Rouen

Rouen

środa, 24 grudnia 2025

A SŁOWO CIAŁEM SIĘ STAŁO...

... I ZAMIESZKAŁO MIĘDZY NAMI...


Błogosławiony niech będzie Bóg i Ojciec naszego Pana Jezusa Chrystusa.

On napełnił nas wszelkim błogosławieństwem duchowym na wyżynach niebieskich w Chrystusie.

W Nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem.

Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa,

według postanowienia swojej woli,

Ku chwale majestatu swej łaski, którą nas obdarzył w Umiłowanym.

W Nim odkupienie mamy przez krew Jego, odpuszczenie grzechów według bogactwa Jego łaski.

Szczodrze ją na nas wylał w postaci wszelkiej mądrości i zrozumienia,

Przez to, że nam oznajmił tajemnicę swej woli,

według swojego postanowienia, które przedtem w Nim powziął dla dokonania pełni czasów,

Aby wszystko zjednoczyć na nowo w Chrystusie jako Głowie:

to, co jest w niebiosach, i to, co jest na ziemi.  (Ef 1, 3-10.)


Spotkałem w drodze...


Sebastiano Mainardi. Dziewica adorująca Dzieciątko Jezus i Święty Jan Chrzciciel. II poł. XV w.

Musée Antoine Lécuyer de Saint-Quentin.

Saint-Quentin, 2024.



Pseudo Pier Francesco Fiorentino. Madonna adorująca Dzieciątko Jezus w obecności Świętego Jana Chrzciciela i Aniołów. II p. XV w.

Musée des Beaux-Arts de Narbonne.
Narbonne, 2023.


Benozzo Gozzoli, Narodziny Jezusa (1450-52). Fragment retabulum ołtarza Predella della Madonna della Cintola.

Musei Vaticani, Pinacoteca.

Rzym, 2023. 

środa, 17 grudnia 2025

I o tym jest ta mapa....

Droga, a na niej kościoły. Małe i duże, te które mnie przyjęły i te zamknięte; które pojawiały się na ścieżce niepodziewanie i te, do których jechałem - widoczne już z daleka. Katedry i bazyliki - sens kamienia i ceremoniał kamienia…

Dalej, opactwa i klasztory. Te zamienione w muzea (Royaumont, Silvacane, Thoronet)) i te, w których wciąż jeszcze rozbrzmiewa gregoriański chorał (Solesmes); te opuszczone (Saint-Mathieu de Fine-Terre, widoczne z pokładu promu, kiedy płyniemy na Wyspę) i te z podtrzymującymi już tylko niebo kolumnami z potrzaskanymi kapitelami (Hombye, Ourscamp, Jumièges…)


Drogi i bezdroża; te na które nie powinienem wjeżdżać (N10 zaraz za Angoulême, gdzie zdejmuje mnie patrol) i leśne dukty; jary najeżone ostrymi kamieniami, szutry i asfalty. Drogi gubienie i jej znajdowanie, niekiedy po omacku w środku nocy (na kemping w Clermont-Ferrand, w Anseremme k. Dinant).

Kilometry...

Lokalne szlaki pielgrzymkowe (Tro Breizh) i te turystyczne (Canal du Midi), noclegi w lasach lub na poboczach, na parkowych ławkach, pod wiatą, na plaży w Etretat, na klifie (Berneval-le-Grand), z widokiem na gwiaździste niebo, a gdy padało - w namiocie… Bywało, jak w Saint-Benoît-Sur-Loire, że i w łożku…


Cmentarze miejskie i wiejskie, i te z pól bitewnych (Tincourt-Boucly czy Anloy, gdzie na wspólnej przestrzeni pochowano żołnierzy z obu stron frontu); miasta, w których się gubiłem i miasteczka tak cudnej urody (Verteuil-Sur-Charente), że myślałem, iż to sen na jawie, tzn. na rowerze...

Dworce; te wielkie, wielopoziomowe z kilometrowymi ciągami peronów (Gare Montparnasse, Gare de L’est w Paryżu) i te małe (Bar-sur-Aube, Carignan, Sermizelles-Vézelay, Abancourt) na których tylko ja...

Odkrycia i rozczarowania, miejsca malownicze i piękne, ale i takie, z których chciałem uciekać…


A to jeszcze nie koniec, to jeszcze nie wszystko. Bo są i Przyjaźnie. Zawiązane jakby przypadkiem, ale pod wspólnym mianownikiem. Nieśmiałe... a każda z nich (bo są dwie) waży tyle, co cały ogród (róż). A obie są mi jak kotwica rzucona w ocean czasu…


Po co tam pojechałem, czego szukałem? Na co cały ten trud, niedospane noce, tysiące (ponad 10) przejechanych kilometrów? 


Jakby ci ukazać, czego szukam? Nie chodzi o żaden przedmiot przemawiający do zmysłów, ale o taki, który przemawia do ducha. Nie oczekuj, abym podawał racje, dlaczego narzucam taki, a nie inny ceremoniał. […] Tu język zawodzi. Widziałem, jak ślepe gąsienice pełzną ku światłu albo wędrują w górę drzewa. Jako człowiek, obserwując je, określisz, ku czemu dążą. Orzekasz, że to „światło" albo „wierzchołek drzewa". Ale one tego nie wiedzą. Podobnie i ty: kiedy otrzymujesz coś z mojej katedry, mojego roku świętego, oblicza czy ziemi ojczystej — otrzymujesz prawdę; i mało ważne są twoje słowa, nieważkie jak wiatr i odpowiednie tylko w sferze przedmiotów. Jesteś gąsienicą. Nie pojmujesz, czego szukasz.

Jeżeli więc za sprawą katedry, roku świętego i królestwa staniesz się uświęcony, piękniejszy i umocniony niewidzialnym pokarmem, powiem sobie: „Oto piękna katedra zbudowana dla ludzi. I piękny rok święty. Piękne królestwo". Nawet gdybym nie umiał znaleźć przyczyny tego piękna.

Podobnie jak gąsienica znalazłem coś, co było mnie przeznaczone. Albo jak ślepiec, który w zimie szuka bliskości ognia wrażliwymi dłońmi. I znajduje. Odstawia wtedy kij i skrzyżowawszy nogi siada. Choć nie wie nic o ogniu w tym sensie, w jakim wiesz ty, widząc ogień. On znalazł prawdę swojego ciała, bo zauważ — będzie siedział dalej, tu, przy ogniu.

Antoine de Saint-Exupéry. Twierdza.


Z początku nieśmiała i naiwna w realizacji pierwsza i druga wyprawa (2012 i 2013), już w roku kolejnym przybiera kształt większy i staje się projektem i zadaniem na kolejne lata: powstaje plan odwiedzenia wszystkich gotyckich katedr…


Na tej drodze (ja, gąsienica) i przy tym ogniu (ja, ślepiec) zostawiłem cząstkę siebie. I Twoje imię. I wiem, że się teraz uśmiechasz. I to mi wystarczy. I ta cisza...



Ps. Zdarzenia, o których tu nie napiszę, zatrzymały mnie w tym roku w domu. Nie byłem nawet na Wyspie…


🎶


… i nie łudźcie się, szala przechyli się na korzyść rzeczy minionych: tak bowiem Bóg ukształtował serce człowiecze…

François-René de Chateaubriand. Geniusz chrześcijaństwa.

środa, 3 grudnia 2025

Akwizgran - Warszawa. Pociąg do katedry, rower do pociągu...

Noc z 13 na 14 lipca i dzień…


Akwizgran, zakupy w dworcowym sklepie na drogę do Berlina: niemiecka buła, browar do popicia niemieckiej buły, plus woda. Też niemiecka.

22:51- pociąg do Kolonii.


23:44 - Kolonia. Na chwilę wyjdę przed budynek dworca. Pod głośną muzykę, krzyki i nawoływania na schodach między budynkiem dworca a murem katedry pozują do zdjęć zmówione grupy przyjezdnych. Dzikie śpiewy, alko, pełno policyjnych patroli. Strasznie tu…

Przede mną katedra. Przysadzista fasada, oparta na dwóch monumentalnych wieżach. Moja pierwsza katedra i pierwsza lekcja Architektury na żywo (1981). Na wizytę w Ogrodzie pełnym róż - oczarowanie katedrami Île-de-France musiałem czekać jeszcze ćwierć wieku...



0:30 - ekspres do Magdeburga. W pociągu robię wszystko, żeby nie zasnąć, nie przespać kolejnej przesiadki. Wyciągam komputer, ściągam dane z nawigacji, liczę kilometry. Jestem pod wrażeniem…

- Bilet poproszę, wyrywa mnie z półsnu głos konduktora. Sprawdzam, czy nie przespałem stacji. Nie. Mimo, że rower stoi w osobnym przedziale i nikomu nie wadzi, muszę powiesić go na wieszaku. Przepisy bezpieczeństwa…


5:54 - Magdeburg. Idę zwiedzać dworzec, napić się czegoś gorącego i energetycznego. Zamawiam podwójną gorącą czekoladę. Obok głośna grupa chłopaków z angielskiego miasta Manchester. A więc to Anglia zagra w finale!


6:12 - pociąg do Berlina. Bez przygód, zaśnięć i planowo.


7:57 - Berlin, Hautbahnhof. Już od wczesnych godzin porannych słychać wszędzie atmosferę piłkarskiego „święta”. Dworcowa kawa w rozmiarze XL plus buła. Jest pogodnie, prowadzę się na otwarty taras. Po tarasie biega agresywny świr i przewraca stoły. Nikt nie reaguje, - jesteśmy tu tylko dwaj… Niech tylko spróbuje zbliżyć się do roweru…!


10 - Instytut Św. Filipa Neri i łacińska Msza.


12:30 - wracam na dworzec. Na peronie nikogo z rowerem poza mną. Mam złe przeczucia.


12:40 - skanuję wzrokiem wtaczające się na peron wagony. Wypatruję tego jednego. Nie ma! Biegnę do pierwszego za lokomotywą. Wsiadam. Skręcam kierownicę, bagaż do przedziału.


12:45 - do drzwi (ach, czemu ich nie zamknąłem!?) podchodzi konduktor. Pyta, dlaczego tu i czy mam bilet na rower.

- Nie mam, - odpowiadam i próbuję tłumaczyć, że...

- Aussteigen! Pociąg nie odjedzie, póki pan nie wysiądzie, - mówi rozkazującym tonem konduktor. Nie mam argumentów, a propozycja dokupienia biletu nie wchodzi w grę.

- Pociąg nie posiada wagonu do przewozu rowerów. Aussteigen!

Nie wiedząc, kto wprowadził mnie w błąd, wściekły na aplikację, na Intercity i w końcu też na siebie, wracam na peron.

Któryż to już raz! przewoźnik nie dołącza deklarowanego w rozkładzie jazdy wagonu?


13:25 - wsiadam do pociągu DB Regio. Pociąg zawiezie mnie do Frankfurtu (nad Odrą). Z Frankfurtu podjadę do Rzepina i tam spróbuję złapać kolejne połączenie dalej, do Stolicy.


14:31 - Frankfurt. Nie muszę jechać do Rzepina! Na peronie - para polskich konduktorów. Obiecują mnie zabrać.

- W składzie nie ma wagonu na rower, ale proszę wsiąść do ostatnich drzwi, ale tak, żeby nie blokować toalety, - dodają… Są tak uprzejmi, że nawet honorują bilet na wcześniejsze połączenie!

- Rower w pociągu musi być umieszczony na wieszaku, a ja przestrzegam tylko przepisów, - zeznałby niemiecki konduktor przed „Komisją do spraw bezdusznego traktowania poszkodowanych przez system rezerwacji Intercity”. Gdyby taka istniała…


14:50 - Pociąg rusza. Rower i ja stoimy, dzieląc ten sam kawałek podłogi. Resztę wolnej przestrzeni zajmie bagaż, - mój i mojego towarzysza, który dosiądzie się w Kunowicach i czuwać będzie nad moją przytomnością. Słuchając jego fantastycznych, choć chwilami odnoszę wrażenie, że tu i tam - zmyślonych opowieści, spoglądam przez okno, ponad ramę i patrzę na ślad, jaki zostawia rozpędzony pociąg...

Rzepin, Kunowice, Poznań, Kutno. I dalej, dalej, dalej…


Jest 14 lipca, godzina 20. Pociąg wjeżdża na dworzec Warszawa-Gdańska. Koniec trasy. Za chwilę w Berlinie Hiszpania pokona w finale Anglię, na ulicach Paryża, Amiens i Marsylii zapłoną auta, a ja po raz pierwszy od 40 dni zasnę w swoim łóżku…

I myślę o tym, że wszystko to trzeba będzie teraz opisać…


I jeszcze kropka nad „i"...

🎵