wiązka dwudziestu trzech żeber. Tak wysokie, tak proste, tak białe z koroną w postaci czarniawych łuków, ginących w bieli ścian, kolumny wydają się być jak pokaz sztucznych ogni lub fontanna wody. Nie możemy sobie wyobrazić nic bardziej eleganckiego”.


Tuluza. Konwent Jakobinów. Europa katedr i uniwersytetów, i sztuki cenniejszej, niż złoto...

I świętych…!