Rouen

Rouen

poniedziałek, 2 listopada 2026

9 i 10 sierpnia. Sedan - Bastogne...

Sedan, czerwiec 2012 i pierwsza wyprawa (muszę ją kiedyś opisać). Deszcz. Suszę się w pociągu do Reims.

Sedan. W kolejnych latach, przynajmniej w jedną ze stron, - raz po raz.


Rok 2022. 1 września. Jestem w drodze, - nie, nie do szkoły - a na moje pierwsze Camino. Hall dworca. I wtedy ją widzę.

- Czy widziałeś kiedyś uśmiech?

- Oczywiście, - odpowiesz mi…

Nie ma spotkań przypadkowych. Jej twarz... kto patrzył na ten uśmiech, wchodził jak w dom — w pokój rzeczy i w wieczne trwanie miłości...

Jej twarz i cała postać - arcydzieło. Kraina wzruszeń...

Musiałem o tym napisać…



Sedan, 9 sierpnia.

Lubię ten dworzec. Tyle wspomnień i znaczeń. „Jedynka” na liście dworców.

Jest 22:10 Czas na kemping, stąd to rzut kaskiem (ale bez szaleństw, przede mną jeszcze dwa dni jazdy, - przyda się!). W tym roku trasę (+200 km) pojedziemy spokojnie, bez pośpiechu. To nie zawody.

Kemping. A właściwie - Air-camping. Ale wystarczy. Jakich mi tu jeszcze wygód potrzeba? Woda w butelkach, kawałek trawnika, - wszystko jest. Śpiwór, karimata i - jak w Laon - gwiazdy nad głową. Dobranoc.




Pobudka przed 6. Gorący kubek (serowa z grzankami) i jedziemy. Dziś drogi już nie pomylę. Trzeci zjazd na rondzie I... pierwszy z serii podjazdów. Ach, znam tą drogę na pamięć: Givonne, La Chapelle, Bouillon...



Z Sedanu do Bouillon to 20 km. Jestem tu w południe. Na wjeździe mijam twierdzę Gotfryda. Jakże inaczej o tej porze dnia prezentuje się to potężne, kamienne zamczysko. Widok zapiera dech. Zatrzymuje w miejscu.

Tu zakupy i przerwa na kawę. Zbieram siły. Już za chwilę masakryczny 3. km podjazd. Nigdy wcześniej go nie ustałem. Dziś - dzień chwały! Jest Curfoz i jest Carrfour. Droga z Curfoz do Bertrix to istna karuzela przewyższeń. Średnia... 6 km/h. Ale spokojnie, to nie zawody...

Po drodze postoje, wymuszone i - nie. Podjazdy tak strome, że muszę zejść. No więc, idziemy. Odliczam 100 kroków i przerwa. 100 i oddycham. 100 i…

W Bertrix zatrzymam się na „obiad". Danie główne - zimne Lefte. Nic więcej mi nie trzeba. W końcu ile można jeść?! Od Bouillon „jadę" na miodowych ciastkach. (Ach, jak mi ich teraz brakuje!).

15:40 - Neufchâteau. Sprawdzam czas. Dwa lata temu zajechałem tu ledwie na nocleg. No, ale też później zaczynałem. Z Sedanu o 13.

14 km przed Bastogne zjazd na parking i ostatnie już dziś zakupy. Od Neufchâteau jadę Grand-Route N85. Podjazd, wypłaszczenie, podjazd, wypłaszczenie... Droga z rodzaju tych, co (to niby kołem) łamią ducha. Ale ja wprawiony jestem...

19:00 Bastogne. Kierowco, pamiętaj! belgijskie piwo, to najlepszy płyn chłodniczy na świecie! Najtrudniejszy odcinek drogi mam już za sobą. Teraz, aż do Limerle, 25 km ścieżką rowerową.






20:00 Po lewej pomnik. To hołd złożony żołnierzom 506. Pułku Piechoty Spadochronowej Armii Stanów Zjednoczonych, Kompanii E, którzy polegli w bitwie o Bastogne (1944/45). Nie sposób się tu nie zatrzymać...

Ale na nocleg jest zbyt wcześnie. Podjadę jeszcze kawałek. Gdzieś tu musi być zatoczka i miejsce, które dobrze znam. Zdało mi się, że jest tuż na wyjeździe z Bastogne, a tymczasem jadę już 13 km i nic. Czyżbym je przeoczył?

22:15. Ściemnia się, a ja rad bym już gdzieś złożył kości. Oto jest: stół i łóżko, 2 w jednym. Skorzystam, bo po zaroślach biegają jakieś zwierzątka. Podróżny savoir-vivre wybacza wiele rzeczy. Zwłaszcza, kiedy jesteś sam. Tymczasem z karimaty schodzi powietrze…


Droga. Co się myśli podczas drogi? Droga. Miejsca. Ludzie, których spotkałem, którzy mnie gościli, napełniali wodą puste bidony, okrzykiwali: bon courrage! 

Droga. Nie będę rozbierał jej na „części”. Kilometry? Czas? Przejechałem dziś 94 km w terenie niełatwym, wymagającym, ale to nie znaczy nic ponad to, że do dworca w Akwizgranie wciąż pozostaje 130. Liczby nie mają tu większego znaczenia. Jest zmęczenie, a ja jestem szczęśliwy. I tylko to się teraz liczy. Więc jeśli mnie zapytasz:

- Czymże się tak radujesz, człowieku? - nie będę potrafił dać Ci innej odpowiedzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz